STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN – odcinek 13

Trzynasty fragment popularnonaukowych nowych rozważań historycznych o korzeniach narodu i państwa polskiego.

Już niedugo dostępna będzie książka w wydaniu papierowym, zawierająca oprócz tekstu zestaw map.

Ludwik F. Wissecki, Maciej Jaxa Wólski

STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN

NOWE ROZWAŻANIA O KORZENIACH NARODU I PAŃSTWA

CZĘŚĆ I

POŁUDNIE: KRAINA WIŚLAN

(…)

Rozdział 3

PIERWSI ROLNICY

(…)

31

I na zakończenie tematu sumeryjskiego – wąska i kamienista ścieżka domysłów, na którą weszliśmy kierowani intuicją. Może jest to ścieżka science fiction. Lecz nie wykluczamy, że jakieś ziarno realnej możliwości jest na niej ukryte.

Punktem wyjściowym naszej ścieżki jest sławne znalezisko archeologiczne w anatolijskim Kurdystanie, niedaleko miasta Urfa, znane pod turecką nazwą „Göbekli Tepe”. Kurdyjska nazwa tego miejsca brzmi Girê Navokê. Girê Navokê jest reliktem prehistorycznej świątyni, wydatowanej na okres 10500 – 10000 lat p.n.e., a więc na schyłek plejstocenu (w Europie – epoki lodowcowej), i co więcej – na epokę przedrolniczą (!!). Odkryto tu konstrukcje kamienne pokryte rzeźbami, zadziwiające wysoko rozwiniętymi umiejętnościami obróbki kamienia oraz umiejętnościami w zakresie techniki budowlanej.

Ocena techniczna znaleziska nasuwa wniosek, iż gospodarczy dobrostan ludu zamieszkującego zachodni Kurdystan (zachodnią część „żyznego półksiężyca”!) w schyłkowym plejstocenie, w epoce przedrolniczej, musiał być dostatecznie wysoki, aby ci ludzie znajdowali dostatecznie dużo czasu i środków materialnych na zbudowanie obiektu tak skomplikowanego przestrzennie i technicznie, wraz z zapewnieniem utrzymania kamieniarzom i rzeźbiarzom – co z kolei dowodzi stosunkowo wysokiego zaawansowania rozwoju struktury społecznej.

Zaś z analizy architektury i sztuki rzeźbiarskiej, odsłoniętej w „prehistorycznej katedrze” Girê Navokê, wynika wysoka ocena rozwoju duchowego tej społeczności, jej religijności, a także rozbudowanej teologii tej religii.

W naszym mniemaniu te obserwacje, w kontekście geograficznym i historyczno-przyrodniczym, pozwalają na zadanie ryzykownego pytania: czy w budowniczych świątyni Girê Navokê w aryowijskim Kurdystanie (!) możemy domyślać się przodków ludu Pra-Aryów?

I kolejne pytanie – ogromnie ryzykowne (ale przecież rekonstrukcja zdarzeń prehistorycznych z natury jest niezmiernie ryzykowna): czy można domyślać się w zamierzchłej kurdystańsko-mezopotamskiej prehistorii istnienia genetycznej nici etniczno-kulturowej pomiędzy budowniczymi świątyni Girê Navokê i przodkami Pra-Sumerów? Czyli mówiąc inaczej: czy można doszukiwać się tutaj korzeni „autosumeryzacji”? Oczywiście „tutaj” nie oznacza miejsca, w którym znajduje się Girê Navokê, lecz dotyczy całokształtu sytuacji etno-kulturowej w epoce przedrolniczej i wczesnorolniczej na obszarze „żyznego półksiężyca”.

I tu chwilowo urywa się stroma ścieżka naszych domniemań dotyczących pojawienia się Sumerów na arenie dziejów nad Eufratem i Tygrysem.

32

Różne wizje, różne domysły….

A losy ludów i państw czasem zależą od szczegółów pozornie błahych.

Na przykład gdyby w Idy Marcowe roku 709 ab urbe condita Cezar nagle dostał silnej migreny i nie poszedł do senatu – jaka byłaby dalsza historia Rzymu?

Lub inny przykład, bliższy naszej narodowej historii: gdyby w 1785 roku szesnastoletni kadet francuskiej królewskiej szkoły wojskowej, pochodzący z Korsyki Napoleone Buonaparte, był atletą wyższym o 15 cm, XIX-wieczna Europa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. A może w konsekwencji także i XX-wieczna. Oto bowiem w tymże roku Francja organizowała wielką żeglarską wyprawę naukową dookoła świata pod dowództwem czterdziestoczteroletniego Jeana Françoisa Galaupa hrabiego de la Perouse. W tym czasie Francuzi bardzo potrzebowali z powodów politycznych jakiegoś spektakularnego sukcesu. Otoczono więc wyprawę wielką reklamą i dużymi pieniędzmi – jej protektorem był sam król Ludwik XVI (któremu osiem lat później wdzięczni poddani ucięli głowę na gilotynie). Od strony naukowej wyprawę wspomagało także brytyjskie królewskie towarzystwo geograficzne, przekazując Francuzom doskonałe przyrządy żeglarsko-astronomiczne, których używał na swoim okręcie sławny kapitan Cook, zanim go zjedli Hawajczycy. Uczestnictwo w rejsie stało się sprawą niesłychanie prestiżową, szczególnie dla francuskiej młodzieży. Starał się o nie również młody Buonaparte, ale mimo iż był zdolnym matematykiem i posiadał inne wyjątkowe walory intelektualne, został odrzucony z powodu zbyt niskiego wzrostu i zbyt astenicznej postury. Gdyby popłynął – najprawdopodobniej nie dożyłby dwudziestki, ponieważ po trzech latach wspaniałej włóczęgi po oceanach zostałby w 1788 roku pożarty wraz ze swoim kapitanem przez kanibali na atolu Vanikoro na Morzu Koralowym.

Wprawdzie oszczędziłoby mu to Waterloo i gorzkich lat na Świętej Helenie, lecz w historii Francji nie byłoby „osiemnastego brumaire’a”, nie zostałaby ona cesarstwem w 1804 roku, Polacy nie otrzymaliby w 1807 Księstwa Warszawskiego – namiastki utraconego królestwa, Moskwa nie zostałaby spalona w 1812, Talleyrand nie byłby na Kongresie Wiedeńskim współautorem stuletniego politycznego i terytorialnego porządku w Europie, a „Kodeks Napoleona” nie stałby się wzorcem prawodawczym dla połowy świata w XIX i XX wieku.

I wreszcie nie wiadomo, czy gdyby w 1798 roku Napoleon, już wtedy Bonaparte, nie przedsięwziął wyprawy do Egiptu, to czy kiedykolwiek zostałby odnaleziony sławny „kamień z Rosetty” – podwalina egiptologii. No i gdyby nie ta wyprawa – historia świata zostałaby pozbawiona wspaniałego rozkazu bojowego: „Osły i uczeni do środka!”. I oczywiście sławnego: „Czterdzieści wieków na was patrzy!” (według naszej wspłczesnej wiedzy w 1795 roku prawdopodobnie było to już czterdzieści trzy i pół stulecia).

A wszystkie te zdarzenia nastąpiły z powodu niewysokiego wzrostu i niewysportowanej sylwetki szesnastolatka urodzonego na wyspie, która częścią państwa francuskiego stała się zaledwie rok przed jego urodzeniem.

Czyż nie fascytująca sekwencja historycznych zdarzeń – przyczyn i skutków?

Przychodzi nam też na myśl możliwość innego powodu odrzucenia Napoleona przez admiralicję w 1785 roku: mógł wydać się zbyt inteligentny. Mamy paru znajomych, którzy są bardziej sprawni intelektualnie od swoich służbowych zwierzchników – i nie potrafią tego ukryć, w związku z czym wiedzie im się raczej byle jak. Jednak Napoleonowi przeznaczyła Historia inny los, niezależnie od opinii starych admirałów. Los, którego zwieńczeniem jest wspaniały sarkofag w paryskim Panteonie.

Ciąg dalszy nastąpi…

Przeczytaj:


https://stowarzyszenierkw.org/kultura/starozytne-dzieje-wislan-i-polan-odcinek-7/

Dodaj komentarz