Szanowni Państwo,

rozpoczynamy na Niezależnym Portalu Obywatelskim Stowarzyszenia RKW publikowanie fragmentów niezwykłej popularnonaukowej baśni historycznej o korzeniach narodu i państwa polskiego.

Autorzy – bardzo doświadczeni historycy, archeologowie – świadomie żeglują po oceanie historii prowadząc nas przekonująco w najodleglejsze zakamarki historii. Popularnonaukowa baśń wiąże różne popularne hipotezy i mówi o tym, jak mogły powstać naród i państwo polskie, począwszy od zarania dziejów.

Opowieść o naszych praprzodkach, o Wiślanach i Polanach, o tym co robili na ziemiach polskich Celtowie czy jak mogła powstać legenda o Kraku i wawelskim smoku. Mistrzowsko powiązane ze sobą przekazy i hipotezy, wiążą historię świata z historią Polski.

Polecamy tę opowieść każdemu, komu bliska jest historii Polski oraz tym, którzy poszukują nowych interpretacji.

Ludwik F. Wissecki Maciej Jaxa Wólski

STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN

CZYLI NOWA BAŚŃ O KORZENIACH NARODU I PAŃSTWA

WSTĘP INFORMACYJNO – DYSKUSYJNY, W KTÓRYM AUTORZY PRÓBUJĄ WYJAŚNIĆ, W JAKIM CELU NAPISALI TĘ KSIĄŻKĘ.

CZĘŚĆ I

I

Od pewnego czasu autorzy obserwują z niesmakiem, jak niektórzy polscy historycy, szukając elitarnej oryginalności, z zapałem godnym lepszej sprawy usiłują nas przekonać, że państwo polskie wcale nie zostało stworzone przez Piasta syna Chościszka, czy też przez Ziemomysła syna Piasta, lecz albo przez wikińskich rozbójników, szwargoczących po germańsku z naddnieprzańskim akcentem, albo też przez morawskich emigrantów – ci przynajmniej mieli być kulturalnymi książętami mówiącymi językiem zbliżonym do staropolszczyzny. Zaś ostatnio ponoć nawet podważa się fakt historycznego istnienia plemienia Polan znad Warty – twórców państwa polskiego („polańskiego”), których jakoby miał dopiero stworzyć jakiś obcy władca imigrant. Oczywiście, nie można twierdzić, że nie miały znaczenia impulsy zewnętrzne – to byłoby niemądre. Wszak nikt nie jest samotną wyspą, szczególnie w geopolitycznym usytuowaniu krainy nadwiślańskiej. Ale możemy uznać za prawdę historyczną wyłącznie impulsy, nie zaś takie dziejowe mechanizmy, jakie oferują nam nowotworzone legendy.

Co ciekawe − nikt nie podważa istnienia plemiennego państwa Polan naddnieprzańskich, rządzonych w tym samym czasie, w IX – X wieku, przez wareskich jarlów – kniaziów kijowskich. Ukuto nawet hipotezę, że Polanie nadwarciańscy byli potomkami odłamu Polan wschodnich, którzy przywędrowali znad Dniepru nad Wartę i tu utworzyli swoje państewko plemienne. Być może wymyślono to dlatego, że księstwo kijowskie jest uważane za praprzodka Wielkiej Rusi – taki pogląd historyczny daje Rosji pretekst do zgłaszania pretensji do Naddnieprza! A jest przecież oczywiste, że jeśli coś historycznie wiąże Naddnieprze z Rusią moskiewską – to religia prawosławna oraz genealogie ruskich rodów książęcych, w które powżeniali się Rurykowicze, potomkowie wikińskiego jarla Rörika. Te rozbójnicze korzenie dają się zauważyć w całej imperialistycznej historii Rosji, najpierw carskiej, potem bolszewickiej, a i teraz daje się to zauważyć z wielką wyrazistością, gdy jest republiką z ustrojem dyktatorskim. Rosyjskiego imperializmu Polska wielekroć doświadczała krwawo w ciągu swych dziejów.

II

Wedle naszej wiedzy − Mieszko Siemomyślic, jako pierwszy polski władca znany z imienia zapisanego przez współczesnych mu kronikarzy, jest pierwszym naszym władcą historycznym. Zaś dzieje przedmieszkowe – to schyłek pradziejów. Być może legendarnych, być może bajecznych. W każdym razie − epoka, która obrosła w naukowe i paranaukowe interpretacje i mity.

Teraz tworzone są kolejne legendy. Dość ponure i obraźliwe w odniesieniu do wczesnej historii Polski ̶ Polanii. Ich autorzy próbują nam wmówić, że Polanie żyjący w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia, byli prymitywnym zbiorowiskiem plemiennym, niezdolnym do zawiązania ponadrodowej organizacji politycznej. Próbują nas przekonać, że geniusz polityczny nie mógł się narodzić w plemieniu Polan w krainie nad Notecią i Wartą, i dopiero musiał przyjść ktoś obcy z zewnątrz, żeby nas tu urządzić w sposób odpowiadający właściwościom epoki. Mamy pewne podejrzenia – dość jednoznaczne – skąd mogą płynąć inspiracje do publikowania takiej wersji naszej historii narodowej.

III

A więc: z jakich źródeł wypływają nowe mitologie?

Jesteśmy przekonani, że tkwią one korzeniami w dziewiętnastowiecznej antypolskiej czarnej propagandzie, tworzonej przez ówczesnych politycznych „spin-doktorów” fałszujących nasze dzieje na użytek zaborców − wschodniego i zachodniego. A z całą pewnością przesączają tu również swoje inspiracyjne jady współczesne nam obce „agentury wpływów”, działające z tych samych kierunków geograficzno-politycznych.

Z pewnością wielką rolę w kształtowaniu takich uwłaczających nam poglądów odegrał Talleyrand ze swoją tezą o narodach przygotowanych i nieprzygotowanych do posiadania niepodległego państwa. Według tego polityka (wprawdzie znamienitego, lecz niestety wysoce obłudnego, zakłamanego, i ogólnie – bardzo niemoralnego) do pierwszej grupy mieliby należeć Francuzi, zaś do drugiej – Polacy. Przekonywał o tym Europę na Kongresie Wiedeńskim. Europa w to uwierzyła, a także i wielu Polaków, którzy szukali winy za upadek wyłącznie w naszej wewnętrznej historii, bez wskazania na drapieżnośc geopolitycznych sąsiadów. Talleyrand jest przykładem, jak należy egoistycznie dbać o swój naród i swoje państwo, bez oglądania się na krzywdy innych. Tymczasem u nas wielu rodzimych polityków lansuje modę na przepraszanie Europy za to, że ośmielamy się istnieć, mieć własną piękną historię, i co gorsza – ośmielamy się mieć także własne interesy narodowe i państwowe.

IV

A jeszcze przed Talleyrandem inny sławny Francuz, pisarz i libertyński filozof Franҫois Arouet, bardziej znany jako Voltaire, obrzucał Polskę inwektywami na bardzo intratne finansowo zlecenie carycy Katarzyny, urodzonej w Szczecinie Niemki de domo Sophie Anhalt-Zerbst, usadowionej na rozbójniczym tronie imperium rosyjskiego. Czyż nie genialna okrężna agentura wpływu? Oczywiście, działalność Arouet’a na rzecz Encyklopedystów to zupełnie inna historia.

V

Nasi wschodni i zachodni wrogowie produkowali zmyślone propagandowe opowieści o polskiej bezrozumności.

Na przykład w XIX wieku rosyjski szowinista, hrabia Leon Tołstoj, w sławiącej carską Rosję nacjonalistycznej epopei historycznej „Wojna i pokój”, wyśmiewał polskich ułanów, żołnierzy armii napoleońskiej, wymyślając opowiastki przedstawiające ich dzielność jako bezmyślną brawurę głupców. Zaś polscy powstańcy z 1863 byli dla hrabiego buntownikami przeciw Świętemu Cesarstwu Ruskiemu („polskije buntowszcziki” – to w innych opowiast-kach − mówili nam o nich nasi starzy krewni, wychowani jeszcze w okresie carskiego zaboru, którzy czytali to w oryginale – na język polski nigdy nie były przetłumaczone).

Zaś bliżej naszych czasów, w okresie wojny 39-45, rozwinęli tę metodę niemieccy propagandziści, którzy kręcili kłamliwe filmy o polskiej kawalerii rzekomo atakującej szablami niemieckie czołgi, ze słowackimi aktorami grającymi Polaków. Niestety, takie błoto bardzo mocno przywiera do butów − przez wiele lat po wojnie te filmy uchodziły za prawdziwe kroniki filmowe. Wierzono w to nawet w Polsce – tu zresztą przyczyniła się także powolna Moskwie propaganda okresu komunizmu, która powtarzała nawet głupstwa, byle tylko źle mówiły o wojskowych tradycjach suwerennej Polski międzywojennej.

V a

W okresie 1945 – 89, gdy cenzurowała nas Moskwa i narzucała swoje historyczne pryzmaty i priorytety, motorem konstruowania opowieści uwłaczających naszym żołnierzom z lat 1918-1939 z pewnością była moskiewska niechęć pozostała po roku 1920. Lecz u nas nawet i teraz, siedemdziesiąt kilka lat po wojnie, egzystują indywidua o miałkich umysłach, wierzący w niemiecką czarną propagandę o polskich ułanach z roku trzydziestego dziewiątego.

Niedawno, gdy bawiliśmy u wód w pewnym świętokrzyskim kurorcie, spotkaliśmy osobę (rocznik 1940), która od trzydziestu lat mieszka w Krakowie i jeszcze nie zabłądziła na Wawel, czym w dodatku się chwali! Jego jednostkowa opinia nie odegra żadnej roli w historycznych ocenach, niemniej musimy odnotowywać obecność w społeczeństwie takich ojkofobów – jako potencjalnych decydentów w dniach wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Co szczególnie irytuje autorów – zaprzysięgłych zwolenników monarchii oświeconej, która zdecydowanie przewyższa skutecznością współczesną demokrację liberalną.

VI

W drugiej połowie XX wieku deprecjonowane, a nawet represjonowane, było wszystko, co świadczyło o historycznej wielkości dawnej Rzeczypospolitej, ponieważ „wielkość”mogła odnosić się wyłącznie do dziejów Rosji. Dlatego właśnie przez tyle lat po wojnie blokowano rewaloryzację Panoramy Racławickiej i ponowne udostępnienie jej Polakom. Z tegoż powodu przez dwadzieścia pięć powojennych lat nie można było odbudować Zamku Królewskiego w Warszawie.

VII

A zatem – reasumując: zdaniem autorów niezbędna jest zmiana podstawowych założeń naszej historycznej narracji. Zamiast szukać tego, co przeczy naszym narodowym zdolnoś-ciom tworzenia zdarzeń pozytywnych należy podnosić rangę tego, co zdolności takie potwierdza !! A zacząć trzeba od poszukania właściwych mechanizmów państwowotwór-czych, zamiast tworzyć mity z gatunku „przybyli kosmici i założyli państwo nad Wartą”.

Dlatego też warto pomyśleć o rozszerzeniu metod badania narodowej historii.

A przede wszystkim − pomyśleć o zmianie kryteriów jej interpretowania: bezwzględnie musimy przestrzegać maksymy „Polonia semper primum!”. Koniecznie musimy przywrócić nadrzędność naszego własnego narodowego punktu widzenia jako absolutnego i decydującego pryncypium.

Nikt za nas takich pryncypiów nie zrealizuje, więc nie wolno nam oglądać się na cudze opinie, czego najoczywiściej dowodzi historia najnowsza. Popatrzmy wokół: sąsiedzi budują swoją własną narrację historyczną, najczęściej nie dbając o prawdę i kłamliwie przeinaczając znaczenie faktów. Przykład pierwszy z brzegu – wymyślone przez postgebelsowską propa-gandę niemiecką i rozpowszechnione na cały świat „polskie obozy śmierci” (ponoć to kłam-stwo wymyślił zaraz po wojnie znany superszpieg Gehlen, czy też ktoś z jego bliskiego otoczenia). Przykład drugi – najnowsza (rok 2020) moskiewska interpretacja paktu Stalin-Hitler z sierpnia 1939 i jego konsekwencji – najazdu z 17 września, a także pseudoprawna interpretacja zbrodni katyńskiej obowiązująca w oficjalnej historiografii rosyjskiej.

Ciąg dalszy za tydzień…


Get involved!

Comments

No comments yet