STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN – odcinek 12

Dwunasty fragment popularnonaukowych nowych rozważań historycznych o korzeniach narodu i państwa polskiego.

Już niedugo dostępna będzie książka w wydaniu papierowym, zawierająca oprócz tekstu zestaw map.

Ludwik F. Wissecki, Maciej Jaxa Wólski

STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN

NOWE ROZWAŻANIA O KORZENIACH NARODU I PAŃSTWA

CZĘŚĆ I

POŁUDNIE: KRAINA WIŚLAN

(…)

Rozdział 3

PIERWSI ROLNICY

(…)

28

Frapująca jest ta żeglarska hipoteza. Lecz mimo, iż żeglarstwo jest bliskie naszym sercom – pomysł wydaje się nam raczej naiwny. Jakoś nie umiemy sobie wyobrazić tego prasumeryjskiego „kon-tiki” z północnych Indii i Tybetu do Zatoki Perskiej.

Wymieniona w książce hipotetyczna praojczyzna Prasumerów wskazuje, że pierwotnie mieliby być góralami. A ci górale najpierw musieliby dotrzeć do wybrzeża Oceanu Indyjskiego – zapewne do ujścia Indusu, bo to najbliżej. Następnie musieliby z górali przeistoczyć się w lud morski, w żeglarzy. Przez ile pokoleń i stuleci musiałby trwać taki proces historyczno-kulturowy?

Lecz potem, gdyby ewentualnie przekształcili się w lud żeglarzy, byłoby im już o wiele łatwiej. Wystarczyłoby tylko pobudować odpowiednią ilość morskich pływadeł (jakiego rodzaju, i z czego?), załadować ludzi wraz z dobytkiem – i płynąć.

Najdogodniejszym geograficznym punktem wyjściowym takiej migracji byłoby ujście Indusu. Odległość stąd do Cieśniny Ormuz wynosi około 1100 km. Odległość żeglu-gowa od cieśniny do starożytnego krańca Zatoki Perskiej (obecnie jest to punkt połączenia Eufratu i Tygrysu w Szatt al-Arab) – drugie tyle. Czy sześć i pół tysiąca lat temu lud na tyle liczny, aby mógł zdominować populację zasiedziałą od prawieków nad dolnym Eufratem i Tygrysem, był w stanie dokonać takiego żeglarskiego wyczynu na dystansie dwóch tysięcy dwustu kilometrów?

Wizja ogromnej ilości morskich pływadeł, zdążających do ujścia Tygrysu i Efratu, wydaje się nam mało prawdopodobna, nawet przy założeniu żeglugi przybrzeżnej (w takim przypadku musiałyby na wybrzeżach pozostać ślady etapowych obozowisk!).

Podobnie mało preawdopodobne są dla nas bajeczne pomysły dotyczące wielkich prehistorycznych okrętów, na przykład biblijnej „arki Noego” – ogromnej skrzyni – obory, czy gigantycznej okrągłej guffy Atry Hasisa z tabliczki Simmonsa. Te legendarne jednostki pływające stałyby się wrakami przy pierwszej większej fali sztormowej – to oczywiste.

I jeszcze jedna wątpliwość: nie stwierdzono, iżby Sumerowie byli narodem żeglarzy. Czyżby nastąpiło odwrócenie ewolucyjne? Choć może to wątpliwość przedwczesna. Wszak bóg Szamasz pływał po oceanie oblewającym świat w łodzi splecionej z trzciny, podobnie jak Thor Heyerdal na trzcinowej tratwie „Ra”. Czy łódź Szamasza to nawiązanie do prastarych technik żeglarskich imigrantów z Indii? Mamy tu mnóstwo wątpliwości. Naszym zdaniem bóstwo używało takiego samego urządzenia transportowego, jakim od zawsze posługiwali się jego wyznawcy mieszkający nad Tygrysem i Eufratem, i trzcinowa barka Szamasza wcale nie jest przypomnieniem oceanicznej wędrówki przodków Sumerów.

Więc żeglarska hipoteza imigracji Sumerów wcale nas nie przekonuje. Bardziej przekonująca byłaby inna ewentualność migracyjna – mianowicie lądowa wędrówka od ujścia Indusu, przez Persję. Po przekroczeniu gór Zagros Sumerowie wkroczyliby na żyzne tereny nad dolnym Tygryse i Eufratem.

29

Lecz nie znamy śladów takiej wędrówki. Więc i to pozostaje w sferze historical fiction.

A domniemane tybetańskie analogie ogólnoantropologiczne w odniesieniu do Sumerów? Może to nie Tybet rzutował na ich etniczne właściwości, lecz odwrotnie – wymienione cechy zostały zaniesione przez aryowijskie migracje wychodzące z Mezopotanii w głąb Azji, i tam krążą genetycznie? A może to jakiś silny gen odziedziczony po odległej genetycznej domieszce (na przykład denisowiańskiej?) ?

30

Więc chyba musimy wejść na inną ścieżkę domniemywań.

Na przykład następującą: Sumerowie znikąd nie musieli przychodzić do Mezopotamii, ponieważ siedzieli tu od prawieków – byli tym rolniczym ludem, który zamieszkiwał tu od zawsze. Byli po prostu gałęzią prastarego ludu praaryowijskiego, która uległa samoistnej wewnętrznej ewolucji kulturowej – „autosumeryzacji”.

Dla spełnienia takiego procesu musiałyby zaistnieć dwa podstawowe warunki.

Po pierwsze – musiałby w tej społeczności uaktywnić się swoisty gen geniuszu cywilizacyjnego.

Po drugie – musiałby zaistnieć dobrostan ekonomiczny, przede wszystkim żywnościowy, w jakim ta hipotetyczna społeczność musiałaby funkcjonować przez dłuższy czas. Powołajmy się na Carla Sauera: społeczeństwa żyjące w ubóstwie i zaspokajające z trudem swe niezbędne potrzeby nie są wynalazcze, ponieważ nie mają czasu na refleksję, eksperymentowanie i dyskusję. Co jest zauważalne również w naszych czasach.

Jak dowiodły dzieje, Aryowie byli ludem twórczym i wynalazczym (i są tacy nadal – lecz niestety na etapie już mocno dekadenckim!). I takąż cechą charakteryzowali się Sumerowie – pierwsi wynalazcy pisma: najstarsze ich pismo wyewoluowało do postaci sławnych znaków klinowych, używanych przez tysiąclecia w dorzeczu Eufratu i Tygrysu.

Spekulacja powyższa jest oczywiście bardzo karkołomna. Pomysł bardzo egzotyczny, od którego może się zakręcić w głowie. Wszelako nasuwa się nam tu pewna myśl: czy domniemanie takiego procesu historycznego to tylko autorska fantazja? Wszak nie można wykluczyć, iż w przeszłości zaistniało na Ziemi więcej zdarzeń i mechanizmów historycznych, niż się dotąd udało wyśnić badaczom dziejów rodzaju ludzkiego. Więc może jednak „indoeuropejscy Ariowie” zamieszkiwali w południowo-zachodniej Azji znacznie wcześniej, niż – jak twierdzi znaczna i znacząca część badaczy – dopiero „w późnej części III tysiąclecia p.n.e.” ?

Czy nasz pomysł jest oryginalny? Ponieważ nigdzie nie znaleźliśmy podobnego, więc na razie zastrzegamy sobie copyright.

Lud sumeryjski rozwijał swą aryowijską cywilizację przez trzy tysiąclecia, aż mniej więcej dwa tysiące lat (może dwa i pół) przed Chrystusem uległ najazdowi Semitów z Półwyspu Arabskiego. Najeźdźcy uczyli się od podbitych Sumerów, jak być ludźmi cywilizowanymi. Lecz Sumerowie – w tym okresie już dekadenccy – nie potrafili obronić swej plemiennej tożsamości i po stuleciach okupacji ulegli wynarodowieniu – zsemityzowali się, najpierw antropologicznie i obyczajowo, a w dalszej konsekwencji lingwistycznie.

Ciąg dalszy nastąpi…

Przeczytaj:


https://stowarzyszenierkw.org/kultura/starozytne-dzieje-wislan-i-polan-odcinek-7/

Dodaj komentarz