STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN – odcinek 10

Dziesiąty fragment popularnonaukowych nowych rozważań historycznych o korzeniach narodu i państwa polskiego.

Już niedugo dostępna będzie książka w wydaniu papierowym, zawierająca oprócz tekstu zestaw map.

Ludwik F. Wissecki, Maciej Jaxa Wólski

STAROŻYTNE DZIEJE WIŚLAN I POLAN

NOWE ROZWAŻANIA O KORZENIACH NARODU I PAŃSTWA

CZĘŚĆ I

POŁUDNIE: KRAINA WIŚLAN

(…)

Rozdział 3

PIERWSI ROLNICY

(…)

18a

W drugim tomie „Geograficznego atlasu świata”, wydanym w 1989 r. (zob. bibliogr.) znajdujemy na s. 112 mapę ludów Azji. Rozległy obszar od wschodniej Turcji po granice Indii jest zamieszkały przez „ludy irańskie”: od zachodu – Kurdowie, Persowie, Afganowie; na północ od Afganów są Tadżycy, a na południe – Beludżowie. Na wschód od Afganów i Beludżów mamy olbrzymią połać Indii aryowijskich, od południowego podhala Himalajów po tropikalne południe subkontynentu. Pokazujemy to na mapie VI.

19

Aleksander Macedoński po dotarciu nad Oksos zdobył ufortyfikowaną stolicę miejscowego sogdyjskiego władcy, którego imię Grecy zapisali jako Oxyartes, po czym poślubił jego córkę, której imię Grecy zapisali jako Roxana. W obu imionach mamy rdzeń „oks” – ewidentnie związany z Oksosem. Niewątpliwie więc Roksana w sogdyjskim oryginale nazywała się Wachszana, zaś jej ojciec mógł nazywać się Wachszartas – aryowijskie imię związane z Wachszem.

Według legendy Aleksander założył w ojczyźnie Roksany miasto – kolejną Aleksandrię, z przydomkiem „nad Oksosem”. Dotąd nie udało się odnaleźć jej ruin. Najprawdopo-dobniej winę za to ponosi hydrologiczna historia Amu-Darii – w ciągu 2300 lat rzeka wielo-krotnie przerzucała swoje koryto, może nawet zniszczyła pozostałości grodu Aleksandra. Choć niewykluczone, że owa kolejna „Aleksandria” była po prostu starożytnym sogdyjskim miastem, istniejącym jeszcze od epoki brązu na ważnym szlaku handlowym (może nawet szlak i miasto były starsze – mogły sięgać korzeniami chalkolitu lub późnego neolitu). Zaś Aleksander jedynie dodał tu jakiś grecki element, być może militarny, może grecką świątynię, oraz obdarował rodzinne miasto Roksany nową nazwą od swego imienia.

Syn Aleksandra i Roksany był jedynym prawowitym następcą na macedońskim tronie królewskim, w związku z czym zaraz po śmierci ojca został wraz z matką zamordowany przez diadochów, żądnych władzy i terytorialnego spadku po zmarłym królu.

20

I tu natrafiamy na trop kolejnej legendy. Oto w Afganistanie nad rzeką Wachsz mieszka plemię Wach. Wielu spośród Wachów ma jasne włosy i niebieskie oczy, oraz prawie europejskie rysy twarzy. Ponoć istnieje legenda, według której jest to antropologiczny ślad pozostawiony przezgreckich żołnierzy Aleksandra. Nie sposób teraz ustalić, czy legenda jest autentyczną plemienną tradycją Wachów. Naszym zdaniem Wachowie są ludem ewidentnie aryowijskim, o antropologicznych cechach pozostałych po ich pra-aryowijskich przodkach, zaś legenda o rzekomych przodkach greckich – to tylko mit wymyślony przez europejskich podróżników zauroczonych podbojami Aleksandra, lub po prostu przez goniących za sensacją dziennikarzy (podobnie jak rzekoma klątwa grobowca Tutanchamona).

21

Syr-Darię Strabon nazywa Jaksartes, co etymolodzy nazw geograficznych odnoszą do staroirańskiego Kszatra – ‘rzeka miast’. W późnej starożytności obszar jej dorzecza znajdował się w obrębie państwa aryowijskich Tocharów i był bogato zasiedlony, z wieloma miastami założonymi jeszcze w epoce brązu (orientacyjny zasięg państwa Tocharów: od Heratu w Afganistanie do Samarkandy w Uzbekistanie). W okresie swej świetności, za króla Kaniszki, Tocharystan zawładnął północnymi Indiami.

Państwo tocharyjskie powstało w I wieku, przetrwało 300 lat. W IV w. rozbili je Biali Hunowie. Tocharowie pozostawili teksty pisane, ich aryowijski język zanikł w VIII w.

22

Zwracając jeszcze raz wzrok ku zachodowi, przyjrzyjmy się nazwie Ararat. Niewątpliwie jest ona pokrewna nazwie starożytnego państwa Urartu. W nazwie Urartu można przypuszczalnie doszukiwać się źródłosłowu Aryart – co jest wyjaśniane jako‘równina Aryów’ (tak twierdzi nasz ulubiony „Słownik geograficzny” profesora Staszewskiego). Ale być może znaczyło to ‘Kraina Aryów’? W każdym razie i Urartu, i Ararat − to w całej oczywistości nazwy aryowijskie.

23

W tym nazewniczym kontekście chcielibyśmy podzielić się pewną wątpliwością dotyczącą góry Ararat jako miejsca lądowania arki Noego. Czy to na pewno był Ararat (czy może `masyw Araratu` – Biblia mówi raczej o „górach Ararat”)?

Ostatnio M. Czarnecki i Ł. Czarnecki-Pacyński wysunęli ciekawy pomysł dotyczący prehistorii mezopotamskiej. Według tych autorów (pierwszy – prehistoryk, drugi – inżynier okrętowy i żeglarz) „potop” zalał krainę zwaną Aryart czyli ‘Kraj Aryów’ (ewentualnie: `Równinę Aryów ` ?), przez którą płyną Eufrat i Tygrys, przypuszczalnie w VI lub w V tysiącleciu przed Chr. Doroczne powodzie na tym obszarze oczy-wiście nie były niczym niezwykłym dla neolitycznych mezopotamskich rolników, jednak ta szczególna, która przeszła do bliskowschodnich mitologii, musiała być naprawdę potężna i niszczycielska. Być może spowodowały ją jakieś niezwyczajne zaburzenia meteorologiczne, których źródło tkwiło w zjawiskach kosmicznych. Niewielu mieszkańcom Aryartu udało się z niej uratować, wyjątkiem był symboliczny „Noe” , który przetrwał tragiczną powódź, a po uspokojeniu się wód – wylądował na obszarze Aryartu, a nie „na Araracie”. W ciągu tysiącleci pomylono Aryart −Krainę Aryów z Araratem – masywem górskim.

A zatem wszelkie poszukiwania „arki” w rejonie Araratu są pozbawione sensu. Zresztą także biblijna wizja arki, wielkiej skrzyni-obory, również nie ma sensu, przede wszystkim sensu technicznego: biblijna arka nie byłaby w stanie żeglować po wzburzonych wodach wielkiej powodzi – po prostu bardzo szybko rozpadłaby się na kawałki. Podobnie, jak ogromna guffa, którą zrekonstruował Anglik dr Irving Finkel z British Museum na podstawie instrukcji zapisanej na babilońskiej glinianej tabliczce, przywiezionej z Bagdadu w 1948 roku przez Anglika, majora Leonarda Simmonsa.

Czym więc naprawdę mogła być „arka”? Autorzy artykułu wpadli na żeglarski pomysł nawiązujący do lektury Jacka Londona. Otóż London na początku XX wieku przebywał w Chinach, gdzie widział rzeczne pływadła – „pociągi” skonstruowane z kilku łodzi połączonych elastycznie linami. Takie konstrukcje bezpiecznie pokonywały nieuregulowane rzeki, nawet takie o porożystych korytach. Autorzy cytowanego artykułu połączyli chińską ideę techniczną „rzecznych pociągów” z mezopotamskimi guffami – okrągłymi łódkami, i wymy-ślili rzecz wprawdzie nieudokumentowaną źródłowo, ale bardzo prawdopodobną technicznie i żeglarsko: mianowicie rodzaj trimaranu skonstruowanego z 10 guff, czterech w środkowym rzędzie i po trzy w rzędach bocznych, połączonych elastycznie linami. Policzyli też, ile ładunku może przyjąć na swój „pokład” takie multipływadło i wyszła im całkiem pokaźna liczba. Każdy, kto choć trochę rozumie zasady żeglowania, musi przyznać, że taka elastyczna wielokomorowa konstrukcja bardzo dobrze nadaje się do pływania nawet po wzburzonych wodach wielkiej powodzi bez obawy o wywrócenie i wysypanie pasażerów i ładunku. Taki „guff-trimaran” prawdopodobnie zdołałby stawić czoło nawet wzburzonym falom morskim.

A więc podsumowując pomysły olsztyńskich autorów: po pierwsze – „arka” nie była wielką sztywną skrzynią – bo nie mogła być taka z powodów technicznych; natomiast mogła być elastyczną konstrukcją złożoną z wielu niezbyt dużych elementów; po drugie – „potop” nie zaniósł „arki” na Ararat, lecz pływała ona po zalanej wodą równinie Aryart czyli Kraju Aryów (może „Aryawarta”?), i tu wylądowała przy bezpecznym brzegu.

Według Biblii Noe pływał przez siedem miesięcy – co jest oczywistą bajką. Natomiast w sumeryjskiej opowieści o potopie jest mowa o siedmiu dniach pływania – i to mogłoby być całkowicie realne, świadczące, że mit opisuje zdarzenie autentyczne (ewentualnie – że autor opowieści o Ziusudrze znał się na przyrodniczych realiach).

Pomysł dziesięcioelementowego guff-trimaranu można polecić jako temat archeologii eksperymentalnej. Na przykład małe, lokalne „kon-tiki” na Śniardwach przy sztormowej pogodzie. A najlepiej podczas „białego szkwału”, który znakomicie przeegzaminowałby żeglugowe możliwości i dzielność żeglarską takiego pływadła.

Ciąg dalszy nastąpi…

Ludwik F. Wissecki: historyk. Przekopuje archiwa i  biblioteki. Jest wrogiem schematycznego szkolniackiego myślenia o historii. Pasjonuje się „wędrówkami po bezbrzeżnym oceanie historii”, podróżami do najpiękniejszych miejsc historycznych i podróżami do krain egzotycznych.

Maciej Jaxa Wólski: archeolog, geograf. Na koncie naukowym ma badania wszystkich epok – od stanowisk archeologicznych epoki lodowcowej po nowozożytną architekturę. Odkrywca nowej kultury archeologicznej z epoki kamienia. Pasjonuje się historyczną geografią osadnictwa.  Miłośnik „archeologii nazw geograficznych”. Podróżował wśród rozmaitych możliwych i niemożliwych krajobrazów. Największą przyjemność sprawia mu posyłanie do diabła utartych, schematycznych poglądów dotyczących prehistorii.

Przeczytaj:


https://stowarzyszenierkw.org/kultura/starozytne-dzieje-wislan-i-polan-odcinek-7/

Dodaj komentarz