Czy Grzegorz Braun popiera lewicowe „standardy” prowadzenia debaty politycznej?

Grzegorz Braun został wyrzucony z debaty przedwyborczej przez „dziennikarza” Radia ZET po tym, jak zwyzywał ministra Niedzielskiego od psychopaty.

Widzimy zatem dwie kwestie: 1) czy dziennikarz może być cenzorem debat wyborczych i w ten sposób – poprzez bezprawne eliminowanie kandydatów z anteny – wpływać na wyniki wyborów? 2) czy polityk może używać prymitywnego, nieparlamentarnego języka bezkarnie.

Na pierwsze zagadnienie środowiska lewicowe przytakują, że tak. Przyklaskują cenzurze politycznej FB i TT w Stanach Zjednoczonych w czasie ostatnich wyborów prezydenckich. Wcześniej te same koncerny „ćwiczyły” w czasie wyborów w Afryce i z satysfakcją mogły stwierdzić, że to działa.

W ostatnich dniach wyłączono TT w Nigerii – gdyż TT zbanował Prezydenta Nigerii, a jest okres kampanii wyborczej; wcześniej zbanowano prorządowe strony w Ugandzie, również w czasie trwania kampaniii wyborczej.

Widzimy zatem, że z jednym zgadzają się wszyscy – kampania wyborcza w mediach społecznościowych jest na tyle ważna, że może wpływać na końcowe wyniki wyborów.

Prawo w Polsce (również w USA i większości krajów, gdzie przeprowadza się wybory) bardzo ściśle określa warunki uczciwie prowadzonej kampanii wyborczej w środkach komunikacji społecznej. Przepisy te, zawarte w ordynacjach wyborczych, mówią, że dostęp do ŚKS ma być równy w takim sensie że: nie można wykluczać z debat przedwyborczych, nie można ograniczać dostępu do mediów oraz nie można cenzurować wypowiedzi kandydatów.

Jeśli są zastrzeżenia co do formy, bądź treści – należy składać pozwy i wygrywać sprawy przed sądami. Dyskryminacja oraz wykluczenie kandydatów z debat przedwyborczych jest zamachem na wolność wyborów. Wszyscy o tym wiedzą, lecz środowiska lewicowe płaczą jedynie wtedy, gdy cenzura bądź wykluczenie dotyka ich samych (jak teraz w Nigerii i Ugandzie, gdzie władze całkowicie zbanowały FB i TT), zaś wykluczenia popierają, gdy cenzorem i dyskryminatorem jest lewica – wtedy wszystko jest w porządku, gdyż mamy do czynienia z wyższą koniecznością obrony demokracji (lewactwa) przed faszyzmem (wszystkie inne nurty ideologiczne).

W normalnym państwie – redaktorek-cenzorek wyleciałby z roboty, a Grzegorz Braun otrzymałby 15 minut, żeby do woli warcholić na antenie – ale proszę zrozumieć – to już zupełnie inna sprawa – redaktor nie jest sędzią, a debata przedwyborcza nie jest procesem sądowym. Redaktor nie ma władzy ograniczać ustawowo zagwarantowanego czasu antenowego kandydatów, czy cenzurować spotów wyborczych – to lewacka uzurpacja i zamach na wolność wyborów. Niestety, ale Radio ZET testuje tę nową formę kampanii wyborczej, a Państwowa Komisja Wyborcza i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji milczy, czym przyczynia się również do psucia prawa (a jak pamiętamy, Jana Pospieszalskiego usunieto błyskawicznie, no ale on podważył propagandę koronaświrusa, nie jakieś tam zasady wyborcze).

Podsumowując należy stwierdzić, iż największym złem, które toczy obecnie proces wyborczy są lewicowe media dyskryminujące oraz cenzurujące nielewicowych kandydatów; uzurpują sobie w ten sposób prawo do wywierania przemożnego wpływu na wyniki wyborów, co jest domeną i absolutną własnością społeczeństwa, jako całości; jest to wielkim systemowym oszustwem wyborczym na niespotykaną dotąd skalę.

Czas przywrócić prawo i zamykać nadawców nie szanujących zasad uczciwej i wolnej konkurencji wyborczej.

Czas również ukrócić warcholstwo i chamstwo np. posła Brauna, który kultury parlamentarnej uczył się chyba od skończonych prostaczek i idiotek, których napleniło się ostatnio w Sejmie i trzeba to przyznać – sprawnie doszlusował do ich poziomu.

Wyborcy oprócz uczciwych i sprawiedliwych zasad wyborczych oczekują również, że kandydaci będą potrafili merytorycznie wykazywać błędy przeciwników, celnie punktować rozmijanie się z faktami, czy wskazywać na luki w analizach – ale naubliżać komuś od psychopatów? i to wszystko na co stać posła Brauna? ależ to każdy głupiec potrafi – wstyd panie Braun!

PS. Redaktor Naczelny prosił, żeby dodać akapit, iż niedołężny lub zadufany w sobie sztab wyborczy Grzegorza Brauna, pomimo kilkakrotnie kierowanych w tej sprawie próśb, nie raczył nadesłać żadnych materiałów wyborczych. Stwierdzić należy, iż z takim podejściem i takim poziomem profesjonalizmu, nie potrzeba posła Brauna banować, ponieważ jego osobisty sztab wyborczy dba już o to, żeby zasięgi pana Brauna były odpowiednio niskie.

Jacek Biel


Dodaj komentarz