MILIONOWE ODSZKODOWANIA DLA CZECHÓW – ZA CO? – felieton Mieczysława Dębowskiego

Czesi żądają od nas wielkich odszkodowań za wyschnięcie kilkunastu czy nawet dwudziestu paru studni niedaleko ich granicy z Polską (nawet nie wiadomo dokładnie czyich – chłopskich czy należących do osiedla bogatych dacz, o czym ktoś kiedyś wspomniał mimochodem).

Zbudowali wielką, dramatyczną propagandę wokół tych studni. Uruchomili też Brukselę, skąd pewna niedouczona paniusia pochodząca zza Pirenejów bezrefleksyjnie nakazała nam natychmiastowe zamknięcie kopalni w Turoszowie i wyrzucenie na bruk kilku tysięcy górników, oraz – w efekcie towarzyszącym – kolejnych kilku tysięcy żyjących z pracy w elektrowni pracującej na węglu turoszowskim i produkującej 7% naszego zasobu energe-tycznego (cyfrę „7” podaję na odpowiedzialność wiadomości telewizyjnych).

O turoszowskiej aferze gadają prawnicy, politycy (tu wspomnę bezmyślne paplanie Trzaskowskiego, kląskanie głupiutkiej panienki „Nabroiliśmy, więc musimy…!”, błazeńskie kunktatorstwo Hołowni, oraz entuzjastyczne poparcie, jakiego decyzji wydanej przez „sędzię la muerte” udzieliła urodzona w Krakowie hrabina-„Europejka” von Thun und cośtam). Gadają także dziennikarze. Ale wśród tych głosów zabrakło mi eksperckiej opinii geologów!! Czy polscy geologowie mają opinię zbieżną z czeską propagandą? Może już uznali czeskie racje, skoro kopalnia buduje przeciwwodny ekran?

Lecz dla mnie czeska propaganda opisuje jedynie p r a w d o p o d o b i e ń s t w o. Być może rzeczywiście jakaś część odpowiedzialności za studnie spada na Turów-2. Ale wróble, które słuchały Ptasiego Radia, ćwierkają też o wielkiej czeskiej żwirowni położonej całkiem niedaleko od spornych studni, w której są eksploatowane żwiry i pospółki będące głównym wodonoścem okolicznego regionu. A także o historii tych niezawodnionych studni: podobno kilkadziesiąt lat temu zostały zasypane i dotąd nieoczyszczone z zasypiska – i stąd ich bezwodność.

Bardzo dziwnym zbiegiem okoliczności równocześnie Duńczycy przypomnieli sobie o myszach drzewnych i nietoperzach zamieszkujących na trasie naszego rurociągu gazowego. Wcześniej, kiedy podpisywali wszelkie zezwolenia na budowę, nie pamiętali o nich? Wszak myszy i nietoperze mieszkają tu od wczesnych faz epoki polodowcowej, czyli od jakichś 9000 lat. Zapewne znów zarzuci mi ktoś teorię spiskową, ale żyję już długo i długo obserwuję świat – i dawno przestałem wierzyć w podejrzane zbiegi okoliczności. Wierzę za to wróblom, które opowiadają o przecinającej nasz kraj długiej osi biegnącej z zachodu na wschód i odwrotnie, na której przysiadają wędrowne żurawie – osi, z której wyrastają różne antypolskie macki zahaczające a to o Kopenhagę, a to o czeską Pragę,

Duńczycy już wycofali się z myszo-nietoperzowych wątpliwości i budowa ruszyła. Miejmy nadzieję, że nie przypomną sobie nagle o jakimś szczególnym gatunku dżdżownic, przegryzających się przez gleby Fionii i Zelandii.

Natomiast Czesi ciągle nas szantażują tymi podejrzanymi studniami i ciągle te miliony euro są ważną pozycją w ich propagandzie. Co możemy na to poradzić?

Mam merytoryczny, techniczny pomysł. Oto moim zdaniem należałoby przede wszystkim wymóc na czeskich władzach, aby wpuściły na inkryminowany teren naszą komisję geologiczną, która przede wszystkim zbada dokładnie owe studnie i ich historię, spenetruje dokładnie bliską i nieco dalszą okolicę tych nieszczęsnych studzien i naniesie na mapę wszystkie głębokie dziury wykopane w ziemi po czeskiej stronie granicy, a następnie zanalizuje możliwość ich wpływu na brak wody z czeskich studniach. I uwaga: koniecznie musi to być nasza narodowa grupa ekspertów, niezależna od żadnych zewnętrznych „europejskich” czynników!! A tym bardziej od czynników czeskich. Niezbędnym członkiem komisji musi być przysięgły tłumacz z czeskiego na nasze. Pożądany także byłby psycholog (najlepiej policyjny), który mógłby ocenić, czy miejscowa ludność mówi prawdę, czy też deklamuje wyuczoną propagandę.

A więc reasumując: dajmy zdecydowany odpór kolejnej czeskiej agresji. Dwa razy w ciągu tysiąca lat im się udało. W 1038 roku władający w Pradze Brzetysław najechał zbrojnie księstwo polańskie, zrabował co się tylko dało, zawłaszczył sobie polski Śląsk, a po tym najeździe w ruinach katedry gnieźnieńskiej pasły się kozy, i Kazimierz Odnowiciel musiał kilkanaście lat stracić, żeby Polskę odbudować – łącznie z odzyskaniem Śląska w 1050 roku. Mija prawie dziewięćset lat – i młoda republika czechosłowacka w 1919 roku zagarnia należny nam kawałek Śląska. Mija kolejne 100 lat – i republika czeska przy pomocy jakichś szemranych studni próbuje wykończyć nas gospodarczo. Chyba weszło to im w nałóg!

Musimy zadbać w sposób stanowczy, żeby na ruinach Turoszowa nie pasły się kozy!!

Dodaj komentarz