Jeśli chcesz żyć w całości lub w ogóle to stań w obronie Profesora Talara

PROF. TALAR: DLA LEKARZA, KTÓRY RAZ URATOWAŁ LUDZKIE ŻYCIE UZNAWANE PRZEZ INNYCH ZA NIEBĘDĄCE JUŻ ŻYCIEM – NIE ISTNIEJE DEFINICJA „ŚMIERCI MÓZGU”. IM BARDZIEJ SYTUACJA BEZNADZIEJNA, TYM JESZCZE WIĘKSZA POTRZEBA ZNALEZIENIA SPOSOBÓW NA URATOWANIE LUDZKIEGO ŻYCIA

Przed wielu laty liczyłem do 500 chorych, których wybudziłem, postawiłem na nogi, którzy żyją, pracują, kończą studia, zakładają rodziny, rodzą dzieci. Jak przeszedłem 500 – przestałem liczyć. Dla lekarza, który raz uratował ludzkie życie uznawane przez innych za niebędące już życiem, dla lekarza, który doskonali się z każdym nowym pacjentem, rozszerza swoje możliwości terapeutyczne – dla takiego lekarza nie istnieje definicja „śmierci mózgu”. Miałem pacjentów, gdzie pół mózgu zostało na zewnątrz i jeżeli ci ludzie żyją, są sprawni intelektualnie (może nie zawsze fizycznie), to czy można tutaj mówić o definicji „śmierci mózgowej”? Ja takiej definicji nie powiedziałem i nigdy nie powiem – akcentował prof. Jan Talar w rozmowie z TV Trwam.

Przed lekarski sąd został postawiony wybitny naukowiec prof. Jan Talar. Lekarz od lat krytykuje obowiązujące w medycynie zasady dotyczące orzekania o śmierci mózgowej. Na wielu przykładach udowodnił, że można wyleczyć pacjenta, nawet jeśli została u niego orzeczona śmierć mózgu. [czytaj więcej]

Prof. Jan Talar w rozmowie z TV Trwam przedstawił, czym dla niego jest zawód lekarza.

– Zawód lekarza jest dla mnie największym możliwym do zrealizowania zadaniem człowieka tutaj na ziemi. Człowieka, który może pomagać innym ludziom nawet w sytuacjach beznadziejnych. Im bardziej sytuacja beznadziejna, tym jest jeszcze większa potrzeba znalezienia sposobów na uratowanie życia ludzkiego. Od 45 lat zajmuję się wybudzaniem chorych ze śpiączki. Wszystko zaczęło się w sposób niezamierzony, przypadkowy, ale który ma rozwinięcie od 1975 roku aż do dzisiaj – mówił prof. Jan Talar.

Profesor nauk medycznych w swojej karierze wybudził powyżej 500 osób.

– Przed wielu laty liczyłem do 500 chorych, których wybudziłem, postawiłem na nogi, żyją, pracują, kończą studia, zakładają rodziny, rodzą dzieci. Jak przeszedłem 500, to od tej pory przestałem liczyć, bo to jest liczba, która może budzić wątpliwości. Jeżeli całe życie zawodowe poświęciłem na ratowanie życia ludzkiego, to trudno sobie wyobrazić lepszy cel życia jak służenie chorym bez żadnych różnic religijnych, narodowościowych, poglądów politycznych, nakazów administracyjnych i innych, mając na celu wyłącznie dobro i okazywanie tym chorych należny szacunek – powiedział rozmówca TV Trwam.

Lekarz zwrócił uwagę, że dla niego nie istnieje żadna definicja „śmierci mózgu”.

– Lekarz, który raz uratował ludzkie życie uznawane przez innych za niebędące już życiem, lekarz, który doskonali się z każdym nowym pacjentem, przy nowych dokonaniach, rozszerza swoje możliwości terapeutyczne, to dla takiego lekarza nie istnieje definicja „śmierci mózgu”. Miałem pacjentów, gdzie pół mózgu zostało na zewnątrz i jeżeli ci ludzie żyją, są sprawni intelektualnie (może nie zawsze fizycznie), to czy można tutaj mówić o definicji „śmierci mózgowej”? Ja takiej definicji nie powiedziałem i nigdy nie powiem  zaznaczył prof. Jan Talar.

Wobec prof. Jana Talara kierowane są zarzuty dotyczące rzekomych działań niezgodnych z aktualnym stanem wiedzy medycznej.

– Zarzuca mi się działania niezgodne z aktualnym stanem wiedzy medycznej. Od 45 lat wybudzam skutecznie chorych, napisałem kilka książek ogólnie dostępnych. Wielu ich już nie ma, bo nakład się skończył, ale jest jeszcze jedna książka: „Śpiączka mózgowa a tzw. śmierć mózgu”. W tej książce zawarłem aktualną wiedzę medyczną. Szkoda, że nie wszyscy chcą poznać tę aktualną wiedzę. Jeżeli funkcjonariusz korporacyjny stawia mi zarzuty niezgody z aktualnym stanem wiedzy, to ja odpowiem, że aktualny stan wiedzy medycznej opiera się na dokumencie z 1968 roku zamieszczonego w czasopiśmie medycznym „Jama”. Ten artykuł stworzyli pracownicy amerykańskiej szkoły medycznej w ramach powołanego w tym celu ad hoc komitetu. To jest komitet tymczasowy, chwilowy, ale niemający mocy prawnej – zaakcentował lekarz.

Rozmówca wyjaśnił, czym zajmował się wspomniany zespół.

– Stworzył definicję nieodwracalnej śpiączki, a komitet został powołany do zbadania śmierci. Chwilę zastanówmy się, jaki był skład komitetu. Było 13 pracowników uczelni medycznej, był pastor prezbiteriański, który zajmował się badaniami etycznymi społeczeństwa, prawnik, filozof. Czy ci ludzie mieli jakąkolwiek wiedzę na temat tego, żeby dyktować światu lekarskiemu tezy niezgodne z nauką, z wiedzą, z medycyną, z postawą ludzką i Boską? Żeby nie pozostawić w niepewności, powiem, że pozostali lekarze albo nie mieli nic wspólnego z leczeniem chorych w śpiączce, a jeżeli mieli, to w sposób szczątkowy – mówił specjalista od rehabilitacji.

Prof. Jan Talar przytoczył wnioski zawarte w raporcie z 1986 roku.

– „Naszym naczelnym zadaniem jest definicja nieodwracalnej śpiączki jako nowe kryterium śmierci”. Wszyscy wiemy, jak śpimy i się wybudzimy, to ci, którzy mogli być zmęczeni – spali dłużej, ale czy w ciągu 24 godzin śpiączki można rozpoznawać nieodwracalną śpiączkę? Żeby stwierdzić nieodwracalną śpiączkę, to trzeba wiele dni, tygodni czekać. Ja czekałem z pierwszym pacjentem 50 dni i ten człowiek dzięki naszym zabiegom do tej pory żyje – akcentował profesor.

Raport harvardzki został stworzony w określonym celu.

– Przestarzałe kryteria definicji śmierci stanowią kontrowersję w pobieraniu organów do transplantacji. Po co była ta nowa definicja śmierci? Właśnie po to, żeby ułatwić, bez kolizji z prawem pobierać narządy do przeszczepów. Jakie prawo miał komitet ad hoc harvardzki zamieszczony w czasopiśmie medycznym, aby u chorych w śpiączce mózgowej rozpoznawać w ciągu 24 godzin śmierć? Jak ten komitet mógł zmienić ocenę lekarską, prawną, ludzką, Boską w kwestiach moralnych, etycznych, religijnych i prawnych? Czy mogli uczyć innych o lepszej drodze, mogli uczyć lekarzy pozbawiania życia pacjentów? – pytał prof. Jan Talar.

Jak raport harvardzki dotarł do Polski?

– Raport harvardzki był w Polsce wytworem zorganizowanych grup specjalistów medycyny, rozpoczynając od ministrów zdrowia, zastępców poprzez sekretarzy stanu, konsultantów krajowych dziedzin medycyny, specjalistów z dziedzin medycyny, nauczycieli akademickich – którzy podawali do powszechnej wiadomości studentów, którzy chcieli być lekarzami: ordynatorów wielu oddziałów, koordynatorów, osób duchownych, przedstawicieli mediów i celebrytów. Powiedzmy sobie dzisiaj otwarcie, bo mamy chwilę szczerości, polskie dokumenty dotyczące tzw. śmierci mózgu u chorych w śpiączce mózgowej nie były nigdy ustawami, a więc nie były źródłem prawa (art. 87. Konstytucji RP). One naruszały zagadnienia prawnej ochrony życia (art. 38. Konstytucji RP). Pozwalały uznawać tzw. śmierć mózgu bez należnego, nowoczesnego, kompleksowego leczenia. To jest wbrew artykułowi 68. konstytucji. Po co to było? Aby pozwalać pobierać zdrowe, funkcjonujące, tętniące narządy do przeszczepów. Do czego doprowadziły? Zmieniły postawy ludzkie, moralne, etyczne wielu specjalistów medycyny do chorych w śpiączce  oznajmił specjalista.

Kłopoty prof. Jana Talara zaczęły się po napisaniu opinii na temat Mateusza, który według specjalistów klinicznych miał być martwy.

– Zgłosił się do mnie w nocy ojciec z prośbą o podjęcie ratowania jego syna Mateusza, który leżał w klinice, a więc w ośrodku znaczącym. Dlaczego zgłosił się do mnie ojciec? Nie zgadzał się z tezami specjalistów medycyny, którzy już w pierwszej dobie uznali, że Mateusz nie żyje, a ojciec widział, jak syn oddychał, jak płynęły mu łzy z oczu, gdy słyszał, że nie żyje i jak jeszcze ruszał palcami. Czy można było nie pomóc takiemu rodzicowi? On nie był w stanie słowa powiedzieć. Przestawiłem ojcu Mateusza ustnie to, co można zrobić, żeby jeszcze podjąć działania ratujące jego życie. Nauczyłem ojca neurostymulacji i neuroprotekcyjnych zabiegów, które w większości przypadków, z którymi się spotykałem, przywracały życie. Napisałem opinię, tak jak dyktowało mi serce, sumienie, jak uczyła mnie – i chyba większość – religia. Napisałem na podstawie kilkudziesięcioletniego doświadczenia w wybudzaniu setek chorych ze śpiączki, w tym uznawanych za nieżyjących i w stosunku do których sugerowano, aby dać zgodę na pobranie narządów – mówił rozmówca TV Trwam.

Pisząc opinię lekarską, tylko tyle mogłem jeszcze zrobić w naglącej sytuacji. W tej opinii zawarłem sugestie odnośnie ewentualnego jeszcze działania, nitki nadziei ratowania życia Mateusza – wskazywał lekarz.

– Specjaliści medycyny, którzy zajmowali się Mateuszem, mogli skorzystać z moich sugestii, z mojego doświadczenia, wieku, stanowiska lekarza seniora i nauczyciela. A co mnie spotkało? Narodowy rzecznik ochrony zdrowia zapisał: „sporządził na wniosek rodziców pacjenta pisemną opinię lekarską niezgodną z aktualnym stanem wiedzy medycznej”. Jeszcze raz powiem, że aktualny stan wiedzy medycznej w zakresie leczenia chorych w śpiączce powstał w 1968 roku, a moja wiedza medyczna opiera się na doświadczeniu, na piśmiennictwie światowym. Pierwszą książkę napisałem w 2002 roku, drugą w 2013, a następną w 2017 roku – powiedział prof. Jan Talar.

Pracownicy Harvard Medical School w 2008 roku napisali w artykuł: „Śmierć mózgu nie jest śmiercią, ale jest etycznym wymogiem dawstwa narządów. Śmierć mózgu dobrze nam służyła i stanowi etyczne i prawne uzasadnienie tysięcy darowizn i przeszczepów ratujących życie”.

– Czy tutaj, w Radiu Maryja, moglibyśmy w ogóle coś takiego powiedzieć: dobrze nam służyła, bo tłumaczy pobieranie narządów? To nie do pomyślenia. Jest jednak jeszcze ciekawszy wątek. Autorzy z Harvardu pisali: „Sprzeciw będący źródłem moralnego dyskomfortu związanego z praktyką dawstwa narządów jest tym, że może być sprzeczny z podstawowym obowiązkiem klinicystów, którym jest opieka nad pacjentami, służenia ich interesom medycznym, a nie wykorzystywanie ich do służenia interesom innych” – podsumował prof. Jan Talar.

Fragment rozmowy prof. Jana Talara z redakcją TV Trwam można odsłuchać [tutaj].

Źródłó:

radiomaryja.pl

Get involved!

Comments

No comments yet