Powołani do wolności- Kaziutek

Ilekroć przychodzi mi myśleć lub mówić o wolności, tylekroć w głowie pojawia się refren piosenki zespołu Boys: Niech żyje wolność, wolność i swoboda…” Ale następna myśl przenosi mnie do czasu stanu wojennego, do czasów panującej komuny. Wtedy pojawiło się sporo tekstów wyrażających pragnienie wolności. Wspomnieć tu warto o pieśni „Mury”, Kaczmarskiego, która w komunistycznej Polsce była nieoficjalnym hymnem opozycji. Pamiętam też emocje jakie towarzyszyły przy śpiewaniu „Ballady o Janku Wiśniewskim”. Wspomnę jeszcze o Przemysławie Gintrowskim, pieśniarzu, kompozytorze i muzyku. Atmosfera tamtych dni kształtowała pokolenia Polaków spragnionych wolności. Dwa różne spojrzenia na ten sam temat. Stąd pojawia się pytanie: co to jest wolność i czy my czasami tej wolności nie zafałszowaliśmy?

Ks. Jerzy Popiełuszko na Mszy świętej za Ojczyznę dnia 30 stycznia 1983 roku powiedział: „Wolność jest rzeczywistością, którą Bóg wszczepił w człowieka, stwarzając go na swój obraz i podobieństwo. Naród z tysiącletnią tradycją chrześcijańską zawsze będzie dążył do pełnej wolności. Bo dążenia do wolności nie pokona się przemocą, gdyż przemoc jest siłą tego, kto nie posiada prawdy. Człowieka można przemocą ugiąć, ale nie można go zniewolić. Polak miłujący Boga i Ojczyznę powstanie z każdego poniżenia, bo zwykł klękać tylko przed Bogiem. Zbyt wiele mamy tego przykładów w historii zamierzchłej, jak i współczesnej”

Św. Paweł w liście do Galatów powie: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! (Ga. 5,1).

Starzy i młodzi są przekonani, że zasługujemy na dar wolności. A jeśli ktoś ma wątpliwości, co powinien przez to rozumieć, niech spojrzy w twarz ulicznym bilbordom. Oczywiście, to personifikacja, przecież plakaty nie mają twarzy. One mają maski! A jedna z nich nosi imię: „wolność”! Jej przekaz jest jednoznaczny: „Używajcie! Używajcie świata, ile tylko chcecie!” Nasz świat huczy od tego głosu. Domaganie się wolności bez przyjęcia odpowiedzialności jest chorobą naszych czasów. Zafałszowanie wolności może niekiedy być groźniejsze niż pewne formy naruszenia ludzkiej wolności. Człowiek, zwłaszcza młody, omamiony pozorami wolności nie zdaje sobie sprawy z tego, że stał się niewolnikiem własnych namiętności i nie szuka prawdziwego wyzwolenia. Słowo „wolność”, to słowo „klucz”, to słowo „zawołanie”, które tak łatwo wpisuje się jako hasło na różnych sztandarach o różnych barwach, zwłaszcza tęczy. To rodzi sytuacje paradoksalną. Bowiem z jednej strony człowiek pragnie wolności, a z drugiej tej wolności się boi, boi się ryzyka, które ze sobą wolność niesie.  Apostoł Paweł wyraził to w miarę dobitnie: „Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. (1 Kor. 6, 12).

Człowiek mając do czynienia z zafałszowaną wizją wolności, traktuje ją jako absolut, jako źródło wszelkich wartości, „to ja człowiek XXI wieku jestem tak dalece wolny, że mogę ustanawiać, co jest dla mnie wartością, a co nie, co jest dobre, a co nie”. Rodzi się w człowieku takie przekonanie, że wolność tworzy samą siebie i swoją hierarchię wartości. Niestety ta koncepcja wolności jest całkowicie oderwana od prawdy. Prawda nie jest już potrzebna do korzystania z własnej wolności. Wolność bez prawdy sprawia, że człowiek nie wie skąd pochodzi i dokąd zmierza. Nadając najwyższą rangę wolności, człowiek twierdzi, że może czynić wszystko, co się jemu podoba. I tak bezwiednie wpada w sidła własnych namiętności. Sam zniewolony zniewala innych. To właśnie ci niewolnicy krzyczą, że prawdziwa wolność jest nie do pogodzenia z wiarą chrześcijańską. Mogę być tylko wtedy wolny, kiedy odrzucę Boga, kiedy odrzucę moralność obiektywną i stanę się „panem samego siebie”. Nie sposób być wolnym afirmując istnienie Boga. Współczesny człowiek z trudnością przyjmuje fakt, że jego wolność jest ograniczona ze swej natury, bo jest to wolność istoty stworzonej, której wolność została dana i zadana. (Kwestia wolności a uległości to temat na inny rozdział). Dramat ludzkiej wolności wpisuje się w tajemniczą skłonność człowieka do sprzeniewierzania się Najwyższej Prawdzie i Dobru. Nie jest łatwo człowiekowi przyjąć prawdę, że wolność dana jest mu po to, by mógł miłować. Wielu, zwłaszcza młodych ludzi, akcentuje negatywny aspekt wolności – wolność „od czegoś”, nie doceniwszy lub zupełnie ignorując wymiar wolności-wolność „do czegoś”. Skoro człowiek nie wie, do czego jest wolny, to w jaki sposób, wg. jakiego kryterium będzie wiedział, że w ogóle jest wolny? Pozytywny wymiar wolności prowadzi do odpowiedzialnej wolności. Pojawia się jednak problem i to istotny, bo we współczesnym świecie poczucie odpowiedzialności zanika. Skoro człowiek traktuje swoją wolność jako wolność absolutną, jako dowolność w swoich wyborach życiowych, to zarazem neguje, zafałszowuje swoją odpowiedzialność. Powiedzmy wprost: całkowicie ją odrzuca. Takiego człowieka nie interesują już losy drugiego ani losy społeczeństwa czy narodu, w którym żyje. W poczuciu braku odpowiedzialności za siebie samego przyjmuje postawę uniku, ucieczki od wolności, poprzez różne formy uzależnienia, jak alkoholizm, narkomania, konformizm. To z kolej prowadzi do poczucia braku sensu i celu życia. Kryzys tożsamości sprawia, że człowiek nie wie skąd przyszedł ani dokąd idzie i czyni go niezdolnym do przyjęcia postawy odpowiedzialności. Efektem tego jest postawa niepoważna, nieodpowiedzialna wobec życia, lekkomyślność, powierzchowność, niedojrzałość, infantylność i niestałość. Tylko to jest godne uwagi co jest łatwe i przyjemne.

Może w zrozumieniu wolności w jakieś mierze pomoże nam poeta oraz bajka nie bajka.

Leopold Staff Wolność:

 
Ciasno mi, Panie, na kolumnie
Pychy samotnej, gdzie choć stoję,
Trwam sztywny, jakbym leżał w trumnie,
I są spętane ruchy moje.

Wolności pragnę ponad wszystko
Daj mi szerokie pole kołem,
Bym mógł przed Tobą klękać nisko
I jeszcze niżej hołd bić czołem.
 

W pewnym sklepie zoologicznym stały obok siebie trzy klatki. W jednej siedział kanarek i całymi dniami wyśpiewywał dźwięczne piosenki o wolnej przestrzeni i beztroskim lataniu. Co prawda, kanarek nie wiedział co to jest latanie i nigdy nie był w wolnej przestrzeni, ale po prostu nie znał innych piosenek.
W drugiej klatce siedział stary szczur, który trafił tu z niewiadomych powodów. Szczur nie umiał śpiewać, ale doskonale wiedział, co to jest wolność i co noc podgryzał róg klatki, mając nadzieję na wydostanie się z niej.
Między szczurem a kanarkiem mieszkała szynszyla. Spała sobie na trocinach, biegała w kołowrotku, żeby zachować figurę, gryzła pestki, z powodu których jej figura nieustannie się psuła – jednym słowem, prowadziła zwykłe szynszylowe życie, ponieważ nie umiała robić nic innego.
Pewnego razu, gdy kanarek odśpiewał pewną nader wzruszającą pieśń o utraconej wolności, szynszyla spytała go:
– A co to jest wolność?
– Ciężko to wytłumaczyć, – uchylił się od odpowiedzi kanarek. – Słowami się tego nie przekaże, to się czuje. Mogę o tym zaśpiewać.
Kanarek śpiewał i śpiewał. Jego pieśni rozpalały serca, ale nie dały szynszyli żadnego wyobrażenia o tym, co to jest wolność.
– Lepiej byś mnie spytała, – powiedział szczur. – Ja wiem co to jest wolność.
– Ojej! – ucieszyła się szynszyla. – Powiedz, co to jest?
– A to! – szczur przecisnął się przez wygryzioną dziurę w prętach klatki i znalazł się na zewnątrz. – Teraz jestem wolny, żadne kraty mnie nie trzymają. Mogę iść, dokąd zechcę i robić, co mi się podoba.
– Ale to fajne! – ucieszyła się szynszyla.
– Owszem, – przytaknął szczur. – Należy, rzecz jasna, pamiętać o pułapkach na myszy, które stoją zamaskowane, o trutce na szczury i o miotle sprzątaczki. Ale to są drobiazgi w porównaniu z wolnością! Mam tu karmę dla psów, konopie dla ptaków, dużo miękkich trocin…
– To znaczy, że wolność to sklep zoologiczny? – spytała zamyślona szynszyla.
– Ależ nie! – roześmiał się szczur. – Sklep to tylko jedno z pomieszczeń w wielkim domu. To też swego rodzaju kamienna klatka. Można z niej wyjść na teren budynku. Tam dopiero jest wypas! Kosze na śmieci, szafki z jedzeniem, przewody elektryczne. I masa miejsca na gniazdo. Co prawda, w domu też pełno jest pułapek na myszy, a w dodatku trzeba się chować za każdym razem, gdy przychodzi terier z piątego piętra.
– Tak więc wolność – to dom?
– Nie! Dom to tylko duże pudełko w całej dzielnicy. Na zewnątrz domu – tam to dopiero jest życie! Śmietniki, kanalizacja, żarcie czasem leży po prostu na chodniku… Co prawda, można tu się natknąć na kota albo wpaść pod samochód, albo ktoś może cię po prostu zdzielić kamieniem… Im więcej wolności, tym więcej komplikacji.
– A ulica?
– Jest częścią miasta. Miasto jest ogromne, a w nim tak wiele atrakcji.
– Ale też wiele zagrożeń?
– Oczywiście. W naturze wszystko się równoważy. Im większa jest klatka, tym więcej swobody, ale również ograniczeń. Jeśli chcesz, to też cię wypuszczę. Pójdziesz sobie i sama zobaczysz jaka jest wolność.
– Nie, dziękuję, – powiedziała szynszyla i na wszelki wypadek zabarykadowała drzwi klatki od swojej strony poidełkiem. – Mam wrażenie, że w zupełności mi wystarczy ten poziom wolności, który już mam. [Piotr Bormor]

Autor – Kaziutek


Dodaj komentarz