Gdańscy restauratorzy tracą ulgi

Polska gastronomia to jeden z sektorów polskiej gospodarki najbardziej poszkodowanych ratowaniem po trupach zdrowia i życia obywateli, oprócz branży hotelarskiej i rozrywkowo-eventowej. I choć po ponad pół roku wegetacji restauratorzy mogli wreszcie otworzyć swoje biznesy, rokowania co do ich przyszłości nie są optymistyczne. Tym bardziej, że jak pokazują ogólnoświatowe trendy nie pożegnaliśmy się na zawsze z tzw. pandemią.     

Okazuje się, że gastronomia już na długo przed koronakryzysem była sektorem, którego zadłużenie nie należało do małych, a z powodu lockdownów ilość zaległych nieopłaconych faktur oraz zobowiązań bankowych czy wobec państwa urosła w ciągu roku o ponad 80 mln zł i wynosi już blisko 730 mln zł. Co najgorsze nie zapowiada się aby ta tendencja miała się w najbliższym czasie zatrzymać. W ciągu roku tzw. pandemii już zniknęło z map polskich miast kilka tysięcy lokali gastronomicznych, a przewiduje się, że co piąty z pozostałych może kryzysu nie przetrwać i 1/4 zatrudnionych w tym sektorze straci pracę. 

Wysokie czynsze, kosztowne wymagania sanitarne sanepidu, brak rąk do pracy czy podwyżki począwszy od prądu, a skończywszy na cenach żywności, to nie jedyne problemy, z którymi borykają się zgnębieni polityką lockdownów restauratorzy. I jak się okazało nie wszyscy z nich w tej bardzo trudnej sytuacji mogą liczyć na pomoc lokalnych samorządów, którym powinno zależeć na wspieraniu przedsiębiorczości. Władze Gdańska na przykład nie zamierzają swoim przedsiębiorcom z sektora gastronomicznego życia dalej ułatwiać i stosować w nieskończoność ulg w należnych opłatach.                 

Jak donosi portal trojmiasto.pl gdańscy restauratorzy pomimo tego, że ich działalność nie nabrała jeszcze rozpędu, tylko do końca czerwca będą się cieszyć z preferencyjnych stawek za wynajem pasa drogowego pod restauracyjne ogródki. Co prawda wyrozumiały gdański magistrat przewidział ulżyć w cierpieniu lokalnym gastronomikom aż przez trzy miesiące, ale licząc od … kwietnia, kiedy jeszcze rządowi nawet się nie śniło luzowanie ograniczeń w tym sektorze. Tymczasem lokale dopiero zaczęły funkcjonować i ich przyszłość jest wielką niewiadomą. Restauratorzy ze względu na pandemiczne obostrzenia nastawili się na działalność na świeżym powietrzu i licząc na ulgowe ceny wynajęli większe ogródki, a tu już od lipca wracają normalne zasady i trzykrotnie wyższe stawki opłat.   

        
Wielu z nich jest bardzo rozgoryczonych, szczególnie, że pomoc miasta związana z obniżkami opłat koncesyjnych za sprzedaż alkoholu, której faktycznie nie było, też według nich nie była udana. Ponieważ trudno za taką uznać zwolnienie tylko z jednej raty tej obowiązkowej opłaty dla posiadających w karcie alkohol, zmuszonych do zamknięcia na amen działalności gospodarczej restauratorów lub sprzedaży na wynos, która alkoholu z wiadomych względów nie obejmowała. Według nich taka forma wsparcia była zaledwie kroplą w morzu potrzeb.           

Władze miasta co prawda mają inne spojrzenie na sytuację, a z punktu siedzenia gdańskich urzędników pomoc była ogromna i odczuwalna, szczególnie dla budżetu miasta, który tylko na zajęciu pasa drogowego pod ogródki stracił ok. 2 mln zł, bo to i obniżki czynszu na lokale, częściowe zwolnienie z opłaty za koncesję na stacjonarną sprzedaż alkoholu, no i radość dla przedsiębiorców bez środków do życia nie lada, upraszczanie procedur, ale jakoś gdańscy restauratorzy, którzy aby utrzymać swoje biznesy potrzebują takiej pomocy przez cały rok, widzą tylko brak dobrej woli magistratu i źle kojarzące im się umowy z obiecującymi obniżonymi stawkami dużym drukiem i uwagą o kontrowersyjnym czasie trwania obniżek ,,drobnym maczkiem”.                        
Jednym słowem wygląda na to, że władze Gdańska nie mają ochoty pomóc swoim restauratorom odbić się od dna, co nawet biorąc pod uwagę fakt, że sezon turystyczny napędzi im trochę klientów może skończyć się dla wielu koniecznością zamknięcia biznesu i zasilenia rosnącej grupy zadłużonych po uszy bezrobotnych. Co ciekawe internauci komentujący artykuł portalu trojmiasto.pl raczej trzymają stronę … gdańskiego magistratu, a nie zamrożonych na wiele miesięcy i zagrożonych upadłością restauratorów. Komentarz, że ulga powinna dotyczyć raczej miesięcy w sezonie, a nie kwietnia i maja należy do rzadkości. Większości mieszkańców Gdańska, na których najwyraźniej nie robi wrażenia tragiczna sytuacja branży gastro przeszkadzają wyrastające na chodnikach miasta jak grzyby po deszczu ogródki i zarzucają lokalnym gastronomikom bezczelność, pazerność oraz ceny z kosmosu.                      

Opracowanie BC 


Źródło:    

Dodaj komentarz