Roberto de Mattei: Rok 2021 w świetle objawień fatimskich i prawego rozumu

Co tak naprawdę wydarzyło się w roku 2020? Dramatycznym roku, który się właśnie zakończył? Co nas czeka w roku 2021? Jak wygląda perspektywa naszych czasów? Panorama, którą dostrzegamy, jest zamglona, trudna do zbadania, spróbuję to jednak uczynić opierając się na najważniejszych zasadach i pewnikach, w świetle których oceniać należy historię. Pośród nich istnieje jeden oferujący nam największą pomoc w odnalezieniu drogi dziś, jak i w przyszłości. Jest nim fatimskie orędzie Matki Bożej z roku 1917.

Jak dobrze wiemy, objawienie publiczne zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego spośród apostołów, do tego objawienia nic nie może być dodane. Orędzie fatimskie nie należy do dziedzictwa objawienia publicznego. Prawdą jest jednak, że w przypadku objawień prywatnych niektóre z nich dotyczą doskonałości duchowej wybranych dusz, a inne z kolei posiadają znaczenie społeczne, zostały bowiem przeznaczone dla całego rodzaju ludzkiego. Orędzie fatimskie jest objawieniem prywatnym, którego celem jest nie tylko duchowe dobro trojga pastuszków, którzy je otrzymali, lecz dobro całej ludzkości. Pośród wszelkich objawień prywatnych minionego stulecia żadne inne nie cieszyło się tak wielkim uznaniem ze strony Kościoła. Na przestrzeni stu lat siedmiu papieży – od Piusa XII do Franciszka – uznawało i oddawało cześć Matce Bożej Fatimskiej, nawet jeśli nie spełniało Jej próśb w sposób pełny. W roku 2000 Kościół oficjalnie ujawnił tzw. trzecią tajemnicę fatimską, ostatnią część przesłania danego pastuszkom. To niespełnione proroctwo, o którym ciągle powinniśmy pamiętać. Opisana perspektywa jest tragiczna.

Pierwszą wizją, którą Matka Boża przedstawia dzieciom, jest wizja piekła, do którego wpadają dusze zatwardziałych grzeszników. Drugą tragedię przedstawiają same słowa Matki Bożej: Bóg (…) „ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego”. Jeśli Rosja się nie nawróci, „rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych”. Trzecia część tragedii przedstawia Ojca Świętego oraz „Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnice wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skraplali dusze zbliżające się do Boga”.

Ten tragiczny scenariusz wielką nadzieją rozjaśnia jedno zdanie wypowiedziane przez Matkę Bożą: „na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

Triumf Niepokalanego Serca Maryi został zapowiedziany jako pewny i bezwarunkowy: dojdzie do niego w każdym przypadku. Oczyszczenie poprzedzające ten triumf jest, z drugiej strony, warunkowe: dojdzie do niego tylko wtedy, gdy ludzkość się nie nawróci. Ten charakter warunkowy zapobiega mówieniu o oczyszczeniu z absolutną pewnością, jednakże postępująca na przestrzeni ostatnich lat apostazja ludzkości wskazuje na quasi-nieodwracalność procesu historycznego prowadzącego wpierw do Wielkiego Oczyszczenia, a następnie do Triumfu Niepokalanego Serca Maryi.

Zasady rozumu

Przesłanie Fatimskie wymaga od nas wiary, ale wiara opiera się na rozumie, a rozum kieruje się kilkoma podstawowymi regułami, za którymi musimy podążać. Ojciec Réginald Garrigou-Lagrange uczy, że zasadą Mądrości jest „tłumaczenie tego, co niższe, poprzez to, co wyższe”, „zgodnie z porządkiem przyczyn prowadzących do Pierwszej Przyczyny i ostatecznej przyczyny wszechświata: Boga, Pierwszego Bytu, Najwyższej Inteligencji i Najwyższego Dobra”. Co więcej, pewność w procesie poznawczym, wykluczająca jakąkolwiek wątpliwość, nie może być mylona z opinią dopuszczającą możliwość błędu, czy z hipotezą, którą należy uzasadnić po to, by stała się tezą.

Rozumowanie, którym należy się kierować w celu przekształcenia hipotezy w pewność, nazywane jest dowodzeniem. Każdy dowód opiera się na zasadzie niesprzeczności, będącej podstawą logiki. Sofizmat bądź paralogizm, rozumowanie błędne, opiera się na błędzie logicznym, a w ostatecznej analizie na pogwałceniu zasady niesprzeczności; są one sprzeczne z prawdziwym rozumowaniem opartym na logice. Jednakże zachowanie logiczności nie jest możliwe bez pomocy łaski oświecającej inteligencję człowieka i wzmacniającej jego wolę. Życie duchowe wspomaga rozumowe wysiłki człowieka.

Złe użycie rozumu prowadzi do przyznania pierwszeństwa wyobraźni, do takiej postaci wiedzy, która nie zezwala na pokonywanie logicznych etapów, a która to określana jest stanem emocjonalnym. Rozum zastępowany się przez fantazję, a dowód narracją. By wyjaśnić znaczenie słowa „phantasia” Arystoteles wskazuje na jego pochodzenie od słowa oznaczającego „światło” (pháos). Tak jak bodziec świetlny tworzy wrażenia wzrokowe, tak rozum tworzy wewnętrzne wrażenia, obrazy które to nie zawsze odpowiadają rzeczywistości. Każdy obraz wpływający na nasz umysł musi zostać zweryfikowany poprzez rozum, będący najwyższą władzą duszy.

Pewność i opinie

W roku 2020 wszystko zaczęło się w styczniu wraz z wiadomością o epidemii koncentrującej się w Chinach, w mieście Wuhan. Globalizacja nie tylko ułatwiła rozpowszechnienie wirusa, ale także i rozpowszechnienie – i to w czasie rzeczywistym – wszelkich dotyczących go informacji, w sposób tworzący nadmierną koncentrację na tej kwestii.

11 marca Światowa Organizacja Zdrowia, która początkowo minimalizowała znaczenie tego wydarzenia, zaczęła określać je jako pandemię koronawirusa określoną jako „COVID-19”. Nikt z nas nie wiedział, jak wiarygodne są dane statystyczne przekazywane przez WHO i rządy wszystkich krajów świata; czy są one obciążone wadą niedoszacowania czy też przeszacowania. Nikt też nie wiedział z pewnością, jakie są faktyczne korzyści ze środków nałożonych w celu ujarzmienia epidemii, noszenia maseczek, kwarantanny… Nikt nie jest w stanie z pewnością wypowiedzieć się na temat skuteczności szczepionek uroczyście zaoferowanych światu 27 grudnia 2020 roku. Odnośnie tych ostatnich punktów, każdy z nas posiada własne zdanie, wysuwa hipotezy, ale nikt nie jest w stanie przekształcić je w zdania opierające się pewności.

Istnieją jednak pewne dowody, które powinniśmy uwzględniać. Pierwszy, o charakterze społecznym i ekonomicznym, stał się jawny w roku 2020 wraz z upadkiem wielu małych biznesów, znaczącym spadkiem przychodów klasy średniej, wzrostem bezrobocia i ubóstwa, podczas gdy państwa narodowe, korzystając z funduszy publicznych, wydały się niezdolne do udzielenia na te problemy odpowiedzi. Wywołane przez epidemię konsekwencje natury psychicznej wydają się jeszcze poważniejsze, spowodowane one zostały– w pierwszej kolejności – poprzez atmosferę zagrożenia, wykreowanego na całym świecie strachu. Strach przed wirusem spowodował udrękę, depresje, a także pewną liczbę samobójstw – w społeczeństwie wychowanym w zaprzeczeniu śmierci, kulcie zdrowia i bogactwa. Zachód, który to od 70 lat nie doświadczał wojny, odkrył swą bezbronność względem czegoś, co prezydent Francji, Macron, zdefiniował jako „wojnę przeciwko niewidzialnemu wrogowi”.

Poważniejsza od strachu wydaje się utrata zaufania względem naszych bliźnich, wynikająca w tym przypadku głównie z nietolerancji względem często skomplikowanych i irracjonalnych ograniczeń nakładanych przez rządy. W niektórych krajach ograniczenia te wstrząsnęły samymi fundamentami systemu prawnego w zakresie relacji istniejącej pomiędzy indywidualnymi swobodami a racjami czasu zagrożenia, zwłaszcza w zakresie wolności religijnej. Na dodatek klasa polityczna zawierzyła w zakresie walki z epidemią ekspertom medycznym, jednakże pośród samych naukowców szybko zaistniał głęboki podział. Za nim zdaje się rozgrywać niejasna walka wielkich koncernów farmaceutycznych, dla których to istnienie zależnej farmaceutycznie populacji jest rzeczą z pewnością korzystną. Obok interesów tych firm istnieją także interesy kapitałowe, uznające kwestię utrzymania badań prowadzonych przez przemysł farmaceutyczny i komercjalizację opracowanych przezeń produktów. Produkcja szczepionek wiąże się z konkurencją państw narodowych, gotowych do walki bez jakichkolwiek ograniczeń.

Wskutek tego upada zaufanie obywateli względem rządów i klasy politycznych, ale dotyka to także naukowców i zawodów medycznych.. Nieufność rośnie także w stosunku do ludzi nam bliskich, o których to jeszcze wczoraj myśleliśmy z uznaniem, a dziś, z chwili na chwilę, nie darzymy ich zaufaniem dlatego, że ich opinia jest różna od naszej. Winić pandemię byłoby błędem polegającym na pomyleniu przyczyny ze skutkiem, jednym z typowych paralogizmów krytykowanych przez Arystotelesa w pracy „O dowodach sofistycznych”. Dla przykładu: zaistnienie po pandemii „dyktatury sanitarnej” czy kryzysu ekonomicznego nie stanowi argumentu na rzecz twierdzenia, że pandemia została stworzona lub była kierowana w celu stworzenia takiej dyktatury czy też wywołania kryzysu ekonomicznego.

Wirus naturalny czy laboratoryjny?

Poza różnorodnością opinii dotyczących środków medycznych i politycznych wykorzystywanych w epidemii pojawiła się różnorodność hipotez dotyczących źródła i natury wirusa – kwestie te wciąż otacza tajemnica. Dla większości naukowców wirus ten jest pochodzenia odzwierzęcego, poprzez – zgodnie z teoriami ewolucjonistów –„przeskoczenie” z nietoperza na człowieka. „Spillover. The Evolution of Pandemics” ­ taki tytuł nosi artykuł z roku 2012, autorstwa amerykańskiego autora Davida Quammena, który korzystając z danych, jakie zgromadził w trakcie prowadzonych badań, ostrzegał zawczasu przed możliwością niebezpiecznej pandemii.

Istnieje jednakże druga hipoteza, której nikt nie był stanie wykluczyć: możliwości syntetycznej przyczyny pandemii. W Wuchan naprawdę istnieje laboratorium, w którym prowadzone są badania nad wirusami potencjalnie niebezpiecznymi dla człowieka – prowadzone są one na użytek cywilny, jak i wojskowy. Koronawirus mógł przypadkowo wyciec z laboratorium w skutek „niebezpiecznego zdarzenia”, bądź też mógł być narzędziem wykorzystanym w ramach świadomego działania z zakresu wojny biologicznej.

We Włoszech hipotezę wycieku wirusa z laboratorium w Wuhan od 25 stycznia 2020 roku upowszechnia dziennikarz Paolo Liguori, a w Stanach Zjednoczonych – od lutego – Steven Mosher, prezes Population Research Institute. Tezę o sztucznym pochodzeniu wirusa podtrzymywał także francuski laureat nagrody Nobla, Luc Montagnier, w wywiadzie z 17 kwietnia, a 3 maja 2020 roku w wywiadzie dla ABC News amerykański sekretarz stanu, Mike Pompeo, stwierdził, że „znaczna liczba dowodów wskazuje na to, że źródłem wirusa Sars-CoV2 jest laboratorium w Wuhan”. Hipotezę tę rozwinął Joseph Tritto, prezentując pogłębioną dokumentację w studium zatytułowanym „China Covid 19. The Chimera that Changed the World”.

Równolegle wobec hipotezy nieumyślnego wycieku wirusa z laboratorium w Wuhan istnieje także druga, w której wirus miałby być efektem chińskiego bioterroryzmu. Badaczka z Uniwersytetu w Hong Kongu, Li-Meng-Yan, która w kwietniu 2020 roku uciekła do Stanów Zjednoczonych, na podstawie swoich badań twierdziła, że COVID-19 nie jest pochodzenia naturalnego, tylko jest bronią zaprojektowaną w celu zadawania śmierci. Hindus, Sharad S. Chauhan, autor książki pt. „COVID-19- Opportunistic Bioterrorism? A Virus from China set to Change World History” twierdzi, że wirus został wypuszczony po to, by zmienić świat w sposób korzystny dla Pekinu.

W tym kontekście musimy wziąć pod uwagę książkę opublikowaną w roku 1999 przez dwóch urzędników, Qiao Liana i Wanga Xiangsui, pt. „Unrestricted warfare”, w której to twierdzili, że Chiny – w ramach samoobrony – nie powinny się wahać sięgając po wszelkie narzędzie, jakimi dysponują, w tym także i po broń biologiczną. A laboratorium w Wuhan pełni z pewnością ważną rolę produkując taką broń. Koncept „wojny nieograniczonej” przypomina nam o „wojnie asymetrycznej”: konflikcie, w którym jedna ze stron ogranicza się w obronie przed niezidentyfikowanym wrogiem wykorzystującym broń niekonwencjonalną. Wykorzystanie biotechnologii, informatyki i sztucznej inteligencji należy do chińskiej strategii wojskowej i stanowi typowy przykład wojny asymetrycznej.

Traktat międzynarodowy (Konwencja o broni biologicznej, BWC), podpisany 12 kwietnia 1972 roku, a który to zaczął obowiązywać 26 marca roku 1975, zabrania przeprowadzania eksperymentów oraz produkcji broni biologicznej. Ratyfikowały go wszystkie państwa należące do Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone, Australia i Japonia, ale nie Chiny. Związek Sowiecki dołączył do sygnatariuszy traktatu, ale nie przeszkodziło to w uruchomieniu „Biopreparatu” w latach 70-tych; programu wojskowych badań biologicznych i bakteriologicznych. Na początku lat 90-tych strukturę tę oficjalnie zlikwidowano, ale wydaje się, że Rosja odziedziczyła po Związku Sowieckim większość broni biologicznej opracowanej w okresie Zimnej Wojny.

Wojna biologiczna jest sektorem strategicznym posiadającym wiele zalet: to sposób prowadzenia konfliktu poprzez wywoływanie uszkodzeń rzeczy i potencjalnie śmiertelnych skutków w przypadku ludzi, a ich prawdziwe źródło trudno zidentyfikować, stąd też taka wojna może być prowadzona w sposób ukryty; co więcej, przez wzgląd na jej ukryty charakter cios zadawany jest nie tylko ciałom, ale i morale – wskutek zadanych szkód populacja nie wini autorów tego kryzysu, tylko tych w danym kraju, którzy chcą mu zaradzić. W czasie Zimnej Wojny międzynarodowy pokój gwarantowany był poprzez „równowagę strachu” istniejącą między ZSSR a Stanami Zjednoczonymi. Obydwa państwa były świadome, że wykorzystanie broni atomowej sprowokowałoby natychmiastową, niszczycielską reakcję drugiego super-mocarstwa. Żadne środki odstraszające nie są możliwe w chwili, w której broń atomową zastąpi się bronią biologiczną, która to – ze swej natury – umożliwia ukrycie jej wykorzystania.

Rosja jest mocarstwem podupadającym, a Chiny są mocarstwem wschodzącym. Rosję przeszłości i Chiny dnia dzisiejszego łączy jednak system ideologiczny zdiagnozowany przez Piusa XI w encyklice „Divini Redemptoris” (19 marca 1937) jako system z natury kłamliwy i o wewnętrznie wynaturzonym charakterze. W Fatimie Matka Boża zapowiedziała, że Rosja upowszechni swoje błędy. Błędy te to błędy komunizmu, mające rozprzestrzeniać się daleko poza granice Rosji, także i po rozwiązaniu Związku Sowieckiego w roku 1991. Chiny, tak jak i inne państwa, rozwijają badania biologiczne tak w zakresie cywilnym, jak i wojskowym. Prawdopodobnym jest to, że koronawirus wyciekł z laboratorium w Wuhan, niezależnie od tego, czy doszło do tego w ramach wojny biologicznej czy wskutek przypadku. To nie przekształca jednak hipotezy w zdanie pewne – aż do chwili, w której przedstawiony zostanie pewny dowód.

Na chwilę obecną jedyną rzeczą pewną jest to, że wstrząs wywołany przez pandemię podważa proces globalizacji zachodzącej na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat; proces opierający się na roli Chin udostępniających swą siłę roboczą Zachodowi, podczas gdy Zachód szeroko otworzył swe granice na produkty „Made in China”. Zgodnie z najnowszymi analizami, do roku 2028 Chiny wyprzedzą Stany Zjednoczone i staną się największą gospodarką świata – to jest: dojdzie do tego o pięć lat wcześniej, niż poprzednio oceniano. To przyśpieszenie nastąpiła tuż za pandemią, ale myślenie na zasadzie post hoc, ergo propter hoc byłoby naciąganiem logiki. Nie pobłądzimy jednakże, kiedy to wszystko, co zdarzyło się w roku 2020, powiążemy z wiecznymi planami Bożej Opatrzności.

Spiski prawdziwe i fałszywe

Upowszechniana jest także inne hipoteza, głównie w Internecie. Hipoteza, w myśl której zachodnia oligarchia finansowa wywołała epidemię i kontrolowała jej przebieg mając na celu podporządkowanie ludzkości rządowi światowemu. Gdyby było to prawdą, to początki koronawirusa nie wiązałyby się z laboratoriami chińskimi, tylko z zachodnimi. Teza dotycząca amerykańskiego ataku biologicznego została wpierw postawiona przez chiński rząd, który za pośrednictwem rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych oskarżył Stany Zjednoczone o sprowadzenie patogenu na chińskie terytorium w trakcie Światowych Wojskowych Igrzysk Sportowych, rozgrywających się w Wuhan od 18 do 27 października roku 2019.

We Włoszech neomarksistowski intelektualista Diego Fusaro, posiadający znaczący wpływ na kręgi konserwatywne, już 26 lutego 2020 roku oskarżał Zachód na falach rozgłośni RadioRadio, twierdząc, że hipotezą „prezentującą najwięcej punktów spójnych jest ta, że w pewien sposób jest tu »longa manus« Stanów Zjednoczonych”. Dla Fusaro ideologia globalistyczna stanowi ideologiczną superstrukturę kapitalistycznej struktury, przekształconej w jeden, pozbawiony jakichkolwiek granic, globalny rynek. Jej celem ma być stworzenie nowego modelu antropologicznego: jednostki pozbawionej tożsamości, czystego produktu strategii manipulacyjnych.

Ten totalitarny, niszczący wolność plan – w przypadku niektórych katolików – zbiega się z rządami antychrysta. Takie przekonania krążące w blogosferze zdają się dla wielu pociągające, bardziej jednak niż w formie argumentacji są one jednak wyrażane jako „narracja”. Tym, co decyduje o ich fałszywości, nie jest leżąca u ich podstaw teoria spiskowa, tylko założenie, że teoria ta została uzasadniona argumentami – a te posiadają charakter poszlakowy, są w większości niespójne. Dla przykładu, fakt iż Bill Gates przewidział pandemię i szeroko zainwestował w szczepionki ukazuje jego zdolność przewidywania i instynkt biznesowy, nie dowodzi jednak tego, że to on stworzył wirusa. Dalej, zrzucanie winy za pandemię na mroczne interesy superkapitalizmu odpowiada uznawaniu prymaty interesów ekonomicznych w zakresie zdarzeń światowych, odrzucając wskazaną przez o. Garrigou-Lagrange zasadę „tłumaczenia rzeczy niższych poprzez rzeczy wyższe” (a nie na odwrót). Ci więc, którzy takie tezy podtrzymują, często uciekają się do sofizmatu polegającego na odwoływaniu się do ogólnych wyrażeń i stanowczych orzeczeń, które mędrca nie przekonują, ale na robią wrażenie na ludziach prostych.

Myśl kontrrewolucyjna wieku XIX i XX zawsze potwierdzała istnienie historycznego, antychrześcijańskiego spisku. Prosta dynamika ludzkich namiętności i błędów nie wystarcza, by wyjaśnić proces rewolucyjny, atakujący na przestrzeni wieków Kościół i wyrastającą z niego cywilizację chrześcijańską. Plinio Corrêa de Oliveira pisał z wielką logiką i jasnością: „Wytworzenie procesu tak spójnego i ciągłego, jakim jest Rewolucja, wśród tysięcy zmiennych kolei losu w ciągu wieków wypełnionych niespodziankami wszelkiego rodzaju, wydaje się nam niemożliwe bez działania kolejnych pokoleń niezwykle inteligentnych i potężnych konspiratorów. Myślenie, że Rewolucja mogłaby osiągnąć swój obecny stan przy nieobecności takich konspiratorów, jest podobne do przekonania, że setki liter wyrzuconych przez okno mogłoby się spontanicznie ułożyć na ziemi w jakikolwiek utwór literacki, na przykład, »Odę do szatana« Carducciego” („Rewolucja i kontrrewolucja”).

Identyfikacja tajemnych sił poruszających Rewolucję wymaga jednakże odpowiedniej dokumentacji, dogłębnych badań, a w finalnej analizie: wielkiej równowagi. Kiedy takie teorie nie są dobrze osadzone, rodzi się podejrzenie iż są one rozpowszechniane przez samych agentów rewolucji chcących zdyskredytować jakąkolwiek krytykę tajnych. Najlepszym sposobem zdyskredytowania tezy o antychrześcijańskim spisku jest wyobrażanie spisków wymyślnych, graniczących z absurdem. To rzecz znacząco podobna do tej, jaka ma miejsce w przypadku objawień prywatnych. Najskuteczniejszym sposobem, w jaki demon może zanegować autentycznie Boże posłannictwo, jest pomnożenie fałszywym objawień mających zdyskredytować i ośmieszyć objawienia prawdziwe.

„Okna możliwości”

Rzeczą zupełnie inną i absolutnie rozsądnym argumentem jest stwierdzenie, że w epidemii proces rewolucyjny dostrzegł „okno możliwości”. Koncept „okna możliwości” nawiązuje do teologii historii, w której to Bóg jest twórcą wszelkiego dobra we wszechświecie, a gdy dopuszcza zło, czyni tak po to, by wyprowadzić z niego większe dobro. W historii to Bóg jest zawsze zwycięzcą, a demon zawsze odnosi porażkę. Diabelska strategia, przeciwna Bożej, polega na tym, aby ciągle czynił zło, zepsuć wszystko dobro we wszechświecie stworzonym przez Boga-Stwórcę. Stąd też zawsze istnieje „okno Boskich możliwości”, polegające na wyprowadzaniu dobra ze zła, a także „okno diabelskich możliwości”, polegające na czynieniu zła. Odnosi się to także do koronawirusa, którego to Rewolucja stara się wykorzystać jako „okno możliwości” w celu pogłębienia stanu niepewności. To zresztą podstawowa teza dwóch współczesnych, lewicowych przedstawicieli świata kultury, słoweńskiego socjologa Slavoja Žižka i francuskiego filozofa Edgar Morina.

W swojej książce „Virus. Catastrophe and Solidarity Žižek twierdzi, że w tej chwili dla Rewolucji Komunistycznej „wszystko jest możliwe, w jakimkolwiek kierunku, od najlepszego po najgorszy”, podczas gdy Morin w książce pt. „Switching Paths. The 15 lessons of the Coronavirus” twierdzi, że świat po koronawirusie może być „postapokaliptyczny lub być zwiastunem nadziei”. Dla obydwu wirus jest zdarzeniem niespodziewanym, które to musi zostać wykorzystane jako okno możliwości. Czyni to Rewolucja, dla przykładu ponownie odpalając teorię „Wielkiego Resetu”, egalitarnej eliminacji dzięki której powstać ma nowy, utopijny świat.

Klasu Schwab, niemiecki ekonomista i założyciel Światowego Forum Ekonomicznego (znanego także jako Forum w Davos), mówił 3 czerwca 2020 roku o „wielkiej szansie” na „wielki reset” po epidemii. Koncept „wielkiego resetu” nie narodził się wraz z koronawirusem. Od zeszłego roku w Watykanie na dzień 14 maja planowano szczyt Global Compact on Education, wydarzenie opierające się na idei ekologicznego i globalistycznego „wielkiego resetu”. Do tego szczytu nie doszło, ale został on raczej przełożony w czasie wskutek epidemii.

Bez względu na to, jakie jest pochodzenie wirusa, pewne jest to, że siły rewolucyjne starają się manipulować sytuacją na swoją korzyść. Istnieją tu zapewne różne linie, bowiem sam obóz rewolucyjny jest podzielony. Ostatecznym celem Rewolucji nie jest „nowy porządek świata”, tylko organizacja chaosu. Celem Rewolucji jest wywrócenie dzieła stworzenia i Odkupienia po to, by stworzyć społeczne panowanie demona, piekło na ziemi zapowiadające piekło wieczności, tak jak społeczne panowanie Chrystusa, cywilizacja chrześcijańska, stanowi prefigurację Królestwa Niebieskiego. Pod tym względem istotą rewolucji jest nieporządek, podczas istotą cywilizacji chrześcijańskiej jest porządek par excellence.

Słowo „pandemia”, pochodzące od greckiego „πάνδημος” (pándēmos – to, co interesuje wszystkich ludzi), bliskie jest słowu „pandemonium”, „wszystkie demony”, które tworzą greckie słowa „pân” (wszystkie) i „daimónion” (demon). Słowo „pandæmonium” ukute zostało przez angielskiego poetę Johna Miltona w jego książce „Raj utracony” w celu oznaczenia pałacu zbudowanego przez szatana w piekle. Pandemonium jest więc synonimem chaosu, chaosu diabolicznego zdającego się być głównym motywem rozwijającej się pandemii.

Utracona możliwość

Powinniśmy opierać się „wielkiemu resetowi” rewolucjonistów poprzez przeciwny mu „wielki reset”, oparty na powrocie do porządku – a nie na ustanowieniu nieporządku. Niestety, ludzie rządzący Kościołem nie dostrzegli tego „okna możliwości”, którym mógłby być dla nich koronawirus. Co powinny były zrobić władze Kościoła, a co powinni robić wszyscy katolicy stając w obliczu atakując nas pandemii?

Po pierwsze, Kościół powinien mówić o śmierci, grzechu, Bożym sądzie, a w ostatecznym rozrachunku: o wyborze, jaki kładzie przed nami Orędzie Fatimskie, o wyborze między nawróceniem a karą – indywidualną i zbiorową. Nie jest to zaskakujące, że współczesne społeczeństwo – niezdolne do odnalezienia jakiegokolwiek sensu życia – w obliczu choroby i śmierci popada w udrękę. Z drugiej strony, jesteśmy zaskoczeni milczeniem tych, którzy mają wszelką broń umożliwiającą pokonanie nie śmierci, lecz towarzyszącej jej udręki. Powinni oni przypominać, że śmierć i wszelkie zło trapiące ludzkość wynika z grzechu; że grzech publiczny jest cięższy od grzechu indywidualnego; że Bóg karze grzechy społeczne plagami, wojnami, głodem i katastrofami. Grzech pierworodny nie istnieje w wymiarze społecznym, istnieją jednak kolektywne grzechy ludzi, którzy do tego społeczeństwa przynależą. A Bóg każe i nagradza poszczególnych ludzi za życia i po śmierci, podczas gdy społeczeństwa każe i nagradza tylko w ziemskiej perspektywie, jako że nie posiadają one – w przeciwieństwie do człowieka – wiecznej egzystencji. Jeśli świat nie odpokutuje, a nade wszystko: jeśli ludzie Kościoła wciąż będą milczeć, kary, które początkowo wymierzane były w sposób łagodny, skazane są na coraz większą eskalację, aż po unicestwienie całych narodów, co Matka Boża zapowiedziała w Fatimie. Fatima nie jest apokaliptyczną narracja ludzkiego pochodzenia, tylko Bożym obwieszczeniem uznanym przez Kościół.

Czasy ostateczne

W pierwszych dniach roku 2021 horyzont spowija tajemnica, ale waga sytuacji religijnej, politycznej i społecznej prowadzi ku przekonaniu, że żyjemy w okresie końca czasu, o którym mówił św. Ludwik Maria Grignon de Montfort i inni święci. Nie są to dni poprzedzające nadejście antychrysta, tylko te poprzedzające triumf Niepokalanego Serca Maryi. Proroctwo fatimskie dodaje nam pewności, że nie żyjemy w epoce antychrysta, ponieważ Rosja się nawróci, światu dany zostanie czas pokoju. Nie wiemy, jak długo trwać będzie ten okres pokoju, ale mamy pewność, że pokój – pokój porządku naturalnego i chrześcijańskiego – jest częścią naszej przyszłości. Święty Pius X, który żył w strasznych czasach kryzysu modernistycznego, obawiał się, że w jego czasach wypaczenie rozumu było „początkiem zła zarezerwowanego dla dni ostatecznych” i że być może na świecie przebywa już „syn zatracenia”, o którym mówił Apostoł (zob. 2 Tes 2, 1-12).

Takie słowa papież skreślił w swej pierwszej encyklice „E supremi apostolatus cathedra” z 4 października 1903 roku, zanim jeszcze Matka Boża Objawiła się w Fatimie. Nie można jednakże ignorować obietnic fatimski, które nie dotyczą ani antychrysta, ani też końca świata, tylko triumfu Niepokalanego Serca i odrodzenia cywilizacji chrześcijańskiej. Między nadejściem antychrysta a triumfem Niepokalanego Serca Maryja istnieje zasadnicza różnica. Panowanie antychrysta będzie ostatecznym wyrazem zła w historii. Tego dnia szatan rządzić będzie światem, a imperium zła tak rozszerzy swe granice, że nie sposób będzie uciec, ukryć się przed radykalnym wyborem: za Chrystusem czy przeciwko Niemu. Sam Chrystus, u szczytu tych prześladowań, pokona antychrysta i objawi się triumfując w czasie Jego paruzji (Ap 6, 11). Przeciwnie, triumf Niepokalanego Serca Maryi jest wynikiem procesu historycznego, u którego końca różne narody czeka unicestwienie, Rosja wraz z innymi jeszcze narodami przyjmie prawdziwą wiarę katolicką, a nawrócenie to będzie spektakularne, bowiem Rosjanie jako naród byli zdominowani przez komunizm a dziś żyją w ułudzie religii prawosławnej. Matka Boża ujawniła siostrze Łucji że I i II wojna światowa były częścią tego procesu, który to wejdzie – nim jeszcze nastąpi epilog – w nowe konwulsje.

Istnieje także różnica między karą piekła, którą Matka Boża ukazała w pierwszej części Objawień Fatimskich, a oczyszczeniem narodów pojawiającym się w drugiej i trzeciej części tego przesłania. Kara piekła wymierzana duszom w chwili śmierci jest natychmiastowa i trwa na wieczność. Narody nie są wieczne, w ich przypadku kara miejsce ma w historii, po wydarzeniach dokładnie wskazanych przez Matkę Bożą: wojnie, głodzie, prześladowaniach Kościoła i papieża. Niektóre spośród tych wydarzeń mogą być katastrofami naturalnymi, zgodnymi z wolą Boga za pośrednictwem Jego Aniołów, będących wykonawcami boskich planów w historii. Inne z tych zdarzeń mogą pochodzić od człowieka, który własnymi rękoma przyczyni się do autodestrukcji.

Rewolucja, stopniowo zbliżając się do swego ostatecznego celu, sama się niszczy. Tak naprawdę, jeśli prawdą jest teza iż „im bliżej znajdujemy się przyczyny, tym bardziej doświadczamy jej skutku”, to prawdą jest także odwrotność tej tezy. Skoro u źródła Rewolucji leży pragnienie niszczenia, jej początkowy impet będzie się stopniowo zmniejszał, wraz z osiąganiem ostatecznych rezultatów. Dzieje się tak także dlatego, że zło – będące pozbawieniem bytności – nie może osiągnąć wygaszenia bytu, z którego to czerpie samo swe istnienie.

Na tym polega dramat zła: nie może zniszczyć ostatnich istniejących resztek dobra. Jego dynamika musi się zderzyć z tym, co w trakcie topienia – które to zło powoduje – pozostaje jednak w stanie stałym. Ten ostatni etap samozniszczenia, prowadzący dziś do erozji epoki, na której zbudowany jest Kościół, stanowi zatem śmierć rewolucji i zarodek przeciwnej jej zasady życia. To droga odbudowy wiary i moralności, prawdy i odpowiadającego jej porządku społecznego. Tą zasadą jest katolicka Kontrrewolucja.

„Czas buntu”

Rewolucja posiada jeden początek i jedną reżyserię, ale gdy zbliża się do końca swej drogi, staje się chaotyczna. Na końcu jest chaos, ale chaos ten jest także końcem Rewolucji. Wskutek zasady heterogenezy celu, każda historyczna odsłona Rewolucji odmieniała projekty jej architektów, przekształcając je w ich przeciwieństwo. Nawet projekt Republiki Powszechnej i „nowego porządku świata” przekształcany jest w scenariusz globalnego chaosu, który możemy już dostrzec. Szerzą się protesty i społeczne starcia, w perspektywie globalnego nieporządku mnożą się akty nieposłuszeństwa względem władzy.

Nocą 14 lipca 1789 król Ludwik XVI dowiedział się od diuka La Rochefoucauld-Liancourt o zdobyciu Bastylii. Król zapytał: „czy to bunt?”. „Nie Panie, to rewolucja” – odpowiedział La Rochefoucauld-Liancourt. Różnica wyłaniająca się z tej wymiany zdań między rewoltą a rewolucją nie jest antytezą. Każda rewolucja rodzi się z buntu leżącego w tendencjach człowieka. Niemniej, bunt przekształca się w Rewolucję wówczas, gdy staje się zorganizowany, posiadam program i kierunek. Gdy z drugiej strony Rewolucja traci umiejętność planowania, swą zdolność do kierowania sobą, dezintegruje się i cofa do poprzedniego stanu, do wielości buntów połączonych poprzez pathos zniszczenia. Igor Safarevic udokumentował ducha śmierci i zniszczenia, przesycającego większość socjalistycznych teorii i ruchów, stanowiąc ich wewnętrzny impuls. „Śmierć człowieczeństwa jest nie tylko przewidywalnym efektem zwycięstwa socjalizmu, stanowi ona zasadniczy cel socjalizmu”.

Obecny czas to czas buntów, bowiem Rewolucja znajduje się w stanie kryzysu. Buntownikami są ekologowie, pacyfiści, antyrasiści, wojujący przedstawiciele LGBT, Indignados, Black Lives Matter, cyberaktywiści – jako że nie udało im się zrealizować ich projektów, obrali drogę permanentnej wojny. Na początku XXI wieku marksistowski filozof Toni Negri w książce „Impero” domagał się „ciągłej wojny globalnej”, prowadzonej nie tylko przeciwko państwom narodowym, ale również przeciwko międzynarodowym korporacjom, ONZ, Bankowi Światowemu, Klubowi w Davos. Dziś Diego Fusaro wzywa „buntowników” z lewicy i z prawicy do rozpoczęcia buntu. Jego książka opatrzona została wymownym tytułem: „Welcome back Marx and Antonio Gramsci. The Passion of Being in the World”. W przypadku prezentowanych przez niego przekonań nie ma dwuznaczności. Jego ostatnia książka – „Think Otherwise. The Philosophy of Dissent – stanowi apologię buntu i rewolucyjnego niezadowolenia.

Czym jest bunt? Fusaro tłumaczy w ten sposób: „Rewolucja i rebelia, odstępstwo i protest, rewolta i bunt, antagonizm i niezgoda, strajk i nieposłuszeństwo, opór i sabotaż, kontestacja i powstanie, guerilla i insurekcja, agitacja i bojkot – to wszystko zmienne kształty buntu”. Fusaro chwali wielkich buntowników historii sprzeciwiających się porządkowi: Prometeusza, Spartakusa, Lutra, anabaptystów, Giordano Bruno, aż po Marksa, Lenina, Martina Luthera Kinga, Che Guevarę i No Globals. Historia ludzkości – jak twierdzi – rozpoczyna się od buntu Adama i Ewy względem Boskiego nakazu, który zabrania im skosztowania owocu z drzewa wiedzy. „Ten pierworodny bunt, choć miał on tak wielkie konsekwencje, umożliwił człowiekowi stanie się autentycznym człowiekiem, autonomię i wolność »faber fortunae suae«, wyższą względem wszelkich innych istot, jako że on sam może w sposób wolny samookreślić się poprzez odpowiedzialne działanie”.

Adam i Ewa– jak twierdz Fusaro – tak jak i Prometeusz „nigdy nie przestaną nas uczyć wagi sprzeciwu, preferując związany z tym stan udręki i cierpienia (…) jako przeciwieństwa poddania pozbawionego wysiłku i trudu”. To straszne słowa. Fusaro unika stwierdzenia, że pierwszym wielkim buntownikiem, który zainspirował Adamę i Ewę, jest ojciec wszelkiego buntu względem stworzonego porządku – Lucyfer. Lucyfer wybrał wieczne cierpienie zamiast zależności względem własnego Stwórcy. Lepsze cierpienie i śmierć niż posłuszeństwo – na tym polega przesłanie Fusaro, będącego zresztą jednym ze znanych reprezentantów techno-kapitalistycznej teorii spiskowej. Fusaro roznieca bunt przeciwko techno-kapitalizmowi w imię „filozofii praktyki”.

Światło Fatimy w ciemnościach nocy

Żyjemy w epoce chaosu, mamy jednak pewność: nic, co się dzieje, nie jest przypadkowe, wszystko zależy od Bożej Opatrzności. Jej zamierzenia są nieprzeniknione, są jednak nieomylnie realizowane. Bóg, poprzez pośrednie przyczyny, określa bieg przyczyn i skutków w naszym życiu i w historii.

Nie wiemy, czy COVID-19 jest pochodzenia naturalnego czy laboratoryjnego. Co jest jednak pewne, to to, że każda katastrofa spadająca na człowieka jest karą, a kary spadające na ludzkość odrzucającą pokutę został zapowiedziane przez Matkę Bożą w Fatimie. Negowanie tego, że koronawirus jest karą za grzechy, byłoby nie tylko negowaniem Orędzia Fatimskiego, ale i wyznaniem praktycznego ateizmu. A w ostatecznym rozrachunku: bluźnierstwem.

Bluźnierstwo zostawmy światu, tak jak to bluźnił Wolter w czasie, gdy w 1775 roku Lizbonę nawiedziło trzęsienie ziemi. My kierujemy wzrok w stronę Cova da Iria, gdzie w roku 1917 Matka Boża powierzyła małym pastuszkom przesłanie tragedii i nadziei dla ludzkości. Filozofii buntu, niezadowolenia, filozofii Rewolucji, której pierwszym inspiratorem jest demon, opieramy się filozofią posłuszeństwa prawu Bożemu, szarganemu na całym świecie. Ze względu na to najwyższe posłuszeństwo gotowi jesteśmy zerwać z posłuszeństwem człowiekowi, nawet względem ludzi Kościoła, o ile wymagać będą tego poważne okoliczności. Jeśli do tego jednak dojdzie, to uczynimy to ze smutkiem, z szacunkiem, odnawiając ducha posłuszeństwa Bogu i Bożym prawom; odnawiając naszą miłość względem Kościoła i bliźniego.

Kochamy porządek i walczymy z nieporządkiem. Nasza walka z nieporządkiem nazywana jest Kontrrewolucją, ruchem przywracającym, odnawiającym porządek. Porządkiem, który chcemy odnowić, jest cywilizacja chrześcijańska, obraz i ziemskie odbicie raju. Matka Boża Fatimska nadała imię zwycięstwu Kontrrewolucji – to Triumf Jej Niepokalanego Serca. To nasza perspektywa na rok 2021, jak i na całe życie. Aby przyśpieszyć ten triumf, apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli – w roku w którym obchodzimy 450-tą rocznicę zwycięstwa pod Lepanto; roku szczególnie poświęconym świętemu Józefowi, obrońcy Kościoła i Kontrrewolucji.

Przesłanie Fatimskie jest światłem prowadzącym nas w czasie koronawirusa. Światło Fatimy, światło rozpraszające wzrok, nieskalane; światło poranka: prosimy Cię o to, byś objaśniało naszą drogą pośród ciemności nocy.

Roberto de Mattei
2 stycznia 2021
Fundacja Lepanto

https://www.pch24.pl/roberto-de-mattei–rok-2021-w-swietle-objawien-fatimskich-i-prawego-rozumu,81079,i.html

Dodaj komentarz