Kryzys prawdy – Kaziutek

Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?» Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu». Rzekł do Niego Piłat: «Cóż to jest prawda?» To powiedziawszy wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: «Ja nie znajduję w Nim żadnej winy. (J. 18, 37-38).

Pewnego razu król zebrał kilku ślepców wokół słonia i kazał im opowiedzieć, jaki jest słoń. Jeden z nich dotknął kła i powiedział, że słoń jest podobny do ogromnej marchwi. Inny dotknął ucha i stwierdził, że jest jak wielki wachlarz, któryś dotknął tułowia i powiedział, że jest podobny do tłuczka. Jeszcze inny, który dotknął nogi słonia rzekł, że jest on jak moździerz, a ten który uchwycił ogon, stwierdził, że słoń jest podobny do liny. Żaden z nich nie był w stanie określić królowi prawdziwego kształtu słonia. (Ślepcy i słoń – Mahaparinirwana Sutra).                                                           

Ponad sto lat temu amerykański poeta przedstawił tą buddyjską sutrę w formie wiersza.

Żyło raz sześciu w Hindustanie

Ludzi ciekawych niesłychanie

I chociaż byli ślepi,

Wybrali kiedyś się na błonie,

 Aby zapoznać się ze słoniem

I umysł swój pokrzepić.

Każdy z nich chwycił inną część ciała słonia, a następnie opisał pozostałym, co odkrył. Każdy opisał prawdę. A ponieważ prawda każdego z nich opierała się na osobistym doświadczeniu, każdy upierał się przy swoim.

Poeta kończy swój wiersz słowami:

I żaden ze ślepców tych aż do dziś                                                                                               

 Nie chce się z innym ślepcem zgodzić,                                                                                           

Część prawdy tylko znając;                                                                                                

Każdy przy swojej trwa opinii,

Każdy ma rację swą jak inni,                                                                                                     

Lecz wspólnie jej nie mają!

Powróćmy do Piłata i jego pytania o prawdę. Jeśli nie ma prawdy, to nie ma i winy. Zatem wniosek jest prosty: każdy zasługuje na krzyż zarówno winny jak i niewinny. Nie ma różnicy. Jest tylko jeden argument: argument siły. Można skazać na śmierć każdego. O tym kto „zasługuje” decyduje siła. Jeśli nie ma prawdy… Cóż to jest prawda? – pytał Piłat.

Tak jak za czasów Chrystusa, tak i dzisiaj prawda nie jest uznawana za wartość istotną, ani za jakąkolwiek wartość w życiu ludzkim.

Oddajmy głos ks. Popiełuszce: Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie protestujemy, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym (Kazanie z 31 X 1982 r.).

Dziś wielu ludzi wątpi w istnienie prawdy uniwersalnej i absolutnej. Sceptycy twierdzą, że nawet jeśli obiektywnie prawda istnieje, to nie można jej poznać. Zwolennicy relatywizmu zaś stwierdzają, że prawda uniwersalna i absolutna w ogóle nie istnieje. Tak łatwo przychodzi nam zwolnić się z obowiązku i trudu poszukiwania prawdy, zwłaszcza tej prawdy, która ma wpływ na nasze życie osobiste i społeczne. Człowiek ucieka od prawdy i nie zastanawia się nad swoim stosunkiem do prawdy, gdyż boi się konsekwencji. Taka postawa ma ogromne wsparcie w relatywizmie i permisywizmie moralnym. Stwierdzić zatem można, że wszystko jest względne i każdy może mieć swoją własną moralność, taką jaka mu odpowiada.

Tu wchodzimy na teren tolerancji, gdzie każdy może przyjąć postawę rzekomego szacunku do drugiego człowieka, stwierdzając: „ty masz swoją prawdę a ja mam swoją” i ja już za ciebie i twoje czyny nie odpowiadam. Słyszysz? Gdzieś z dali płynie szept: „róbta co chceta”. Tak rodzi się skrajny indywidualizm i relatywizm prowadzący na fałszywe ścieżki wolności, wolności poza prawdą.

Taka postawa jest efektem zagubienia religijnego zmysłu i niewiary w Boga. Skrajna postawa ateistyczna prowadzi do zanegowania prawdy o Bogu, a idąc dalej do sądu nad Bogiem i do walki z Nim. Odrzucając Boga jako fundament swojego życia człowiek odrzuca także istotę prawdy o sobie i o swoim ostatecznym przeznaczeniu, znika też stały punkt odniesienia i wszystko przybiera znamiona względności. Koncepcja życia oparta na relatywizmie moralnym jest tożsama z odrzuceniem Boga jako najwyższego prawodawcy. Do naszych uszu dociera podszept szatana z rajskiego ogrodu: „… wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». (Rdz. 3, 5).

Jeśli twierdzi się, że nie ma obiektywnej prawdy, nie ma obiektywnej hierarchii wartości, to wszystko jest względne, a dobro i zło moralne ludzkich czynów zależy jedynie od sytuacji, a każda zaś sytuacja może mieć różną ocenę moralną. Efekt jest taki, że nie można stawiać drugiemu człowiekowi żadnych wymagań, co prowadzi do permisywizmu moralnego. Ten kto stawia wymagania moralne jest wrogiem stojącym na drodze do wymarzonego szczęścia.

Istotnym zagrożeniem związanym z kryzysem prawdy jest też nihilizm. Ta postawa prowadzi w konsekwencji do odrzucenia wszelkich fundamentów, do odrzucenia sensu życia, albowiem nie istnieje nadzieja ani też możliwość osiągnięcia prawdy obiektywnej. Wszystko jest względne, nie ma nic, co by było pewne, na czym można by oprzeć życie, nie ma norm moralnych ani żadnych innych. Zatem nie należy podejmować żadnych trwałych zobowiązań, decyzji, ponieważ wszystko jest ulotne, niepewne, tymczasowe. To prowadzi do utraty sensu i celu życia, niemożności podjęcia odpowiedzialności za miłość na drogach wierności. Skoro wszystko jest względne i ulotne to po co się zobowiązywać do wierności.

Jest jeszcze jedno niewłaściwe podejście do prawdy, to ludzie twierdzący, że to jedynie oni są posiadaczami prawdy. Taką postawę nazywamy fundamentalizmem. O taką postawę w zakresie moralności oskarżają Kościół zwolennicy relatywizmu.

Kryzys związany z prawdą znajduje swoje odbicie w manipulacji prawdą. Prawdę próbuje się przedstawiać w ramach ideologii lub komercji. W narracji medialnej liczy się jedynie określona przez rząd lub właścicieli szeroko pojętych mediów ideologia a nie prawda. Chodzi zawsze o zwycięstwo określonej ideologii. Również, kiedy środki masowego przekazu traktuje się jako źródło dochodu, prawda przestaje się liczyć. Liczy się nie to czy dana informacja jest prawdziwa, ale jedynie czy się dobrze sprzedaje. Wykorzystując propagandę i inżynierię społeczną narusza się wolność człowieka sprowadzając go do roli przedmiotu. Bierność społeczeństwa, brak krytycyzmu, świadomości, że zostaje naruszona wolność odbiorcy jeszcze bardziej wzmacnia działanie i wpływ manipulacji i tuszowania prawdy.

Usłyszałem kiedyś bajkę nie bajkę, jak to młody adept sztuki diabelskiej został wysłany na ziemię by uczyć się kusić i zwodzić ludzi. Trudził się nieborak co nie miara. Ale pewnego dnia wraca z krzykiem do piekła. „Lucyferze, Lucyferze!” woła przerażony. Kiedy stanął przed obliczem Lucyfera wykrzyknął: już po nas, przegraliśmy, piekło skończone. Co się stało, zapytał Lucyfer? Otóż – mówi diabełek- Anioł zstąpił z nieba i rozdaje ludziom prawdę a oni ją biorą do domów i nią żyją. Lucyfer chwilę się zadumał i rzekł: nie martw się. Damy ludziom prasę, radio, telewizję, Internet a diabli prawdę wezmą.

I co, nie wzięli???

Autor – Kaziutek


Dodaj komentarz