Kard. George Pell – Czy demokracja musi być laicka?

Terminu demokracja laicka używam celowo, ponieważ demokracja nigdy nie występuje bez określenia. Przyzwyczailiśmy się już mówić o „demokracji liberalnej”, która w obecnym rozumieniu jest synonimem demokracji laickiej; w Europie są (albo były) partie opowiadające się za „demokracją chrześcijańską”; ostatnio zaś postawiono sobie pytanie o możliwość funkcjonowania „demokracji islamskiej” i o to, jaki przybrałaby kształt. Te epitety odnoszą się nie tylko do tego, w jaki sposób demokracja ma być stanowiona, ale do tego, jakiej koncepcji moralności ma w założeniu służyć. Odnosi się to nawet, a może przede wszystkim, do demokracji laickiej, która zdaniem niektórych komentatorów – takich jak na przykład John Rawls – nie powinna służyć żadnej. W encyklice Evangelium Vitae papież Jan Paweł II wypowiada się dokładnie na ten temat, gdy przekonuje, że „jako taka jest środkiem do celu, a nie celem. Charakter „moralny” demokracji nie ujawnia się samoczynnie”, ale zależy od „moralności celów, do których zmierza, i środków, jakimi się posługuje (…).Wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera.”[9] Demokracja sama w sobie nie jest dobrem. Jej wartość jest instrumentalna i zależy od celów, którym służy.

Podejmuje się czasem próbę ominięcia tego problemu wprowadzając rozróżnienie między demokracją proceduralną i demokracją normatywną. Wymagania demokracji proceduralnej są minimalistyczne: demokracja powinna stanowić jedynie „mechanizmem empirycznej regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń”. Nie ma wątpliwości, że jest to jedno z zadań demokracji, ale jak wskazuje papież, jeśli nie opiera się ona na prawie moralnym, w systemie, w którym decyduje większość przeważą racje „silniejszych, gdyż potrafią oni skuteczniej sterować nie tylko mechanizmami władzy, ale także procesem kształtowania się zgodnej opinii.” Zdaniem papieża, jeśli demokracja jest tylko proceduralna, „łatwo staje się pustym słowem”.[10]

Mówienie jednak o demokracji normatywnej, szczególnie, gdy czyni to biskup katolicki, w niektórych kręgach wywołuje panikę, a w innych drwiny. U podłoża takich reakcji kryje się wiele rzeczy, wśród których istotne są pewne ideologiczne przekonania dotyczące laicyzmu. Najważniejszy jednak ze wszystkiego jest brak wyobraźni. George Weigel zauważył ostatnio, że istnieje pilna potrzeba stworzenia katolickiej teorii demokracji.[11] Dla niektórych może to oznaczać jedynie teokrację z biskupami występującymi w roli przewodniczących partii i obywatelami pozbawionymi prawa by samodzielnie myśleć i wypowiadać własne sądy. Dla innych katolicka demokracja jawi się jako sprzeczność, ponieważ zakłada się, że katolicyzm i wolność nie idą w parze. Według Richarda Rorty’ego demokracja to „niekończące się, pączkujące urzeczywistnianie wolności”. [12] Nadanie demokracji katolickiego lub chrześcijańskiego charakteru może tylko zakończyć ten proces pączkowania. Demokracja może być jedynie tym, czym jest teraz: nieprzerwanym ciągiem łamania moralnych uprzedzeń i społecznych tabu w pogoni za absolutną autonomią jednostki.

I tu napotykamy na paradoks. Gdy dochodzimy do tematu samorealizacji, natrafiamy na mit, że nie istnieje prawie nic, czego nie można by robić albo pragnąć. Naszej woli nie stawia się żadnych ograniczeń. Gdy przychodzi do organizowania wspólnoty, do budowania społeczeństwa i wybierania sposobu rządzenia, mamy bardzo ograniczony zasób pomysłów. Przez wieki istniały na świecie różnego rodzaju monarchie i republiki, dyktatury, tyranie, a teraz demokracja laicka. Co jeszcze mogłoby być? Nie umiemy sobie wyobrazić niczego innego niż to, co teraz mamy, za wyjątkiem dyktatury. Nieograniczone pragnienia i ograniczona wyobraźnia tworzą kolejny dowód na to, że sytuacja w której się obecnie znaleźliśmy jest dziwna.

Czytaj więcej na: http://christianitas.org/news/czy-demokracja-musi-byc-laicka/?fbclid=IwAR0SctU-iB7cVSnmWQ2izTUkPr7jxDQhq9MgnOZoB_Oam0pqtY4SghI0wTc

fot. Fabio Frustaci/EIDON/MAXPPP/Forum

Get involved!

Comments

No comments yet