Weterynarze przerywają milczenie w sprawie fałszywych przyjaciół zwierząt

Weterynarze związani z Inspekcją Weterynaryjną jednoznacznie poparli odważne stanowiska ministra Bogdana Konopki, Głównego Lekarza Weterynarii, który polecił wszystkim wojewódzkim jednostkom Inspekcji Weterynaryjnej, aby każdy powiatowy lekarz weterynarii współpracował z policją, nadzorując, coraz częściej kontrowersyjne, interwencje organizacji prozwierzęcych. Te coraz częściej imitują organy państwowe, posługują się mundurami, wydają pseudo-decyzje, same wystawiają sobie legitymacje i tytułują się „inspektorami ds. ochrony zwierząt”.

Weterynarze murem za zwierzętami, ale też ludźmi

Przedstawiciele Inspekcji Weterynaryjnej, szeregowi pracownicy Powiatowych Inspektoratów Weterynarii popierają stanowisko wyrażone w piśmie Głównego Lekarza Weterynarii odnośnie konieczności uczestniczenia wraz z Policją w interwencjach podejmowanych przez organizacje prozwierzęce – mówi w rozmowie ze Światem Rolnika pani Sara Meskel, przewodnicząca Ogólnopolskiego Zwiazku Zawodowego Inspekcji Weterynaryjnej.

W naszej opinii koniecznym jest odgórne uregulowanie zasad współpracy z fundacjami i stowarzyszeniami tak, żeby Powiatowy Lekarz Weterynarii i inni weterynarze posiadali wiedzę odnośnie organizacji działających na danym terenie i znali personalia upoważnionych przedstawicieli organizacji społecznych, których statutowym celem jest ochrona zwierząt. Jednocześnie posiadamy wiedzę, że w nie wszystkich powiatach prowadzone są takie akcje organizacji naruszające mir domowy i wiemy, że wiele fundacji i stowarzyszeń już współpracuje z Inspekcją Weterynaryjną i Policją, dlatego nie obawiamy się drastycznego zwiększenia obowiązków – dodała.

Podobnego zdania jak Sara Meskel ze związku zawodowego weterynarzy jest Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego, który zwrócił uwagę na pochopne dysponowanie 1 proc. i darowiznami.

Od wielu lat zajmuję się psami rasowymi, jako hodowca, organizator wystaw, szkoleń, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby uzurpować sobie prawo do orzekania odnośnie stanu zdrowia. Z kolei młodocianym pseudo-inspektorom ds. zwierząt wygłaszanie diagnoz medycznych podczas swoich interwencji, że chora skóra, że przetłuszczenie, że zapalenie spojówek, przychodzi z ogromną łatwością. Siły dodają im fakt przebrania w chińskie mundurki imitujące uniformy jakichś służb państwowych i teczki z własnymi decyzjami o odbiorze zwierząt przybitymi pieczątka z kartofla. Warto jednak podkreślić, nie wszystkie organizacje prozwierzęce działają bezprawnie i – mówiąc wprost – okradają hodowców, często dla własnego zysku. Mało tego, większość organizacji lokalnych to pasjonaci czworonogów. Dlatego uważajmy komu oddajemy 1 proc. podatku czy przekazujemy inne datki. Lepiej jakiejś znanej nam lokalnej organizacji niż szumnie nazywającej się pogotowiem, strażą czy inspektoratem samozwańczym tzw. przyjaciołom zwierząt – powiedział Piotr Kłosiński.

Do bezprawnych interwencji odniosła się także liderka związku zawodowego weterynarzy

Mamy świadomość tego, że niektóre organizacje wchodzą bez powiadomienia jakiejkolwiek instytucji, odbierają zwierzęta wymuszając zrzeczenia, nie powiadamiają urzędów gminy oraz organów ścigania o rzekomym znęcaniu się nad zwierzętami i mamy nadzieję, że niebawem nastąpi zmiana prawa, która będzie szanowała prawa obywateli i zwierząt.

Poza porozumieniem, które zawarli weterynarze i Policja, sprawa bezkarności animalsów miała być w tym roku uregulowana ustawowo.

Propozycje zmian prawa znajdują się w ministerstwa rolnictwa, były proponowane i mocno hejtowane przez część organizacji prozwierzęcych. Prawo należy wzmacniać tam, gdzie pomoże ono zwierzętom i tam, gdzie obroni ludzi przed bezprawiem ekstremistów i biznesmanów „prozwierzęcych”. Bez wątpienia prawo nie może wspierać biznesów robionych na bezprawnym zabieraniu zwierząt. W grę wchodzą miliony złotych, stąd taka agresja z powodu próby zmian zapisów Ustawy o ochronie zwierząt – powiedziała Maria Sowińska.

Weterynarze głosem ministra Konopki powiedzieli „basta” przebierańcom

weterynarze przestrzegaja przed przebierancamiDebatę nt. przekraczania swoich uprawnień przez członków organizacji prozwierzęcych wywołał ostatnio list Bogdana Konopki, Głównego Lekarza Weterynarii skierowany do wszystkich Wojewódzkich Lekarzy Weterynarii, w którym mowa o współpracy jaką zawrzeć muszę weterynarze i policja oraz funkcji kontrolnej państwa nad samozwańczymi interwencjami animalsów.

Ostatnio coraz częściej pojawiają się sygnały dotyczące nieuprawnionych działań przedstawicieli niektórych organizacji. Dokonują oni odbioru zwierząt nawet wówczas, gdy nie jest zagrożone życie lub zdrowie tych zwierząt, używając metody przymusu i presji celem wtargnięcia na prywatne posesje, łamiąc przy tym prawo ochrony miru domowego. W celu uwiarygodnienia swoich poczynań i nadania im w sposób nieuprawniony urzędowego charakteru, przedstawiciele takich organizacji posługują się sporządzonymi przez siebie dokumentami, takimi jak legitymacja służbowa, upoważnienie, postanowienie czy decyzja.

Twierdził, że „powiatowi lekarze weterynarii powinni uczestniczyć we wszystkich interwencjach, o których zostali poinformowani przez funkcjonariuszy Policji” – informował min. Konopka.

„Świat Rolnika” informował niedawno, że organizacje prozwierzęce nagminnie nadużywają art 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt, który w sytuacjach zagro16żenia życia i zdrowia zwierzęcia pozwala je odebrać tymczasowo, a następnie nakazuje dokonanie wszystkich formalności, co zazwyczaj nie ma miejsca. Analizując interwencje kontrowersyjnych organizacji, okazuje się, że niemal wszystkie polegają na odbiorze zwierząt w trybie nadzwyczajnym, bez obecności policji i powiatowych lekarzy weterynarii, nie mówiąc o decyzji wójta czy burmistrza, którą przewiduje prawo w sytuacji zwyczajnej (art. 7 ust. 1 Ustawy o ochronie zwierząt).

Robert Wyrostkiewicz

  • fot. collage freepik.com/ALF
  • źródło: swiatrolnika.info

Get involved!

Comments

No comments yet