Nieocenzurowany wywiad z Janem Krzysztofem Ardanowskim

Szanowni Państwo, Pragnę zamieścić do Państwa wiadomości pełen tekst wywiadu, jakiego udzieliłem portalowi Niezależna.pl.

Uległem namowie dziennikarza, który stwierdził, upewniając mnie nie tylko w rozmowie, ale także stosownym SMS-em, że autoryzowana przeze mnie wypowiedź będzie w całości, bez poprawek. W rzeczywistości zamieszczono tylko fragment tekstu, pomijając najważniejsze części dotyczące zasadności zachowań Posłów i Senatorów, którzy zagłosowali przeciwko ustawie o ochronie zwierząt.

Do tekstu dołączono również wypowiedzi p. Marka Suskiego, które miały jednoznacznie zasugerować czytelnikom, że mój sprzeciw wynika z moich ambicji i chęci ochrony interesów. Cóż, każdy ocenia po sobie. Pan Suski insynuuje, że: „Pan Ardanowski – jak widać – szuka swojej drogi. Z tego, co mówi, to zdaje się, że mentalnie już rozstał się z naszym ugrupowaniem, a – jak widać – chce uczestniczyć w polityce i odgrywać jakąś rolę, więc dokonuje wyboru budowania jakiegoś swojego ugrupowania. (…) Nie wiem, czy to jest najlepsza metoda na służenie Polsce, ale jak widać, może to jest dobra metoda na służenie sobie samemu”.

Krytyczną ocenę moich zachowań w obronie wsi z ust tego wybitnego intelektualisty, altruisty o szerokich horyzontach i wiedzy, przyjmuję, oczywiście, do wiadomości, ale jednak ocena ze strony świata rolniczego pozostaje dla mnie ważniejsza.

Nie chodzi jednak o wypowiedź jednego z polityków, który mówi zresztą to, czego można się po nim aż do bólu spodziewać, ale o zachowanie Niezależnej.pl. Nigdy bym się nie zgodził na wypowiedź, która nota bene została niezwłocznie usunięta ze strony, wiedząc o tym, że będzie zmanipulowana.

Przepraszam, że tą drogą muszę bronić prawdy w przekazywaniu moich poglądów. Pozdrawiam wszystkich walczących o dobro Polski i tak Jej potrzebnej nowoczesnej, zamożnej, patriotycznej wsi. Szczęść Boże!


Posłowie i Senatorowie, którzy wykazali się rozsądkiem, odpowiedzialnością i odwagą, głosując przeciw szkodliwej dla Polski ustawie, ratują resztki wizerunku PiS na wsi, pokazują, że w tej partii, tak dla Polski ważnej, są jeszcze ludzie myślący, a nie tylko słuchający poleceń. No chyba, że chce się mieć tylko żołnierzy wykonujących rozkazy.

Tym Posłom i Senatorom należy się szacunek i przeprosiny, a nie kary i upokorzenia. Zachowali się po prostu przyzwoicie.

Jak pan ocenia wczorajsze głosowanie w Senacie, dotyczące nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt? Czy przyjęte przez izbę wyższą parlamentu poprawki w istotny sposób zmieniają treść tej ustawy?

– Owszem zmieniają. One w części poprawiają ustawę. Oczywiście jej podstawowych mankamentów nie eliminują, ale dołożenie np. czipowania zwierząt domowych jest absolutnie potrzebne. Ono powinno się znaleźć się w ustawie wyjściowej, tylko, że ta ustawa miała jakiś inny cel ukryty, a nie poprawienie dobrostanu zwierząt. Ta poprawka jest przeze mnie oceniana bardzo dobrze. Tę poprawkę zgłosił senator Marek Borowski.

Po prostu żałuję, że dobrych rozwiązań nie zaproponowało Prawo i Sprawiedliwość, tylko zgłasza to senator wybrany z list Koalicji Obywatelskiej. Mnie ten pan kojarzy się jednoznacznie ze słusznie minioną przeszłością, ale ta poprawka jest absolutnie potrzebna. Również wydłużenie vacatio legis jest potrzebne, bo czym dłuższe, tym lepsze. Ono nie znosi wady podstawowej, czyli zakazu uboju rytualnego bydła, a to jest dla Polski sprawa kluczowa, bo dotyczy ok. 350 tys. gospodarstw.

W Polsce hodowla bydła mięsnego jest skoncentrowana w małych gospodarstwach. 90 proc. bydła mięsnego w Polsce jest hodowana w gospodarstwach mniejszych, chłopskich, które mają do 50 sztuk [bydła-red.]. To jest ta esencja polskiego rolnictwa. I tutaj zakaz uboju na eksport jest czymś absolutnie szkodliwym. Drobiarze, ustami największych graczy na ty rynku – głownie pana Goździkowskiego, który na zakazie uboju rytualnego drobiu straciłby bardzo dużo, bo zainwestował w to – swoje ugrali. I tam interes tych koncernów drobiarskich został uwzględniony, a tych polskich rolników, jak mówiłem ok. 350 tys. gospodarstw został zlekceważony.

A wydłużenie vacatio legis?

– Ja to popieram. Dwa i poł roku dla eliminacji futerkowych [hodowli zwierząt futerkowych-red], to krótko, ale to już jest jakiś czas na ogarnięcie, szukanie jakiejś nowej produkcji i 5 lat na zakaz uboju koszernego i halal na wołowinę – to są dobre rozwiązania. Okazuje się jednak, że poprawki Senatu „wiążą ręce”, bo jeżeli zostaną odrzucone poprawki dotyczące terminów, to obowiązuje – i to jest ścisła zasada – zapis wyjściowy, ten który z Sejmu wyszedł, czyli 30 dni na wejście w życie i jak to młodzież mówi – „po ptokach”, czyli coś absolutnie głupiego. Od początku mówiłem, że tą ustawę najlepiej by było w Senacie po prosu odrzucić i rozpocząć uczciwą pracę, przez rząd, nie przez żadną grupę posłów, nad ustawą która kompleksowo regulowałaby ochronę zwierząt w Polsce.

A co pan myśli o powołaniu państwowej Inspekcji Ochrony Zwierząt, zamiast proponowanych początkowo specjalnych uprawnień dla organizacji pozarządowych organizacji, które zajmują się statutowo ochroną zwierząt?

– Znakomitym rozwiązaniem jest rozprawienie się z eko-terrorystami , tymi, którzy udając organizacje dbające o zwierzęta rościli sobie prawo i żądali rozszerzenia tego prawa, o wchodzenie do mieszkań, domów i gospodarstw, jeszcze dodatkowo pod ochroną policji, która miała pacyfikować właścicieli odbieranych zwierząt. Uważam, że zaproponowana przez rząd służba „Państwowa Inspekcja Ochrony Zwierząt” jest w tej chwili niepotrzebna, dlatego, że jest kosztowna. Powołanie nowej inspekcji jest ogromnym zabiegiem prawnym, organizacyjnym i finansowym. Od dawna postulowałem, że trzeba wzmocnić kadrowo Inspekcję Weterynaryjną, która już ma lokale, ma swoje biura. Ta instytucja jest jedną z najważniejszych w Polsce, która dba o bezpieczeństwo żywności oraz zdrowie i warunki utrzymania zwierząt. Wydaje mi się, ze właśnie tzw. organizacje pro-zwierzęce, które chciały „zbijać interes” na ochronie zwierząt były twórcami tej ustawy.

Wspomniał pan, że w zasadzie powinno się tą ustawę „wrzucić do kosza” i rozpocząć pracę nad rządowym projektem od początku. Okazało się, że piętnastu posłów (włącznie z panem) i co najmniej siedmiu senatorów PiS podziela pana zdanie. Zgodnie z zapowiedziami władz Prawa i Sprawiedliwości, mogą ich wszystkich spotkać surowe konsekwencje, włącznie z wykluczeniem z partii. Co pan na to?

– Wygląda na to, że nastąpiła głęboka metamorfoza również w klubie PiS-u. Straszenie nikogo już specjalnie nie rusza. Kary partyjne mało kogo już interesują. Proszę zauważyć, że przeciwko tej ustawie, podobnie jak w Sejmie, są przede wszystkim senatorowie, którzy znają się na tym, których nikt o nic nie pytał przy zgłaszaniu tej ustawy. Ci senatorowie reprezentują środowiska wiejskie, czy też polskie rolnictwo. Jestem pełen szacunku dla nich, podobnie jak dla tych piętnastu posłów, którzy zostali w klubie zawieszeni. Pokazali swój charakter i to, że nie godzą się na sytuację, gdzie w sprawach dotyczących absolutnie światopoglądu, etyki, ktokolwiek może narzucać jakąkolwiek dyscyplinę.

Po wczorajszym głosowaniu w Senacie rozmawialiśmy z kilkoma parlamentarzystami Prawa i Sprawiedliwości, którzy sygnalizowali nam pomysł utworzenia kola poselskiego, które mogłoby być ewentualnie zalążkiem przyszłego obozu prezydenckiego. Czy pana zdaniem takie koło ma szansę powstać?

– Ja tak daleko bym się nie posuwał, natomiast upokorzeni posłowie i senatorowie, których się jeszcze wbrew jakiejkolwiek refleksji nad tym, co się wydarzyło, w dalszym ciągu straszy, muszą i będą szukać jakiejś własnej drogi. Ja nie animuję tego, w żaden sposób do tego nie zachęcam, ale sytuacja jest naprawdę trudna. Każdy z nas jest samodzielnym politykiem, jest dorosłym człowiekiem, który poświęcił swoje życie, lata pracy, na służbie dla Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli ja miałem prawie 80 tys. głosów, to także dzięki tym moim głosom, temu wynikowi, jest przewaga w Sejmie, tych paru głosów, które dają władzę Prawu i Sprawiedliwości. Wolałbym, żebyśmy z klubu nie zostali wyrzuceni, ale klub musi przewartościować swoje podejście i zgodzić się na silną grupę rolną, wiejską – może trzeba ją nazwać frakcją – nie wiem, ale musi być respektowana zasada, że nic nie można decydować o sprawach wsi w najbliższych latach , bez tych parlamentarzystów, którzy wieś reprezentują.

Czyli potwierdza pan, że opcja powstania takiej – jak pan to nazwał frakcji, koła poselskiego – jest brana pod uwagę?

– Przecież to jest naturalne, bo każdy wie w jakiej sytuacji upokorzenia i straszenia został postawiony. Uważam, że w polityce lojalność, obowiązuje wobec Polski i tych, którzy na nas głosowali. PiS popełni historyczny błąd, jeżeli zdecyduje się siłowo rozprawić się z posłami i senatorami [którzy nie zagłosowali zgodnie z rekomendacją PiS-red]. Skoro jednak nie idzie w żaden inny sposób dotrzeć do rozumu i do sumień kierownictwa PiS-u, które tą ustawą pokazało całkowity brak wiedzy na temat spraw wsi, to może jedyne wyjście, to jest stworzenie jakiejś struktury w Sejmie, która sprawi, że wtedy trzeba będzie – biorąc pod uwagę arytmetykę sejmową – przyjść i zacząć rozmawiać. Oby do tego nie doszło.

Dopytam, czy taka frakcja, czy koło poselskie, może być zalążkiem przyszłego obozu prezydenckiego w Sejmie? Pan prezydent zapewniał, że zrobi wszystko, aby ta nowelizacja ustawy nie zrobiła rolnikom krzywdy.

– Nie znam zdania prezydenta odnośnie tworzenia jakiegoś nowego bytu politycznego, natomiast w sposób całkowicie dla mnie zrozumiały – i jestem mu za to bardzo wdzięczny – stanął po stronie rolników. Dobrzy ludzie są po stronie rolników, a źli są przeciwko rolnikom. Myślę, że prezydent podejmie także rozsądną decyzję, jeśli chodzi o finalizowanie procesu legislacyjnego.Zdaje pan sobie sprawę, że jeśli PiS utraci większość w Sejmie może dojść do przedterminowych wyborów?- Straszenie przedterminowymi wyborami, to już nikogo, a przynajmniej tych wyrzuconych, czy tych zawieszonych na razie, nie przeraża. Również nie będzie sytuacji takiej, że będzie trzymanie na „krótkim postronku”, w stanie zawieszenia, hibernacji i grillowanie – jak nie będziecie podskakiwać, to może was kiedyś przywrócimy. Nie, albo w lewo, albo w prawo. Albo przeprosić i przyjąć na pełnych zasadach do klubu i jednocześnie przeprosić polską wieś za niezrozumienie żywotnych interesów, albo do widzenia i się rozchodzimy. Jednocześnie chcę z całą mocą podkreślić, że bardzo chcę ratować PiS, a PiS bez wsi nie jest w stanie wygrać żadnych wyborów. Posłowie i Senatorowie, którzy wykazali się rozsądkiem, odpowiedzialnością i odwagą, głosując przeciw szkodliwej dla Polski ustawie, ratują resztki wizerunku PiS na wsi, pokazują, że w tej partii, tak dla Polski ważnej, są jeszcze ludzie myślący, a nie tylko słuchający poleceń. No chyba, że chce się mieć tylko żołnierzy wykonujących rozkazy. Tym Posłom i Senatorom należy się szacunek i przeprosiny, a nie kary i upokorzenia. Zachowali się po prostu przyzwoicie.

Autor: Jak Krzysztof Ardanowski

  • oprac. EB
  • foto
  • źródło FB
  • tytuł i wytłuszczenia od red.

Get involved!

Comments

No comments yet