„LAPUERTA” DLA TUROSZOWIAN ZNACZY „LA MUERTE” – felieton Mieczysława Dębowskiego

Sędzia z TSUE, która podpisała wyrok na kopalnię „Turów 2”, nazywa się Rosario Silva de Lapuerta i jest Hiszpanką. Nie zna się ani na węglu brunatnym, ani na geologii. Ale wystarczyła jej gołosłowna skarga Czechów, nie poparta żadnymi wiarygodnymi (!!) hydrogeologicznymi ekspertyzami, żeby wydać wyrok uśmiercający naszą kopalnię węgla brunatnego i elektrownię pracującą na tym węglu, skazać na bezrobocie kilkanaście tysięcy ludzi, żyjących z pracy w kopalni, w elektrowni i w zakładach technicznych wokółkopalnianych i wokółelektrownianych, oraz zubożyć nasz krajowy potencjał energetyczny o jakieś 7 – 8 % (z głupkowatym argumentem: „Polacy nie udowodnili w przekonujący sposób, że zamknięcie elektrowni w Turoszowie będzie zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa energetycznego”). Więc z naszej perspektywy, a w szczególności z perspektywy Turoszowian, señora la mujer juez de Lapuerta powinna nazywać się „mujer juez La Muerte” – Sędzia Śmierć.

Hydrogeologiczna afera rozpętana przez Czechów jest szyta grubymi nićmi. W całej Europie wysychają bagna, strumienie i studnie, i to już od dłuższego czasu – bo planeta przezywa kolejny cykl globalnego obniżenia klimatycznej wilgotności. Postawię złoty dukat przeciw orzechom, że te czeskie studnie zaczęły tracić wodę w związku z tymi ogólnoziemskimi zmianami, a nie przez naszą kopalnię. Ale cóż szkodzi Czechom nas oskarżyć, gdy można ewentualnie coś na tym ugrać? Gdy dokładniej przyjrzymy się aferze – łatwo dostrzeżemy, że za hydrogeologicznym pretekstem kryje się rozległe geograficznie i gospodarczo drugie dno.

Całkiem niedaleko Czesi mają własne kopalnie – i pewnie bardzo by im było na rękę, gdyby brukselska pani sędzia la muerte zmusiła Polaków do zamknięcia Turowa, bo wtedy może byliby zmuszeni do kupowania czeskiego węgla dla elektrowni. A gdyby nie chcieli kupować węgla, to musieliby kupować elektryczność. Wszak Niemcy niedługo zyskają olbrzymie zasoby surowca energetycznego od Rosjan i będą mieli na sprzedaż wielkie ilości megawatów (co jest realne szczególnie teraz, gdy nowy prezydent amerykański obiecał nie przestrzegać ekskomuniki, którą jego poprzednik obłożył „nordstrim dwa”). I w ten sposób tylu naszych sąsiadów miałoby korzyść z zamknięcia Turowa! Szkoda tylko, że przy okazji my ponieślibyśmy kolosalne straty. Ale co to obchodzi tych sąsiadów, a tym bardziej jakiegoś niedouczonego biurokratę w Brukseli.

A co zrobić z ludźmi, którzy by stracili pracę w zagłębiu turoszowskim? Tę sprawę dałoby się rozwiązać prostym sposobem: można by ich zagospodarować przy zbieraniu niemieckich szparagów, albo jako parobków u bauerów w … . A ewentualnie paru fachowców od górnictwa mogłoby zostać zatrudnionych w czeskich i niemieckich kopalniach – które przecież eksploatują to samo wielkie złoże, co Turów.

No i ta niepokorna Polska, której się wydaje, że zasługuje na pełną suwerenność, wreszcie zostałaby umiejsco-wiona w punkcie, który się jej historycznie należy: jako skansen dostarczający tanich robotników dla „starej unii”. Tak zapewne widziałaby rolę Polski pewna hrabina, urodzona w Krakowie, mająca w nazwisku element „von”, a ze strony matki należąca do rodu, z którego pochodziła znana bohaterka Powstania Listopadowego (Mickiewicz napisał o niej wiersz „Śmierć pułkownika”). Otóż owa hrabina pochwaliła w internecie Señorę Sędzię La Muerte za antypolską decyzję. Wtóruje jej zaś pewien nadwiślański polityk, znany z tego, że jego serce znajduje się po zachodniej stronie naszej odrzańskiej granicy. Otóż uważa on, ze skoro brukselska sędzia coś nam nakazała, to bezwzględnie powinniśmy to wykonać, niezależnie od słuszności tego nakazu i od kosztów, jakie musielibyśmy ponieść. I pomyśleć, że z takim antypaństwowym, antynarodowym, niewolniczym myśleniem aspirował do najwyższego urzędu Rzeczypospolitej! On mógłby zostać jedynie namiestnikiem faraona w kraju okupowanym.

Popatrzmy teraz od trochę innej strony na aferę kopalnianą. Oto Czechów obchodzi tylko to, iż – jak twierdzą – z powodu naszej kopalni wysychają studnie po ich stronie granicy (ściślej byłoby napisać: rzekomo z tego powodu). Natomiast nie obchodzą ich kłopoty gospodarcze, w jakie my byśmy wpadli, gdybyśmy wygasili kopalnię Turów. Więc zadam pytanie: a w takim razie co nas obchodzą ich kłopoty z ich wodą? To jest ich sprawa i niech sami sobie z nią radzą! Jeśli ich zdaniem wysychanie ich studni wynika z pracy naszej kopalni – to niech sobie wybudują ekran ochronny po swojej stronie granicy. A tymczasem to Polacy wykazują dobrą wolę i aby ich uspokoić – budują na swój koszt taki ekran. Ale politykom w Pradze to nie wystarcza – oni chcą definitywnie wykończyć nasze Zagłębie Turoszowskie. A wróbel na płocie koło mojej chaty głośno ćwierka o inspiracji, jaka w tej sprawie płynie na Hradczany z kierunku berlińskiego.

No a w ogóle to niech Czesi najpierw udowodnią w sposób przekonujący, że to kopalnia Turów ma jakikolwiek związek ze studniami po ich stronie granicy, a nie zmiany ogólnoplanetarne.

Gdybym nie był dobrze wychowany, to zakończyłbym felieton kilkoma grubymi słowami – bo tylko takie nadają się jako komentarz zarówno do decyzji brukselskiej sędzi, jak i do opinii wspierających ją „pochodzących z Polski Europejczyków”.

Dodaj komentarz