Koronawirus: You Tube usunie materiały niezgodne z linią WHO . Społeczność ma słuchać i oglądać to co im podamy

„Coś, co byłoby sprzeczne z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, stanowiłoby naruszenie naszej polityki” – zadeklarowała prezes YouTube Susan Wojcicki. W związku z tym wszystkie treści dotyczące koronawirusa SARS-CoV-2 i jego rozprzestrzeniania się w świecie będą z globalnej platformy video usuwane, jeśli okażą się odmienne od stanowiska Światowej Organizacji Zdrowia. Problem z tym, że aktualne opinie WHO bywają sprzeczne z komunikatami samej WHO sprzed kilkunastu tygodni, a międzynarodowe gremium zdążyło się już w związku z chińskim wirusem mocno skompromitować. Jeśli natomiast YouTube zechciał wypowiedzieć wojnę tzw. teoriom spiskowym, to cenzurą tylko wzmocni poczucie, że „coś jest na rzeczy”.


„[Usuniemy] oczywiście wszystko, co jest medycznie nieuzasadnione. A więc [wypowiedzi] ludzi, którzy mówią: weź witaminę C, weź kurkumę, wyleczą cię. To są przykłady rzeczy, które mogłyby stanowić naruszenie naszej polityki” – mówiła Wojcicki w rozmowie ze stacją CNN.


„Coś, co byłoby sprzeczne z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, stanowiłoby naruszenie naszej polityki. Dlatego usuwanie takich treści jest kolejną bardzo ważną częścią naszej polityki” – stwierdziła prezes YT. Jako przykład przytoczyła twierdzenia, że rozwijanie sieci telekomunikacyjnej 5G może przyczyniać się do rozprzestrzeniania wirusa.


„Niepokoi mnie fakt, że [YouTube] opiera się na uprzedzających zaleceniach [WHO], aby zdecydować, jakie treści wideo należy usunąć” – skomentowała republikańska senator Marsha Blackburn z Tennessee dodając, że Światowa Organizacja Zdrowia podawała nieścisłe informacje o rozprzestrzenianiu się wirusa i wciąż rezonuje chińską propagandę dotyczącą SARS-CoV-2. „Jeśli firmy Big Tech planują nadzorować przekaz wokół COVID-19, muszą polegać na uczciwych i obiektywnych ekspertach. Historia się powtarza, a [WHO] okazało się nierzetelnym propagatorem chińskiej propagandy” – oceniła przedstawicielka Kongresu.


Tymczasem działania globalnego monopolisty dotknęły już na początku kwietnia autorów treści w naszym kraju. YouTube zablokował materiały video przygotowane przez Witolda Gadowskiego oraz telewizję wRealu24.


– Kilkukrotnie w ostatnim czasie zwracałem uwagę, że mimo stale rosnącej liczby subskrybentów na moim kanale na YouTube, spada liczba wyświetleń kolejnych Komentarzy Tygodnia. Sytuacja uległa zmianie, kiedy zaczęła się epidemia koronawirusa. Moje wypowiedzi związane z tą sytuacją biły rekordy popularności i dlatego YouTube postanowił mnie ocenzurować blokując moje filmy – mówił wtedy w rozmowie z PCh24 Witold Gadowski. – Mamy do czynienia z ordynarną cenzurą i łamaniem prawa. W niczym, podkreślam, w niczym nie naruszyłem reguł YT. Nie posługiwałem się językiem wulgarnym, nie podawałem żadnych kłamliwych informacji, nikogo nie obrażałem, nie posługiwałem się tzw. mową nienawiści – wskazał publicysta przypominając, że serwis stosował wobec niego cenzurę już wcześniej, np. przy okazji tematów dotyczących ideologii LGBT.


Z kolei zablokowanie kanału telewizji wRealu24 skomentowali Piotr Szlachtowicz i Marcin Rola. – Obecnie swobodę działania mają jedynie media, które wpisują się w tzw. główny nurt propagandowy. Tutaj trzeba się zastanowić: czy już niedługo wszystkie niezależne media zostaną zaorane tylko dlatego, że zadają niewygodne pytania? – pytał Rola. – To co się dzieje jest jedną wielką patologią – powiedział Szlachtowicz odnosząc się do zablokowanej rozmowy z dr Shiwą, który zwracać miał uwagę, że wirus jest bardzo zaraźliwy, „ ale to nie wirus zabija, tylko nasza odporność, którą na przestrzeni lat bardzo osłabialiśmy. Mówił o tym, że źle się odżywiamy przez co mamy osłabiony system odporności i dlatego organizm tak reaguje na koronawirus”.

Chociaż oczywiście nie wszyscy muszą zgadzać się z takim poglądem – co więcej, może być on błędny – to cenzura tego typu wypowiedzi stanowi cios w swobodę wyrażania myśli. Czym innym są bowiem – przykładowo – materiały zachęcające do zaprzestania leczenia, czy stosowania „terapii” odległych od wiedzy medycznej, a czym innym dywagacje dotyczące niezdrowego stylu życia. Czymś jeszcze innym jest również krytyka Światowej Organizacji Zdrowia jako bytu społecznego, który działa w określonych realiach i podejmuje decyzje o charakterze politycznym.

Wszak WHO jeszcze 14 stycznia pisała: „Wstępne dochodzenie przeprowadzone pod przewodnictwem chińskich władz wykazało brak jednoznacznych dowodów na przenoszenie się nowego koronawirusa (2019-nCoV) zidentyfikowanego w Wuhan pomiędzy ludźmi”. Tymczasem rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ów pogląd oraz obnażyła fatalne w skutkach podążanie Światowej Organizacji Zdrowia za doniesieniami z komunistycznych Chin, które każdy odpowiedzialny człowiek traktować musi z olbrzymim dystansem.


Widać więc wyraźnie, że WHO nie jest organizacją nieomylną i popełnia błędy. Czy więc cenzurowanie opinii publicznej w oparciu o „autorytet” tak skompromitowanej instytucji można w ogóle uznać za pomysł poważny? Czy nie lepiej zaakceptować swobodną dyskusję (oczywiście poza głosami zachęcającymi np. do czynienia sobie lub bliźnim ewidentnej krzywdy)? Czy YouTube nie zdaje sobie sprawy, że cenzura to woda na młyn dla „teorii spiskowych”, zaś w warunkach braku możliwości wolnej wymiany myśli dopuszczona do obiegu opinia najbardziej rzetelnego i szczerze zatroskanego o los ludzkości naukowca będzie traktowana jako głos reżimowy i odrzucona przez sporą część społeczeństwa? Czy medialny monopolista nie wierzy w to, że prawda obroni się sama i nie potrzebuje wręcz siłowego narzucania wszystkim swojego własnego zdania?


Działania serwisu mogą więc przynieść poszukiwaniom prawdy na temat aktualnej sytuacji więcej szkody niż pożytku. Serwis jednak i tak zrobi co zechce, gdyż – niestety – zmonopolizował rynek, a inne platformy do publikacji materiałów video przegrywają z nim pod względem popularności. Pytanie tylko, czy ciągle mamy do czynienia li tylko z „platformą do publikacji materiałów video”, czy już z narzędziem do kształtowania opinii publicznej o globalnym zasięgu. Doświadczenia z czasów koronawirusa oraz setki (jeśli nie tysiące) wcześniejszych „przejść” prawicowych kanałów z administracją YouTube wskazują, że mówimy raczej o tym drugim zjawisku.


Wszak problemy dotknęły nie tylko Witolda Gadowskiego oraz telewizji wRealu24, ale także portalu PCh24. Obecnie nasze materiały na YouTube cieszą się oglądalnością na poziomie rekordowo… niskim. Nasze treści, które jeszcze w lutym obejrzałoby prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy użytkowników dziś są oglądane przez kilka (rzadziej kilkanaście) tysięcy internautów. Dlatego też tym bardziej zachęcamy Państwa do samodzielnego wyszukiwania nowych materiałów video bądź to na portalu PCh24 w zakładce „PCh24TV” bądź też na naszym kanale YouTube.

Źródło: Life Site News / Twitter / PCh24

Get involved!

Comments

No comments yet