Pomorze przyłączy się do upamiętnienia Powstańców Warszawy


,,Pierwsze strzały padły w chaotycznych warunkach w wielu punktach miasta przed 17-ą, kiedy miała się zacząć akcja (Godzina W)”.             

Nie tylko Warszawa będzie przeżywać po raz kolejny największy Zryw Wolnościowy Polskiego Podziemia 44. We wszystkich zakątkach Polski o godzinie 17.00, godzinie ,,W”‚ pierwszego dnia sierpnia choć na chwilę myśli pobiegną do tych, którzy nie zawahali się mimo przewagi liczebnej i sprzętowej okupanta wystąpić przeciwko wojskom niemieckim i zademonstrować komunistycznemu ZSRR narodowej determinacji stawiania czoła zagrożeniom.            

Pomorze również upamiętni żołnierzy Armii Krajowej i harcerzy Szarych Szeregów, którzy walczyli i ginęli za wolność. Jak co roku o godzinie ,,W” zawyją syreny, tym razem aby upamiętnić 76 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, a mieszkańcy regionu uczczą pamięć o bohaterach chwilą ciszy.              

Fragment opracowania o Powstaniu Warszawskim przygotowanego przez uczestnika wydarzeń Andrzeja (Andrew) Borowca ps. ,,Zych”, st. strzelca Armii Krajowej opublikowanego przez portal sppw1944.org:          
,,Powstanie Warszawskie 1944-go roku przeciw okupacji niemieckiej było najkrwawszym zrywem w historii Polski i okrutnym przykładem śmierci milionowego miasta w sercu Europy. Zginęło w nim co najmniej 150.000 osób i stolica Polski została zniszczona w 90 procentach.

         Tragedia Warszawy nie była narodowym samobójstwem, ale wynikiem pięciu lat bezwzględnej okupacji przez Niemców oraz sowieckiego planu podbicia wschodniej Europy po trupie Trzeciej Rzeszy. Przez wstrzymanie ofensywy przed murami Warszawy w dzień wybuchu Powstania 1-go sierpnia 1944, Stalin skazał Warszawę na zniszczenie, a resztki jej ludności na wygnanie. Taka polityka ułatwiła Niemcom plan „zrównania z ziemią” opornej polskiej stolicy, a Sowietom usadowienie na jej ruinach pro-sowieckiego komunistycznego rządu. Warszawa jeszcze raz zapłaciła za nieszczęśliwe położenie geograficzne między mocarstwami, które dążyły do podboju niesfornej Polski.

         Wobec decydującej roli ZSSR w zwycięstwie sprzymierzonych nad faszystowskimi Niemcami, Zachód dał Stalinowi wolną rękę, nie przejawiając troski ani o jego zamiary, ani o postępowanie Czerwonej Armii na terenach opuszczanych przez Niemców. Od początku wejścia na terytorium przedwojennej Polski, wojska sowieckie rozbrajały polskich partyzantów, aresztowały oficerów i często wysyłały całe oddziały do obozów w Rosji.

         Dowództwo polskiego ruchu oporu przeciw Niemcom, podlegające rządowi emigracyjnemu w Londynie, uważało, że walki o Warszawę nie można było uniknąć – nastrój społeczeństwa jej wymagał. Warszawa chciała wyzwolić się sama, nie znając ani warunków geopolitycznych, ani zdolności ruchu oporu do takiej akcji, a także zdecydowania Niemców chcących utrzymać jak najdłużej tak ważny ośrodek komunikacyjny i zaopatrzeniowy dla wschodniego frontu.

         Entuzjazm i duch bojowy powstańców był prawie bez porównania. Co zawiodło, to brak broni i brak współpracy z Sowietami, która właściwie od początku była wykluczona przez Kreml. Chociaż radio moskiewskie nalegało na ludność Warszawy, aby „powstać i pokazać drogę Czerwonej Armii”, Stalin nie chciał żadnego kontaktu z „polskimi faszystami” i od początku twierdził, że Powstanie było sprowokowane przez „reakcyjne koła emigracyjne” w Londynie. Stalin miał dokładne wiadomości o krytycznym nastawieniu rządów Sprzymierzonych do polskich emigrantów, często oskarżanych o podważanie wysiłku wojennego Rosjan przez uprawianie antysowieckiej propagandy. (…)

Dla uczestników wybuch powstania był upajający, jakby marzenie skrywane przez pięć gorzkich lat okupacji nagle się spełniło. Nie myśleliśmy o niebezpieczeństwie ani o konsekwencjach. I już po pierwszych kilku godzinach okazało się, że Powstanie nie było tylko dziełem „zbuntowanych dzieci”, ale dążeniem większości ludności Warszawy, która rzuciła się budować barykady i nieść pomoc powstańcom. Zarzuty, rozczarowanie i rozpacz przyszły póżniej, kiedy Warszawa była literalnie zmieniana w proch, dzień po dniu, ulica po ulicy, dom po domu, przez 63 dni. Wtedy, byli tacy pomiędzy mieszkańcami, którzy stracili wszystko i nazywali nas „podpalaczami Warszawy”.

         Ale jest dzień 1 sierpnia, słoneczny dzień warszawskiego lata, wczesne popołudnie. W Alejach Jerozolimskich, jednej z głównych arterii stolicy, przed Soldanteneheim (dom żołnierza), na chodniku otoczonym drutem kolczastym, siedzą Niemcy różnych formacji, pijąc piwo i patrząc na ruch uliczny. Nie zwracają uwagi na spieszących się młodych ludzi, niosących duże pakunki zawinięte w gruby papier – były to plecaki, które w ten sposób usiłowano ukryć! Z równą obojętnością patrzą na to częste patrole liczące do dziesięciu żołnierzy. Od czasu do czasu jadą w kierunku mostów na Wiśle ciężkie czołgi, na których siedzą żołnierze w czarnych mundurach doborowej dywizji pancernej Hermann Goëring. Nikt jeszcze nie wie, że to właśnie te czołgi, których nie spodziewało się dowództwo AK, przyczynią się do pierwszych poważnych strat Powstania.

         Konspiratorzy (przeciętny wiek 16 do 25 lat, chociaż byli – oczywiście – i młodsi, i starsi) zorganizowani byli w plutony liczące maksimum 60 osób, które bezpośrednio przed rozpoczęciem akcji zgrupowano w kompanie i większe oddziały. Na przykład pluton 101 (do którego należałem), składający się z chłopców z organizacji harcerskiej, został połączony w jedną kompanię z plutonem 116, w którym była starsza młodzież jak i ludzie, którzy odbywali służbę wojskową przed wojną. Konspiracja obejmowała wszystkie warstwy społeczeństwa. Konspiratorzy werbowali na ogół w swoim własnym środowisku, ale różnice zanikały w czasie walki. Plutonów w Warszawie było około 700, włączając plutony specjalne jak: telefoniczne, radiowe, minerskie, sanitarne albo żandarmerii.

         Szkolenie (poza oddziałami elitarnymi), bardzo podstawowe, odbywało się na zebraniach w prywatnych mieszkaniach, a nawet w niektórych pustych budynkach szkolnych i fabrycznych, jak również w czasie niedzielnych wyjazdów do zalesionych okolic Warszawy. Na zbiórkach uczyliśmy się co to jest patrol, szpica, czujka i placówka, rozbierać i składać broń, i śpiewaliśmy hymn Polski Podziemnej:

Naprzód do boju żołnierze
Polski Podziemnej za broń
Boska potęga nas strzeże
Naród podaje nam dłoń.         

(…)

         Większość powstańców oddała pierwsze strzały w życiu dopiero po zaczęciu akcji. Oficerami byli na ogół żołnierze przedwojenni, którym udało się uniknąć niewoli po klęsce armii polskiej w 1939 roku. Konspiracja również szkoliła młodych kandydatów na oficerów i podoficerów, którzy na ogół zdali swój egzamin w akcji.

         Ta masa ludzi – od 45.000 do 48.000 mężczyzn i kobiet – otrzymywała rozkazy, głównie pisemne i dostarczane do „skrzynek pocztowych”, które miała prawie każda sekcja 6 ludzi. Ocenia się, że 1-go sierpnia rano rozkazy do koncentracji były niesione przez około 6.000 gońców, tramwajami, na rowerach lub pieszo. Telefonu na ogół unikano, bo centrale telefoniczne były w rękach władz okupacyjnych i był ciągły nasłuch.

         Kilka dni przed koncentracją dostaliśmy na „skrzynkach” biało-czerwone opaski, na których stemplowany był numer plutonu, litery WP znaczące „Wojsko Polskie”, i orzeł – godło państwa polskiego. Mój oddział należał do tych, które zostały zmobilizowane już 28 lipca w centrum miasta, kiedy spodziewano się, że powstanie wybuchnie tej nocy. Koncentracja została odwołana, ale pewna część zmobilizowanych pozostała na tzw. „kwaterach wyczekiwania”. Był to okres napiętych nerwów i ogólnego podniecenia, w czasie którego zdaliśmy sobie sprawę z małej ilości broni. Nie wpłynęło to wcale na nasz entuzjazm. Broń przyślą nam z Anglii, a resztę zdobędziemy na Niemcach – mówiliśmy sobie.

         Pierwsze strzały padły w chaotycznych warunkach w wielu punktach miasta przed godziną 17-ą, kiedy miała się zacząć akcja (Godzina W). Dowództwo polskie było przekonane, że czas największego ruchu ulicznego będzie sprzyjał zaskoczeniu. Jednak niektóre oddziały powstańcze zostały zaatakowane, kiedy pobierały broń, inne zaczęły samorzutnie strzelać na widok niemieckich formacji wojskowych albo policyjnych. Kilka malych ciężarówek wiozących broń wpadło w ręce Niemców. Już tego pierwszego dnia w północnej dzielnicy, na Żoliborzu, weszły do akcji czołgi SS przejeżdżające przez miasto. (…)”.                

Reszta opracowania i inne powstańcze relacje świadków na stronie:              
http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/relacje/relacje.html

Opracowanie BC 


Na podstawie radiogdansk.plsppw1944.org
Obraz: Chruściel

Get involved!

Comments

No comments yet