Fałszerstwa wyborcze - rola Londynu

Szanowni Państwo!

Piszę z Londynu. Jestem przekonany, że tu był przekręt w Komisji 214 (Konsulat) i 212 (Ambasada, na przeciw ulicy). Wiadomo, że przesyłka z Londynu opóźniła całe wybory do Sejmu i do Senatu. Robiłem wywiad z osobą z 214, tam przewodnicząca Barbara Zagrodniczek, mianowana przez konsula, nie pokazała ostatecznego zliczenia zasłaniając je ręką i wyszła z papierami do Ambasady po drugiej stronie ulicy na 2 godziny, wróciła ok 18: 00. Także z komisji na Ealing (210) rezultaty zostały przesłane do Ambasady około 18:00. A dopiero 3 godziny później była wysyłka z Ambasady do Warszawy. Załączam, co było pisane o tym:

Liverpool

http://polskie-echo.com/londyn-skandal-i-sledztwo-w-ambasadzie-2-wpadka-cala-polska-czekala-na-wyniki/ 

Źródło ich video jest RM:

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/londyn-zmienia-wyniki-wyborow/

http://fakty.interia.pl/raporty/raport-wybory-parlamentarne-2015/aktualnosci/news-rmf24-wybory-parlamentarne-komisja-w-londynie-odpiera-zarzut,nId,1911186

(wypowiedz konsula nie może być prawdziwa, bo czasy się nie zgadzają,   załączniki jak wyżej).

Skład komisji 212 w Ambasadzie:

Pani Kamila Angelo zamieszkała w Potters Bar, zgłoszona przez Komitet Wyborczy „Prawo i Sprawiedliwość"

Pan Zbigniew Bielski zamieszkały w Rochester

Pani Małgorzata Budasz zamieszkała w Londynie

Pani Marta Jędrzejczyk zamieszkała w Londynie

Pan Paweł Kornacki zamieszkały w Londynie

Pani Katarzyna Kosińska zamieszkała w Londynie

Pan Paweł Mazek zamieszkały w Londynie

Pan Zbigniew Zalewski zamieszkały w Londynie

Pani Lucy Quirke zamieszkała w Londynie 

Nr.9, Lucyna Quirke,   była dekorowana Krzyżem Kawalerskim przez Ambasadę i mało co nie sprzedała Ognisko Polskie wraz z tow. Andrzejem Morawiczem, byłym prezesem, który ma tekę w IPN, jako współpracownik SB. W Ambasadzie dawniej było 4 towarzyszy, teraz może więcej.

Nie mamy składu ostatecznego komisji 214, znikła z portalu londyn.msz, wyskakuje "ta strona nie istnieje". Wiadomo, że były zmiany; jeden ze składów jest:

Obwodowa Komisja Wyborcza nr 214 w Londynie w starej siedzibie Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Londynie (73 New Cavendish Street, London W1W 6LS)

Pani Agnieszka Miedzińska zamieszkała w Londynie

Pani Małgorzata Mołdawa zamieszkała w Londynie

Pan Wojciech Namiotko zamieszkały w Londynie

Pan Robert Józef Nędza zamieszkały w Londynie, zgłoszony przez Komitet Wyborczy „Prawo i Sprawiedliwość"

Pani Lidia Olga Salamaszek zamieszkała w Londynie

Pani Marta Lidia Syrkiewicz-Tura zamieszkała w Londynie

Pan Marcin Szubarczyk zamieszkały w Londynie

Pani Barbara Zagrodniczek zamieszkała w Londynie

Pani Renata Zotow zamieszkała w Londynie

W ten sławny "Poniedziałek" śledziliśmy rezultaty przed wysyłką i po, na bieżąco, redakcja Nasze Strony z Peterborough przesyłała nam dane co parę minut, także była transmisja z Polski. JKM mieli 4.9%, i p. Anders miała wystarczająco do Senatu. Po wysyłce z Ambasady Korwin spadł do 4.76%, p. Anders nie weszła. A w Anglii najwięcej miał Kukiz, potem Korwin i PiS. Więc w jaki sposób zmalało po prawej a podniosło się lewakom?

Miedzy sobą nazywamy Ambasadę, (bo taka powinna być, niech ją wyczyszczą) "ambafasadą" a Londyn to "Nowy PRL". W latach 80 i 90-tych tu przyjechała fala czerwonych i teraz obsadzają wszystkie ważne placówki, szczególnie tam gdzie jest kasa. Sprzedali siedzibę Rządu na Uchodźctwie, potem Fawley Court i 60 Domów Kombatanta. Ogniska się nie udało, bo była demonstracja.

Załączam też email wysłany z Kopenhagi do Naszych Stron, o czymś podobnym, nie został wydrukowany chyba, dlatego że jest bardzo długi.

Pozdrawiam

Krzysztof Jastrzembski, Londyn

Skandal wyborczy w polskiej ambasadzie w Kopenhadze!!!

"Kijem Wisły nie zawrócę, ale jako, że nie opadły jeszcze emocje po wczorajszym dniu, chcę opowiedzieć rodakom małą historię z wczorajszych wyborów. Poniżej małe sprawozdanie z przebiegu wyborów do Sejmu i Senatu RP 2015, które odbyły się wczoraj, czyli 25.10.2015 w Hellerup, w Ambasadzie RP przy ulicy Richelieus Allé 12.

Po wysypaniu głosów wyborczych z urn, czyli po godzinie 21:00...

Po podziale na dwie grupy liczące głosy, po której zostałem w pomieszczeniu z resztą zespołu komisji wyborczej, doszło do sytuacji gdzie Agata B. (przewodnicząca komisji)

podstemplowywała nielegalnie karty wyborcze do Sejmu, które zostały wcześniej (prawdopodobnie) omylnie wydane bez pieczątki wyborcom (czyli były po prostu nieważne).

 

Po dwukrotnym zapytaniu Agaty co robi, nie dostałem żadnej odpowiedzi, a na koniec został mi nawet pokazany "palec na buzię" przez nią i przez

Wojciecha K. (zastępca przewodniczącej).

Po nieco gwałtowniejszej reakcji i upewnieniu się, że przewodnicząca dokonuje jakichś dziwnych/niejasnych i nielegalnych machinacji opuściłem ambasadę bez składania podpisu, czyli potwierdzenia udziału w pracach komisji i liczeniu głosów (w pracy byłem od godz. 5:00 do około godziny 23:00).

Przez to, że Agata oraz Wojciech nie chcieli powiedzieć mi, co robią, mogę mylić się, co do dokładnego przebiegu zdarzeń, ale prawdą jest, że doszło do złamania prawa. O tym fakcie poinformuję również PKW i inne organizacje zajmujące się kontrolą uczciwości wyborów - wszystko opisane jest w dokumencie WORD, który jest dołączony do tego postu.

Dlaczego?

Ani przewodnicząca, ani jej zastępca nie chcieli mi powiedzieć, co się dzieje i dlaczego to robią. Czyli: najpierw WYBORCY, potem ja i prawdopodobnie także koledzy z reszty zespołu, który razem z mężem zaufania byli w drugiej izbie, liczyli głosy w drugim pomieszczeniu zostaliśmy oszukani (ukryto fakt, że prawdopodobnie wydawaliśmy nieważne karty do głosowania wyborcom), potem zostałem zignorowany, a na koniec chciano zrobić ze mnie idiotę. Dopiero kiedy opuszczałem ambasadę "zechciano szanownie wyjaśnić mi sytuację". Było za późno, więc teraz mojej wersji dowiedzą się wszyscy, a Wy będziecie się musieli z tego tłumaczyć nie tylko mi i kolegom z komisji, ale Polakom mieszkającym w Danii.

Ale po kolei:

Po kilkunastogodzinnym zmęczeniu pracą komisji dopiero po 10 minutach skojarzyłem fakt, że przecież już niczego nie powinniśmy ostemplowywać po godzinie 21: 00 (zamknięcie lokalu wyborczego) i coś się nie zgadza. W ciągu tych 10 minut Agata B. cały czas stawiała pieczątki na nieważnych głosach oddanych przez wyborców. Możemy tylko teraz gdybać ile głosów wyborców nie powinno być ważnych w późniejszym liczeniu głosów. Zachęcam do zapytania przewodniczącej.

Krótko pisząc: ludzie, którzy przyjechali do ambasady i poświecili swój czas, żeby oddać swój głos w wyborach dostali do ręki nieważne karty do głosowania (z winy komisji, czyli naszej). Wybory mają być godne, transparentne, uczciwe itd., a tu okazuję się, że zupełnie jak w przedszkolu, przewodnicząca razem z vice podjęli decyzję, która nie przystoi osobom, które sprawują obie funkcje. Zamiast naprawić błąd, starają się go ukryć i zatuszować nie tylko przed wyborcami, ale również przed innymi członkami komisji.

Ponadto umyślnie i z premedytacją dokonują zmian w wynikach głosowania, których być może można było uniknąć wcześniej podczas kontroli prac całego zespołu.

Co mogliśmy i powinniśmy zrobić?

Mogliśmy przecież ostemplować te karty i nikt nigdy by się nie dowiedział, że wyborcy dostawali karty bez pieczątek - nie było by tematu, nikt o niczym by się nie dowiedział.

Problem jest taki, że:

- prawdopodobnie dokonaliśmy złego przygotowania kart wyborczych dzień przy wyborami (24.10.2015), kiedy wiceprzewodniczący i 2 inne osoby dokonywały liczenia i ostemplowania głosów wyborczych.

- podczas wyborów powinniśmy sprawdzać każda wydaną wyborcy kartę do głosowania - czy znajdują się na niej dwie pieczątki.

Pojedyncze błędy mogą się zdarzyć, bo trudno być skoncentrowanym przez 14 godzin pracy i zauważyć brak stempla na każdej karcie wyborczej. Jeszcze trudniej jest to sprawdzić, kiedy w lokalu wyborczym jest dużo osób i każda osoba chce jak najszybciej pobrać kartę i oddać swój głos.

Problem polega na tym, że takich kart nie było kilka/kilkanaście, tylko prawdopodobnie kilkadziesiąt lub więcej (można spytać panią Agatę B., która stawiała na nich pieczątki).

- przewodniczący i zastępca powinni poinformować zespół o zaistniałej sytuacji (po opróżnieniu urn z głosami), a w szczególności mnie, kiedy o to pytałem. Dopiero kiedy opuszczałem lokal wyborczy bez podpisania protokołu z liczenia głosów i uczestnictwa w pracy komisji, przewodnicząca zechciała ze mną szanownie "porozmawiać" i wyjaśnić całą sytuację (wcześniej udając Greka robiąc przy tym ze mnie idiotę).

Dodam jeszcze, że podczas wydawania kart wyborczych dwukrotnie zwróciłem uwagę, że na pojedynczych kartach do głosowania nie było naszej pieczątki. Raz powiedziałem to Dagmarze (koleżance z komisji), a raz "w powietrze" - ogólnie do wszystkich osób obok mnie.

Podkreślam, że jest to mój ogromny błąd, bo powinienem zgłosić ten fakt od razu Wojciechowi lub Agacie, Mogę jedynie zasłonić się brakiem doświadczenia i faktem, że do lokalu ciągle wchodzili wyborcy i nie jest możliwe, żeby ciągle sprawdzać, czy ja/kolega obok nie wydaje nieostemplowanej karty wyborcy. Poza tym w najgorszych snach nie wymyśliłbym, że mogło dojść do sytuacji, w której mogliśmy wydać wyborcom około więcej (?) niż 50 nieważnych pakietów do głosowania.

Jaki jest mój problem?

Żeby była jasność - nie piszę tego ze względu na jakieś wcześniejsze animozje personalne, bo nie znałem w komisji nikogo oprócz Wiktora Serafina i konsula Łukasza Gablera, który sam zaproponował mi żebym zgłosił swoją kandydaturę na członka komisji wyborczej.

Problem jest krótki i opiszę go w kilku punktach:

- jako komisja, zespół, grupa, team popełniliśmy błąd w dniu wyborów, za który powinniśmy ponieść odpowiedzialność, a w szczególności przewodniczący i jego zastępca, którzy odpowiadają za organizację i pracę całej komisji (powinni być dobrym przykładem i przestrzegać kodeksu wyborczego).

- nie życzę sobie, żeby za jakość wyborów odpowiadały osoby, które zamiast stać na straży ich uczciwości, same dokonują dziwnych malwersacji w tajemnicy przed kolegami z komisji. Stanowcze NIE dla, przepraszam za kolokwializm, "bazarowego cwaniactwa i krętactwa".

Agata B. jest pracownikiem Ambasady RP i studentką RUC (Uniwersytet w Roskilde), a Wojciech K. uczy etyki (!). Dlatego tym bardziej jestem rozczarowany, że doszło do takiej sytuacji, która sami stworzyliśmy i zamiast ją naprawić... poza tym byłem przekonany, że osoby, które mogą pochwalić się takim statusem będą uciekały się do takich dziwnych działań po zamknięciu lokalu wyborczego. I być może będą zdolne do kopiowania podobnych zachowań w przyszłości.

Nie będę pisał tutaj o kompletnym braku zmysłu organizacyjnego i umiejętności braku podejmowana decyzji przewodniczącej, bo nie jest to tutaj najważniejsze, więc przejdę dalej.

- nie zamierzam firmować swoją twarzą, nazwiskiem i podpisem działań, z którymi się nie zgadzam i są sprzeczne z prawem.

Mogłem oczywiście udawać, że nic nie widzę i wszystko jest ok, ale nie po to zgłosiłem się na ochotnika do pracy w komisji, żeby potem tolerować DZIADOSTWO i dziwne sytuacje rodem z kiepskiego filmu szpiegowskiego, gdzie przewodnicząca ostemplowuje nieważne karty wyborcze gdzieś w kącie sali chowając się za biurkiem.

Po co?

- chciałbym żeby Polacy i głosujący w Kopenhadze wiedzieli, kto posiadał odpowiedzialność za przeprowadzenie wyborów, i żeby te osoby już nigdy nie ponosiły odpowiedzialności za jakiekolwiek zadania organizacyjne dotyczące naszego życia tutaj. Chciałbym również, żebyśmy nie bali się protestować, upominać się o swoje prawa i żądać/wymagać wysokiej jakości obsługi szczególnie w kontaktach z osobami pracującymi w urzędach państwowych.

- każdy zdał sobie sprawę, że zrobić błąd jest rzeczą ludzką, ale nie tuszowanie tego błędu i sytuacje, które opisałem powyżej. Powinniśmy uczyć się na błędach i budować zdrowy fundament zmian, a nie ciągle pogrążać się w marazmie, braku organizacji i jego tolerancji.

- Polacy uczestniczyli aktywnie w wyborach i przyczyniali się do wzrostu jakości ich przeprowadzania. Żeby każdy z nas poświęcił kawałek swojego życia na aktywność społeczną zamiast aktywności typu "online" i ciągłego narzekania na wszystko dookoła. To, że wiele rzeczy wokół nas nie jest różowe, to wszyscy o tym wiemy, ale powinniśmy to zacząć zmieniać wszyscy razem. Brak tolerancji zachowań, które opisałem wyżej może być początkiem takich zmian.

W razie komentarzy lub pytań, po prostu piszcie - mogę nawet zrobić sobie zdjęcie z ręki, żeby część osób nie myślała, że ten tekst to jakaś marna prowokacja i się wygłupiam.

Bardziej zainteresowanych tematem zachęcam do napisania mejla: sznaperdans@gmail.com 

I żeby była jasność - jestem rozczarowany (nie zły), bo nie tędy droga żeby w końcu w Polsce zmiany zaczęły następować w dobrym kierunku. Jestem zdziwiony, że młode osoby w moim (25l) lub podobnym wieku zamiast pilnować uczciwości wyborów kopiują wzorce z nie tak wcale dalekiej przeszłości. Tym bardziej, że mieszkając w Kopenhadze mamy od kogo się uczyć i kopiować dobre i sprawdzone wzorce. Mimo wszystko dziękuje za wczoraj, bo mimo takich przygód, to bardzo dużo się nauczyłem, było przyjemnie do godziny 21:00 i wiem jak NIE należy organizować pracy zespołowej i sprawować odpowiedzialnych funkcji w zespole.

PS. "Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś"

Ja nie chcę oswajać tego, co widziałem i doświadczyłem wczoraj i poniosę konsekwencje napisania mojego tekstu i bycia częścią zespołu, który popełnił błąd, który nie powinien mieć wczoraj miejsca. Nie będę bynajmniej ponosił odpowiedzialności za umyślne i niezgodne z prawem działania wyżej wymienionych osób."

Tekst otrzymaliśmy od:

Mariusz Bury, członek komisji obwodowej nr 40 w Kopenhadze