Rząd w 2021 roku straci prawa do nakazów blokad oraz innych ograniczeń związanych z pandemią?!

Wszyscy przeciwnicy stosowanych dotąd przez rząd przeróżnych ograniczeń, zapewne nie są sobie w stanie wyobrazić, by w jakimkolwiek kraju demokratycznym ludzie byli w stanie skutecznie zakazać swojemu rządowi jakichś działań, nawet jeśli są one mało logiczne czy też wręcz ewidentnie szkodliwe (jak teraz choćby ogólnoświatowe szaleństwo szczepień, zamiast szukania i zastosowania skutecznego leczenia).

To prawda, prawie wszędzie władza zdobyta przez określoną siłę polityczną, na ogół na okres kilku lat, rządzi się swoimi prawami. Nie po to mają swoich ministrów, ich doradców i lobbystów, by tracić czas na szukanie najmądrzejszych rozwiązań. Rządzący po prostu forsują swoją wersję wynikającą z różnych ustaleń, czasami słusznych, a czasami idiotycznych, ale zawsze to jest gra jakichś interesów.

Ważniejsze sprawy są na ogół przepychane przez parlamenty, gdzie rządy, by realnie rządzić muszą mieć większość. Jednak na co dzień w demokracjach ogrom spraw jest wprowadzanych w życie przez rozporządzenia, co dobrze widać na przykładzie różnych zakazów wyjścia (lockdown’ów), zgromadzeń czy handlu. Ludzie działający wbrew tym zakazom są karani mandatami, ograniczeniami itp. nawet jeśli udowadniają, że to oni mają rację, a rząd działa bezprawnie, bo wbrew zapisom konstytucji. Taki był ów rok 2020, i zapewne bez zmian na lepsze będzie w roku 2021, więc pasuje tu cytat z książki Rok 1984 Orwell’a:

„Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. Normalność nie jest kwestią statystyki” – George Orwell

A jednak wszystko wskazuje na to, że rząd za kilka miesięcy straci możliwość stosowania ograniczeń oraz blokad i nastąpi kres dla wielu nierozsądnych rozporządzeń!

Stanie się tak w kraju, gdzie panuje wolność i samostanowienie narodu. Niestety, nie piszę o Polsce. U nas na to nie ma szans. Taka szansa jest w jednym z nielicznych na serio demokratycznych krajów: Szwajcarii. Tam nadal większość obywateli ma prawo weta wobec rządu poprzez referenda, których wyniki są obowiązujące dla rządu. W tym 8 milionowym kraju o powierzchni kilku polskich województw obowiązują szeroko stosowane formy demokracji bezpośredniej.

Tam rząd musi się słuchać obywateli, którzy mają prawo zarządzić referendum w każdej sprawie, a zgodnie ze szwajcarskim prawem każda rządowa inicjatywa, przeciwko której zostanie zebranych min. 50 tys. podpisów, musi zostać poddana pod ogólnonarodowe referendum. Od roku Szwajcarzy, podobnie jak wiele innych narodów, mają dosyć wielu dziwnych posunięć swojego rządu.

Zebrano już podpisy i na pewno odbędzie się referendum w sprawie zakazania rządowi działania poprzez blokady i nakazy w związku z tzw. pandemią. Zwolennicy i  przeciwnicy zakazu dla działań rządu będą teraz przez kilka miesięcy toczyć kampanię, ale co najważniejsze: wyniki referendum będą ostateczne, a rząd musi je wdrożyć, tak jak to ma miejsce choćby po plebiscycie sprzed kilku miesięcy. W referendum z 27 września 2020 roku:

  • 61,7 proc. głosujących Szwajcarów odrzuciło  propozycję dotyczącą zniesienia swobody przepływu osób z UE.
  • 51,9 proc. uczestników referendum sprzeciwiło się z kolei złagodzeniu zasad odstrzału wilków
  • 50,1 proc. głosujących było za zakupem nowych myśliwców dla wojska w celu modernizacji sił powietrznych kosztem do 6 mld franków (5,6 mld euro)
  • 60,3 proc. poparło pomysł w sprawie dwutygodniowego urlopu ojcowskiego

a ciekawostką było bezprecedensowe referendum w 2015 roku odrzucające propozycję zastąpienia podatku VAT podatkiem od wykorzystania nieodnawialnych źródeł energii. Opcja forsowana przez szwajcarską liberalną partię zielonych zyskała tylko 8% głosów!

Szwajcarzy głosują i decydują corocznie po kilka razy, ale zawsze nad konkretnymi rozwiązaniami problemów. W Polsce, jak i większości podobnych do naszej demokracji, głosujemy na medialnych celebrytów i na ogół na ogólnikowe hasła partyjne. Wszystko to bez realnego wpływu na decyzje rządów.

Czy bezpośredni głos ludu to jest dobre rozwiązanie, czy złe? Powierzanie decyzji sprzątaczkom, gospodyniom domowym czy hydraulikom wydaje się na pierwszy rzut oka dużym błędem, bo przecież o wielu sprawach ci ludzie nie mają pojęcia. Szwajcarzy czy Islandczycy przekonali się jednak, że najważniejszy nie jest iloraz inteligencji, a rozum i intuicja dająca mądrość życiową.  

Z reguły im większa orientacja, tym większe omamienie; im kto inteligentniejszy, tym bardziej szalony” – George Orwell „Rok 1984”.

Ważną sprawą jest też obowiązek przygotowania konkretnej, napisanej prostym językiem krótkiej broszury referendalnej, która rzetelnie podaje argumenty zwolenników i przeciwników, statystyki oraz najważniejsze plusy i minusy potencjalnych skutków dokonanego wyboru. Oszczędni Szwajcarzy nie potrzebują więc doradców (zwłaszcza medialnych), jak mają głosować i samodzielnie dokonują wyboru rozwiązania problemu.

Alternatywą dla szwajcarskiej metody decydowania o najważniejszych sprawach w kraju, jest stosowany w większości państw pośredni wybór polityków rządzących państwem, choć wybierają ich tam też tacy sami hydraulicy i gospodynie domowe. U nas trzeba jednak dodatkowo wierzyć w mądrość i nieprzekupność „elyt”, które po wyborze robią co chcą, aż do następnych wyborów. Gdy się spojrzy na poziom życia, wolności czy korupcji w krajach typu Szwajcaria czy Islandia, w których to bezpośrednio decyduje lud (zwany przez „elity” motłochem), to widać, że przekupienie tam całego społeczeństwa jest niewykonalne, w odróżnieniu od naszych posłów czy ministrów. I jakoś od lat w tych krajach korupcja jest najniższa, a poziom życia najwyższy.

Klemens

  • żródła: zdjęcie z pixabay

Dodaj komentarz