PSL nie ma się czego bać – Jerzy Targalski

Autor: Jerzy Targalski

Platforma drży przed wyborami, gdyż czeka ją dziś przegrana, co musi zakończyć się rozpadem partii. Deep state musi jednak dbać o własne interesy i los pionków do wynajęcia jest mu obojętny. Jeśli Kantar podał, że kandydatka Targowicy może liczyć na 4 proc. głosów, oznacza to tylko jedno – Kidawa, a wraz z nią Platforma zostały już spisane na straty.

Sondażownie nie są przecież od przedstawiania obrazu rzeczywistości, ale od jej kształtowania zgodnie z otrzymanymi poleceniami. Figuranci już to czują więc podskakują, krzyczą, lamentują i tupią, ale im to w niczym nie pomoże. Zapowiadają bojkot, by wszystkich, którzy nie wezmą udział w wyborach przedstawić jako swoich zwolenników. Niewiele im to jednak pomoże. Co inteligentniejsi powinni się już rozglądać za nowymi rozwiązaniami.

Jedynie PSL nie boi się wyborów i jest spokojny. Wie bowiem, że nie został spisany na straty, ale w obecnej sytuacji weźmie udział w nowym rozdaniu. W wyborach jak wiemy najważniejsze jest kto liczy głosy. Komisje mają się składać minimum z 3 członków, co oznacza, że na prowincji obsadzi je PSL, który dysponuje sprawną administracją, podczas gdy inne ugrupowania nie znajdą odważnych i żadne pieniądze nie pomogą. Takie są uboczne konsekwencje straszenia.

Mówiąc w skrócie, głosy liczył będzie Struzik z wiadomym wynikiem. Wie to również Jarosław Gowin, który PSL urozmaicony o 1 Kukiza nazywa koalicjantem. Chodzi oczywiście o przyszłe rozdanie, w którym Gowin liczy na pożywienie się resztkami Platformy. W takiej sytuacji odebranie samorządom, czyli faktycznie wójtom i przekazanie poczcie organizacji wyborów tylko pozornie rozwiązuje problem, gdyż urzędy pocztowe na prowincji znajdują się pod pełną kontrolą PSL. PSL nie ma się czego bać.

Get involved!

Comments

No comments yet