Idą, idą palikoty – Jacek Piekara

Polska jest jak zamknięta forteca, do której nie mogą się dostać bandyci chcący ją zdewastować, obrabować, a mieszkańców obrócić w niewolę. Ale herszt bandytów wciąż szuka sposobów, by złamać obrońców. Czasami sposoby te są prostackie i prymitywne, czasami bardziej finezyjne i mające omamić obrońców, by sami wpuścili wroga.

Tuż przed wyborami 10 maja (które, jak wszyscy wiemy, nie odbyły się, sabotowane połączonymi siłami „totalnej opozycji‟ od Lewicy po Konfederację) w Warszawie została zorganizowana demonstracja, którą nazwano „strajkiem przedsiębiorców‟. Na czele ludzi biorących udział w tym nielegalnym, agresywnym zgromadzeniu stanął kandydat na prezydenta (poparcie w sondażach – zero procent) Paweł Tanajno, były członek Platformy Obywatelskiej oraz dawny aktywista Ruchu Palikota. Atakowano policjantów (jedną policjantkę pobito i trafiła do szpitala), rzucano petardami, uszkodzono radiowozy. W czasie demonstracji wykrzykiwano nie tylko hasła antyrządowe i żądano dymisji rządu (co w czasie demonstracji jest normalne oraz zrozumiałe), ale krzyczano również o spisku koronawirusowym, a to twierdząc ,że żadnej epidemii nie ma, a to twierdząc, że wirus jest emitowany przez nadajniki telefonii 5G. 

W demonstracji brali udział nie tylko rzekomi „przedsiębiorcy‟, lecz również ludzie znani wcześniej z demonstracji KOD oraz manifestacji organizacji LGBT (na przykład tacy, którzy wcześniej atakowali wierzących wychodzących z kościołów). W takim oto doborowym towarzystwie odnalazł się niczym ryba w wodzie poseł Konfederacji Grzegorz Braun. Awanturował się, krzyczał, prowokował policjantów, traktował funkcjonariuszy z lekceważeniem, starał się ochronić łamiących prawo. 

Kulminacyjnym popisem posła Brauna było stwierdzenie, że wszyscy otaczający go rozrabiacze są jego asystentami społecznymi i żądał od policjantów, by ich przepuścili. Otóż problem w tym, że (abstrahując od skandalicznego faktu przydzielenia ad hoc kilkudziesięciu nieznanym ludziom legitymacji asystentów społecznych) asystenci społeczni posłów nie mają żadnych wyjątkowych praw, żadnych immunitetów.

Poseł nie może więc krzyczeć do policjantów: „macie ich przepuścić, bo to są moi asystencji społeczni!‟, gdyż tylko posłowie są objęci immunitetem. Asystentów nie dotyczy to w żaden sposób, są normalnymi obywatelami takimi, jak my wszyscy, a jednym z niewielu przywilejów, jakie mają, jest stała przepustka do Sejmu. Poseł Braun wykazał się więc nie tylko bufonadą, nie tylko urządził wszystkim pokaz kosmicznie przerośniętego ego, ale po prostu zademonstrował swoją niewiedzę dotyczącą przepisów prawa.

Najsmutniejsze jest to, że Konfederacja, organizacja, którą uważałem kiedyś za mającą pozytywny potencjał (natomiast teraz nazwałbym ją antypolską organizacją sabotażowo-dywersyjną, oczywiście w rozumieniu przenośnym i w wymiarze politycznym), poparła działania swojego obłąkanego posła. Dlaczego piszę „obłąkanego‟? Otóż dlatego, proszę Państwa, że człowiek, który porównuje obecny rząd do Targowicy, który grozi jego członkom publicznym wieszaniem, który nawołuje do biczowania homoseksualistów, który twierdzi, że w Polsce będą budowane izraelskie bunkry dowodzenia atomowego – taki człowiek musi być obłąkany. Grzegorz Braun jest również w mojej opinii postacią odpychającą. Naprawdę nie mogę już słuchać świętoszkowatego „szczęść Boże‟ z ust człowieka, który sprzymierza się z siłami nie tylko antypolskimi, nie tylko kosmopolitycznymi, ale również wściekle atakującymi Kościół, religię oraz ludzi wierzących.

Najgroźniejszymi wrogami Kościoła byli zawsze ludzie z jego szeregów, a nie jego zadeklarowani przeciwnicy. Na pierwszy rzut oka są bardzo pobożni i wnoszą na barykady religijne hasła. Nie chodzi im jednak o to, by obronić Kościół – jak sami deklarują – lecz by odciągnąć od Ewangelii jak najwięcej ludzi” –pisał jezuita Wojciech Żmudziński w artykule „Wilki w owczej skórze‟. Dodam, że powyższa konstatacja nie dotyczy tylko kwestii religijnych, lecz również politycznych.

Dlatego właśnie Konfederacja, udająca organizację patriotyczną, jest tak groźna dla patriotycznych wyborców. Bo jej działacze, w rzeczywistości cyniczni stronnicy „totalnej opozycji‟, mają szansę omamić uczciwych, porządnych ludzi. Takich, którzy nigdy nie podnieśliby ręki głosując na Lewicę czy Platformę. Tymczasem głosując na Konfederację wydaje im się, że zmierzają w stronę jakiegoś większego dobra, nie rozumiejąc, co naprawdę kryje się za fasadą patriotycznych i bogoojczyźnianych haseł. 

Ale podnosząc rękę za Konfederacją wszyscy muszą pamiętać że Biblia mówi: po owocach ich poznacie. A owocami Konfederacji w Sejmie jest to, że organizacja ta we wszystkich ważnych głosowaniach głosuje niemal zawsze tak samo jak Lewica oraz Platforma Obywatelska. Przeciwko PiS, przeciwko interesowi Polski, grając na osłabienie i chaos w kraju, knując, by doprowadzić do rozpadu większości rządzącej, co spowodowałoby dramatyczne konsekwencje, zwłaszcza w obliczu trwającej epidemii. Nie ma żadnego znaczenia patriotyczna czy bogoojczyźniana retoryka posłów Konfederacji. Bo nie w deklaracjach, nie w pustosłowiu jest znaczenie, lecz w konkretnych zachowaniach. Można też przypomnieć skandaliczne wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego, również członka sejmowego klubu Konfederacji, dotyczące osób niepełnosprawnych, kobiet, znęcania się nad dziećmi czy molestowania seksualnego. Wypowiedzi tak uwłaczające i tak przesycone pogardą dla ludzkiego nieszczęścia, że ich autor powinien nie tylko nie być posłem, lecz zostać otoczony społecznym i politycznym ostracyzmem (nie mówiąc już o idiotyzmach takich jak wypowiedziane przez niego zdanie: Nie ma różnicy pomiędzy Kaczyńskim a Hitlerem).

Konfederacja stworzyła duże grono popierających ją osób, które można określić już nie mianem zwykłych wyborców, a wręcz fanatycznych wyznawców. Dodajmy: często wyznawców wręcz zaślepionych nienawiścią do każdego, kto myśli inaczej, używających wulgaryzmów, szermujących życzeniami śmierci – spotykam się z tym często w mediach społecznościowych. Bardzo podobne zachowania obserwowaliśmy wcześniej u ludzi związanych z KOD, Ruchem Palikota czy Obywatelami RP. Dlatego właśnie dzisiejszy felieton nazwałem „Idą, idą palikoty‟, by pokazać Państwu, że pewne zachowania są nieśmiertelne. Zmieniają się zaledwie ludzie je prowokujący.

Wczoraj Janusz Palikot, Mateusz Kijowski, Paweł Kasprzak, dzisiaj Grzegorz Braun – pomimo pozornych różnic ich celem jest jedno: obudzenie w ludziach najgorszych emocji, prowokowanie pogardy, wywołanie agresji oraz nienawiści do myślących inaczej (a co ciekawe, głównymi wrogami wymienionych działaczy są zawsze zwolennicy PiS). Z takimi postawami musimy walczyć nie tylko jako społeczeństwo, ale jako ludzie, dla których ważne są reguły obowiązujące w świecie chrześcijańskiej etyki: prawda, piękno i miłość. A każde z nich wyklucza się ze słowem Konfederacja…

Jacek Piekara

Get involved!

Comments

No comments yet