Obalamy kolejny mit – demaskujemy narrację dotyczącą zamachu na klasę średnią – Jacek Biel

Umówmy się, że tam gdzie zaczyna się drugi próg podatkowy, zaczyna się również poziom życia klasy średniej (+120 000 zł rocznie = +10 000 zł miesięcznie).

Cała niesprawiedliwość, nad którą boleją najbogatsi wynika jednak ze spełnienia ich postulatów. Postulowali oni od dawna, aby podatki dla wszystkich były równe, w sensie, żeby stanowiły ten sam procent dochodu, innymi słowy, żeby podatki nie były bardzo progresywne, gdy dzieje się tak, że mniej zarabiający płacą np. 17% PIT, a lepiej zarabiający np. 32% PIT.

Życzenie to zostało spełnione. Od nowego roku wszyscy będą płacili składkę zdrowotną w wymiarze 9% dochodu. Dotychczas było tak, że osoby zarabiające najmniej (np. 30 000 zł rocznie = 2 500 zł miesięcznie) płaciły tyle samo składki zdrowotnej, co osoby najlepiej zarabiające (np. 300 000 zł rocznie = 25 000 zł miesięcznie).

W pierwszym przypadku składki zdrowotne (12 miesięcy x 361 zł = 4332 zł) stanowiły 14,41% rocznych dochodów (zatem najmniej zarabiający płacili składkę zdrowotną w wymiarze 14,44%), a w przypadku najlepiej zarabiających, udział składek zdrowotnych w zarobkach wynosił niecałe półtora procent (1,444%).

Nowe propozycje są w przekonaniu „liberalnych” krytyków zaproponowanych zmian, niedopuszczalną dyskryminacją i niszczeniem klasy średniej.

System taki, w którym mniej zarabiający ponoszą procentowo większe obciążenia podatkowe nazywamy systemem regresywnym, czyli nierównym w drugą stronę, a przeczcież walka z nierównościami (dyskryminacją fiskalną) jest głównym postulatem liberałów, zatem liberałowie dostali to, czego chcieli.

Kolejną kwestią jest duża ilość przekłamań nawet u pierwszoplanowych polityków Konfederacji, którzy liczą nowe stawki podatkowe następująco:

do 120 000 zł rocznie – 17% PIT i dodatkowo 9% zdrowotnego, czyli razem 26%, czyli wzrost opodatkowania;

powyżej 120 000 zł rocznie – 32% PIT i dodatkowo 9% zdrowotnego ,czyli RABUNEK!!! 41% podatków! (sam słyszałem takie „wyliczenia” posła Winnickiego).

Obaliłem ten mit i zalatującą taniochą propagandę w prezentowanym wczoraj felietonie Nowe podatki.

Jak wygląda to w praktyce? otóż w praktyce większość ludzi zarabiających powyżej 120 000 zł rocznie, to przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą, którzy rozliczają się podatkiem liniowym 19% (bez progów – zawsze mają 19% PIT), bądź prezesi spółek kapitałowych, które płacą 9% CIT i mogą wypłacać prezesom i członkom zarządu (czyli całej rodzinie) wynagrodzenie w dowolnej wysokości wynikające z powołania do zarządu, a nie ze stosunku pracy, co oznacza, że prezes nie płaci w ogóle składek ZUS i zdrowotnego.

Jedyną grupą najlepiej zarabiających, ale nie biznesmenów i prezesów, to menadżerowie, lekarze, prawnicy, architekci oraz przedstawiciele pozostałych wolnych zawodów; jest to statystycznie grupa mieszcząca się w promilu osób pracujących w Polsce. Czy zatem ten cały krzyk o obronie klasy średniej, dotyczy właśnie tej grupy?

Jak Państwo widzicie sposobów, żeby procentowo ponosić mniejsze obciążenia, niż przeciętny pracownik, wyrobnik, czy jednoosobowo prowadzący swój biznesik przedsiębiorca, jest wiele. Dzisiaj skupimy się na analizie porównującej obciążenia procentowe przed i po wprowadzeniu zmian podatkowych w dwóch skrajnych grupach – najmniej zarabiających pracowników (liberalnie wyzyskiwanych w celu zbudowania klasy średniej, czyli czyjegoś majątku) oraz pogardzających tą grupą liberałów („skoro są mało zaradni to dobrze im tak!”), którzy zapominają, że bez pracowników, ich fabryki stałyby i nie byłoby biznesu (biznes, drogo klaso średnia, to kontrakt korzystny dla obu stron, a nie tylko dla jednej). Zobaczmy jak sprawy mają się naprawdę.

Dla naszej analizy porównamy zarobki brutto pomniejszone o wymagane daniny (ZUS, zdrowotne, PIT).

Obecnie minimalne wynagrodzenie w Polsce to 2800 zł miesięcznie brutto. Jednak łączny koszt wynagrodzenia (z kosztami ponoszonymi przez pracodawcę) wynosi 3373 zł brutto miesięcznie. Ponieważ jednak wiadomo, że pracodawca nie może dokładać do pracownika, gdyż wtedy by zbankrutował, rozumiemy, że pieniądze te wypracowuje pracownik i de facto przedstawione poniżej obciążenia ponosi właśnie on*.

Zarobek brutto w wys. 3373 zł miesięcznie daje po zapłaceniu wszystkiego co jest wymagane 2061 zł na rękę. Potrącenia wynoszą zatem 1312 zł co stanowi 38,9%.

Przeanalizujmy teraz zarobki majstra, albo bystrego, wydajnego pracownika, albo kierownika na magazynie.

Umowa na 6500 zł brutto miesięcznie. Z obciążeniami pracodawcy wychodzi z kieszeni na taką pensję 7831 zł. Na rękę pracownik dostaje 4671 zł, czyli płaci danin państwu 3160 zł, co stanowi 40% jego zarobków.

I na koniec klasa średnia, czyli właściciel całego interesu rozliczający się podatkiem liniowym 19%. Dochód 25 000 zł miesięcznie – wymagane daniny: 5846 zł, co stanowi 23% zarobków.

Cała zatem „przedsiębiorczość” polega na tym, żeby urodzić się w bogatej rodzinie, wżenić w jakiś interes albo pożyczyć gdzieś milion na rozruch interesu na dobrym procencie (ale bez zdolności kredytowych) i potem samo się już kręci. Nie musimy być innowacyjni, twórczy, pomysłowi – wystarczy tłuc kaszanę na poziomie zarobków dających 25 000 zł miesięcznie i bogacimy się automatycznie – poprzez podatek regresywny; a pogardzani pracownicy, management średniego szczebla i cała reszta „niedołęgów” musi tyrać za grosze i płacić dużo wyższe podatki, co powoduje niemożność przebicia się do poziomu wystartowania z własnym biznesem; gdy jeszcze weźmiemy pod uwagę dzieci i odpowiedzialność jaka spoczywa na głowie rodziny, przestajemy się dziwić pewnej zachowawczości w stawianiu wszystkiego na jedną kartę.

Dobrze – teraz zobaczmy jak będzie „po nowemu”.

Minimalne wynagrodzenie w roku 2022 to ok. 3000 zł brutto miesięcznie. Z „kosztami” pracodawcy daje to 3614 zł. Wymagane daniny to 1258 zł, do wypłaty zostaje zatem 2356 zł. Procentowy udział danin w wynagrodzeniu wyniósł  34,8%.

Umowa 6500 brutto miesięcznie. Z „kosztami” szefa – 7831 zł. Wymagane daniny to 2900 zł czyli 37% zarobku.

I w końcu pokrzywdzony szef.

25 000 zł zarobku, wymagane daniny to 9778 zł, czyli 39% zarobku.

No pogorszyło się. O całe 16%, a pracownikom poprawiło się o 3%, a tym najbiedniejszym, którzy w rok zarabiają tyle co Boss w miesiąc – o 5% – no czarna rozpacz…

– już nie wystarczy na Bentleya, trzeba będzie jeździć jakimś nędznym Mercedesem S-Klass.

A na poważnie widzimy, że stworzona została skala lekko progresywna – najbiedniejsi płacą 34,8%, najbogatsi 39% – no jakichś wielkich nierówności nie ma, poprzednio były większe, ale na korzyść „klasy średniej”, a przecież wiadomo, że jak klasa średnia dostaje darmowe procenty, to być dobrze, ale jak jej darmochę zabrać to być źle.

Witamy zatem „klasę średnią” w świecie równych szans.


Edit: ponieważ miałem kilka telefonów, iż moje wyliczenia są niekompletne załączam kolejne.

Pokrzywdzony Szef na podatku liniowym

Każdy przedsiębiorca kalkuluje i wybiera korzystniejszy dla siebie sposób opodatkowania. Jednym z nich jest podatek liniowy 19% bez kwoty wolnej. Zobaczmy jak będzie się to kształtowało.

Dochód 300 000 zł rocznie = 25 000 zł miesięcznie

  • – zdrowotne 9% = 27000
  • -ZUS 12 x 1480 = 1 7760
  • i w końcu PIT 19% = 43391
  • razem danin = 88 151 zł = 7346 zł miesięcznie
  • „na kieszeni” zostaje 211 849 zł rocznie = 17 564 zł miesięcznie

Stanowi to 29,38% dochodu, zatem ci naprawdę najbogatsi tracą całe 6% na zmianach korzystając z podatku liniowego, a narzekają, jakby działa się im naprawdę dużo większa krzywda.

Jacek Biel

  • * wiadomo, że ZUS jest olbrzymim obciążeniem dla przedsiębiorców, a podatki nadal są za wysokie, artykuł dotyczy jednak tylko porównania wielkości danin od zarobków i dlatego użyto takiej a nie innej metody [edit].
  • obliczenia na podstawie kalkulatora – https://wynagrodzenia.pl/kalkulator-wynagrodzen/wyniki
  • foto

Dodaj komentarz