Brudny deal Gowina z establishmentem i rektorami - szkolnictwo wyższe

https://wpolityce.pl/polityka/363135-nasz-wywiad-aleksander-temkin-przygotowana-reforma-szkolnictwa-wyzszego-to-maskarada-i-brudny-deal-gowina-z-establishmentem-i-rektorami

Aleksander Temkin

Reforma szkolnictwa wyższego to maskarada i brudny deal Gowina z establishmentem i rektorami

Aleksander Temkin, działacz społeczny, filozof, założyciel i przewodniczący ruchu społecznego i stowarzyszenia Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie:

wPolityce.pl: Co jest pańskim zdaniem nie tak z reformą nauki i szkolnictwa wyższego, którą przygotował minister Jarosław Gowin? Ustawa chwalona jest w wielu środowiska naukowych i społecznych, była szeroko konsultowana.

Konsultacje Ustawy 2.0. przypominały ustawkę: odrzucono, pod nieprzekonującym pretekstem formalnym, projekt zespołu prof. Piotra Steca. Minister Gowin twierdzi, że jego projekt popiera całe środowisko. Tymczasem krytykują je nie tylko szef klubu PiS, prof. Ryszard Terlecki, ale tak różne środowiska jak NSZZ “Solidarność” UW, Pracodawcy RP, Kongres Ruchów Miejskich czy Polskie Towarzystwo Socjologiczne.
“Środowisko naukowe”, na które powołuje się minister Gowin, to przede wszystkim dobrze umoszczone w dotychczasowym systemie uniwersyteckim grupy interesu. Reforma przedstawiana jest jako wielka rewolucja, tymczasem widzimy, kto za nią stoi. I kto będzie głównym beneficjentem jej zapisów.

Kto?

Oligarchia, która doprowadziła polską naukę do godnego pożałowania stanu, w którym dziś się znajdujemy. Mam na myśli towarzystwo rektorów, którzy teraz przebierają się w nowe szaty i udają nowe twarze. To maskarada, która ukrywa podstawową treść reformy: brudny deal Jarosława Gowina z rektorami.

Mocne słowa.

Mocne, ale minister Gowin oddaje bardzo skorumpowanemu środowisku rektorskiemu niemal pełnię władzy na uczelniach, a rektorzy w zamian pozwalają Gowinowi wziąć za twarz to, co z tych uczelni po reformie pozostanie. Odsuwani od głosu są osoby spoza wąskich grup interesu. W naszej ocenie Gowin dogadał się z ludźmi, którzy stworzyli ten chory system i czerpią z niego rentę.

A może po prostu – w odróżnieniu od innych reform tego rządu – nie poszedł na skróty, tylko skonsultował się i porozumiał z środowiskiem, które ma być zmieniane?

W tym nie byłoby niczego złego, ale to jednak nie wygląda dobrze. Przywoływaliśmy wczoraj na konferencji prasowej konkretne afery, w których brali udział byli rektorzy, z których niektórzy są dziś twórcami reformy, o której mówimy. Pamięta Pan sprawę doktoratu Marka G.? Recenzent tej skandalicznej pracy jest jedną z głów środowiska byłych rektorów zrzeszonych w KRASP i jedną z czołowych osób tworzących tę reformę. Czy ci skompromitowani ludzie są najlepszymi sojusznikami dla wicepremiera i ministra nauki? Czy reforma ma polegać na tym, że zyskają oni pełnię władzy na uczelniach? A przy tym nie będą odpowiadać przed nikim – poza ministrem nauki. Powtarzam: to ustawka między establishmentem a Gowinem.

Czy dobrze rozumiem? Państwo nakłaniają do głębokich reform, do, być może, wytoczenia wojny dotychczasowym elitom w tej dziedzinie życia. Trochę jak w sądownictwie.

Nie do końca. Naszym zdaniem trzeba oddać władzę na uczelniach ludziom.

Brzmi ładnie, ale jak miałoby się to przełożyć na konkrety?

Po pierwsze – priorytetem jest przejrzystość finansowa. Nie może być tak, jak do tej pory, gdy dochodziło do wielkich przekrętów finansowych, za które nikt nie odpowiadał. Całość polityki finansowej uczelni musi być jawna i dostępna na stronach internetowych. Wszystkie decyzje o nagrodach i rozdziale środków powinny być pokazane w stosownych rankingach i tabelach na stronach uczelni. Tego wymają minimalne cywilizacyjne standardy dobrego zarządzania.

Nowa ustawa tego zabrania?

Nowa ustawa pozostawia to decyzji uczelni, czyli faktycznie w tym momencie decyzji rektorów. A że na nich nie można liczyć w kwestii transparentności finansowej już wielokrotnie się przekonaliśmy. Ale to tylko jedna z naszych uwag, Trzeba zmienić model wyborów rektorskich. Tam gdzie jest władza, musi być odpowiedzialność. Do tej pory ludzie, którzy mieli chęć przejęcia urzędów dogadywali się ze sobą – na uczelniach był albo jeden mocny kandydat, albo w ogóle jeden – bez kontrkandydatów. Wszyscy wiedzieli, kto i po co startuje – wybory były fikcją. Na jednej z ważnych polskich uczelni kandydaci pojawiali się nawet w dniu wyborów. To skandal, a ustawa nic o tym nie mówi i zostawia wolną rękę towarzystwu rektorskiemu. Potrzebne jest to, by rektorzy przedstawiali swój program, zgłaszali kandydaturę co najmniej cztery miesiące przed wyborami, by odbywały się debaty…. Rektorzy nie mogą być specjalną kastą poza kontrolą.

Należy także wprowadzić demokratyzację środowiska – chodzi nam o mechanizmy, które są już w użyciu. I działają w znacznie większej skali, na poziomie całych miast. Chodzi np. przykład o inicjatywę uchwałodawczą wewnątrz uniwersytetu, wzorowaną na inicjatywie mieszkańców czy budżet obywatelski. Tego ustawa nie przewiduje – jest wyłącznie władza, która mówi ludziom, co mają robić. Nie ma niczego oddolnego, żadnych realnych zachęt, które sprawiają, że atmosfera na uczelniach byłaby mniej konformistyczna niż dziś. My chcemy to nadto bierne i posłuszne środowisko rozruszać, zmusić do aktywności.
Podstawowym problemem środowiska naukowego są niezdrowa kultura organizacyjna, stosunki władzy: naukowcy, studenci drżą przed swoimi kierownikami, co odbija się też na konformistycznych pracach naukowych.

Poważne oskarżenia. Ale zatrzymajmy się przez chwilę przy elitach na uczelniach. Ustawa powołuje specjalne rady uczelni, MNiSW zapewnia z kolei, że to senat (uczelni) samodzielnie i autonomicznie wskaże, kto zasiądzie w radzie uczelni. Konstytucja dla nauki niczego nikomu nie narzuca w tym zakresie. Mało tego, jest też obietnica, że w radzie będzie miejsce dla przedstawicieli studentów. Za mało?

Minister Gowin, zarzucał naukowcom krytykującym powołanie Rad Uczelni rozwiązanie “ucieczkę od wolności”. Tymczasem Rady Uczelni to raczej “ucieczka w dowolności”, bo arbitralne, niemerytoryczne będą kryteria wyboru tych nowych radnych. W kwestii Rad Uczelni ustawa jest tak “liberalna”, że nie określa żadnych minimalnych kwalifikacji dla tych nowych radnych zarządzających uczelniami. Będą to mogły być nawet osoby bez wyższego wykształcenia. Skutkiem brudnego dealu Gowina z rektorami jest to, że będą oni odpowiadać wyłącznie przed zewnętrznymi radami uczelni. W naszej ocenie będzie to po prostu dobre miejsce na obsadzenie stołków. Kim obsadzić te rady? Jarosław Gowin zarzeka się, że na pewno nie jego ludźmi… W codziennej politycznej praktyce widzimy, że jest inaczej, a jego ludzie są w wielu miejscach spółek Skarbu Państwa. Obawiamy się, że skończy się to tak, że w radach zasiądą byli rektorzy, ewentualnie z politycznym dodatkiem. Stworzenie nowych synekur dla kolegów Ministra Gowina i kolegów rektorów nie zmieni polskiej nauki na lepsze. Musimy postawić na jawność, odpowiedzialność i przejrzystość finansową, a nie krycie afer i konformizm.

Państwa wątpliwości i podnoszone zarzuty spotkały się z jakąś reakcją ministerstwa i osób przygotowujących reformę?

Jestem członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie. Tymczasem Jarosław Gowin robi wszystko, by nasze środowisko zablokować – w jednym z wywiadów mówił, że dla niego poważnym partnerem są rektorzy, a nie jakiś tam Kongres. I dlatego powtarzam – to nie jest dobra zmiana, ale więcej tego samego, co niszczyło polską naukę do tej pory.

„Deal z establishmentem” choć główny, to nie jedyny państwa zarzut.

Tak. Mniejsze uczelnie – na skutek reformy - mogą zostać rozwałkowane.

Ma Pan zapewne na myśli te zapisy, które otwierają furtkę do zamykania uczelni czy kierunków, które są rozrośnięte także na lokalnych uczelniach. Ale może to dobra droga – skończmy z fikcją i produkowaniem kilkuset pedagogów czy absolwentów zarządzania w nawet najdrobniejszej miejscowości.

Oczywiście istnieją nieracjonalne przyrosty; przede wszystkim mnóstwo szkółek prywatnych, które oszukują, wręcz okradają swoich studentów. Obawiamy się jednak, że zapisy, które można interpretować z dobrą wolą, staną się narzędziem choćby do zamknięcia Uniwersytetu Szczecińskiego. Co stanie się z dobrymi specjalistami? Co stanie się z ambitną młodzieżą, jeśli ten uniwersytet zostanie zniszczony?
Artykuł 61. stanowi, że minister będzie mógł zupełnie dowolnie wycinać całe kierunki, które z jakiegoś powodu przestaną mu się podoba. Nie będzie musiał uzyskać zgody czy nawet opinii żadnego innego organu (np. Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego). Nie będzie musiał przedstawić żadnych wyliczeń uzasadniających swoją subiektywną opinię.

Mówi Pan tak, jak gdyby w ustawie był zapis likwidujący uniwersytet. To chyba jednak zbyt duże słowa.

Likwidacja Polski regionalnej – likwidacja ośrodków naukowych, które powinny stać się jej kołem zamachowym regionów – to niewątpliwe jeden z celów ustawy. Efekt nowej ustawy jest taki, że w zasadzie w takich miejscowościach jak Szczecin, Opole czy Białystok nie będzie można uprawiać badań naukowych, ponieważ zablokowane będą możliwości doktoryzacji, habilitacji (art. 213) i studiów na poziomie magisterskim (art.58.).
Dokąd uciekną ludzie ze Szczecina? Do Greisfaldu albo Berlina. Czy naprawdę uważamy, że celem ustawodawcy jest sprawienie, by polskim naukowcom odechciało się uprawiać naukę w Polsce?

Resort zapewnia, że choćby wprowadzenie tzw. regionalnej inicjatywy doskonałości - konkursu przeznaczonego dla uczelni regionalnych, nie tylko tych najlepszych – da drugi oddech tym uczelniom.

To śmieszne – MNiSW rzuca im ochłap, dziurawą szalupę w wysokości 50 mln złotych, jednocześnie zamieniając je w po prostu szkoły zawodowe.

Zgadzamy się tutaj z marszałkiem Ryszardem Terleckim: ta ustawa to „Kudrycka, tylko gorzej”. Zdecydowanie popieramy te słowa. Chciałbym, by politycy byli rozliczani z tego, co zrobili w poprzedniej kadencji. Donald Tusk reklamując poprzednią reformę Gowina-ministra sprawiedliwości powiedział, że minister Gowin “ma szajbę na punkcie deregulacji”. Gowin obiecywał, że jego poprzednia flagowa reforma otworzy drogę do zawodu młodym prawnikom spoza układu i zwiększy dostęp Polaków do usług prawnych. Jakie są efekty po kilku latach? Obecnie młodzi prawnicy – w przeciwieństwie np. do filozofów czy kulturoznawców – to jeden z bardziej zagrożonych bezrobociem grup absolwentów. Ceny usług prawnych nie spadły. Jedynym dziedzictwem Gowina w tym zakresie jest likwidacja sądów w regionach i oddalenie wymiaru sprawiedliwości od obywateli Polski regionalnej.
Podobnie regionalne uczelnie będą ofiarą radosnej twórczości ministra Gowina na kolejnym polu. A przecież lokalne ośrodki – ich gospodarka i kultura – też potrzebują doktoratów i inżynierów. W ostatniej kampanii wyborczej sporo mówiło się o likwidowanych pocztach, posterunkach policji czy sądach, które trzeba przywrócić w nawet najmniejszych miejscowościach. Przekonywano, że Platforma „zwija Polskę”. Więc pytam dziś, po dwóch latach “dobrej zmiany”: czym jest reforma przygotowana przez ministra Gowina, jak nie zwijaniem się Polski? Jeśli najbardziej szkodliwe zapisy ustawy Gowina nie zostaną wykreślone, jeśli nie dokonamy prawdziwej reformy w duchu przejrzystości finansowej i nowoczesnego zarządzania – to efekt rozregulowania kolejnej dziedziny przez ministra Gowina będzie równie dobry jak jego reformy z czasów PO.
not. Marcin Fijołek

Zmieniony ( 19.10.2017. )