Gdzie się podziała grypa?

Jeszcze rok temu zanim zaczęła działać koronawirusowa machina i rozpętała się wojna, która powoduje większe straty, i to również w ludziach, niż sam próbujący rzekomo zawładnąć całym światem groźny wirus SARS-CoV-2, diagnoza w przypadku infekcji objawiającej się gorączką, suchym kaszlem, zmęczeniem, bólami głowy lub mięśni czy też utratą smaku lub węchu brzmiałaby GRYPA! I to pomimo tego, że nikt nie wiedział co tak naprawdę tę reakcję obronną organizmu wywołało, wirusy grypy czy znane nie od dzisiaj koronawirusy, na których zmasowany atak odpowiedź immnologiczna organizmu jest po prostu bardzo podobna.   

      
Niestety to, że koronawirusy już wcześniej były przyczyną infekcji diagnozowanych jako grypa jakoś do zafiksowanych na covidzie dowodzących na pierwszej linii frontu rządzących, poświęcających bez chwili wahania życie jednych obywateli, aby rzekomo ratować drugich, nie dociera. A liczby nie kłamią.

Portal trojmiasto.pl zamieścił statystyki zachorowań na grypę i zakażeń koronawirusem w regionie pomorskim w styczniu tego roku. I okazało się, że mamy do czynienia z rzeczą dotąd niesłychaną, grypa, która co roku w okresie zimowym zbiera największe żniwo, a raz na jakiś czas przybiera nawet, przez pojawiające się znienacka nowe odmiany wirusa, postać pandemiczną, jest w prawie całkowitym odwrocie! Jak wynika z danych Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Gdańsku, w regionie pomorskim już jesienią 2020 roku odnotowano tendencję spadkową zachorowań na sezonową grypę w porównaniu z rokiem poprzedzającym. W październiku zdiagnozowano grypę tylko u 49394 osób, a rok wcześniej u 89223 chorych.          

W pierwszym miesiącu tego roku zdiagnozowano na Pomorzu 24071 przypadków grypy, co porównując do analogicznego okresu roku ubiegłego, a było to jeszcze przed czasami wielkiej zarazy, kiedy odnotowano ich aż 75772, daje spadek zachorowań na poziomie blisko 70 procent. Co ciekawe w tym samym czasie stwierdzono w regionie pomorskim 21070 przypadków zakażenia koronawirusem (oczywiście nie ma to nic wspólnego z zachorowaniami na covid), czyli razem 45141 przypadków zdiagnozowanych zakażeń wirusowych, co jest ciągle o wiele mniej niż zeszłorocznych zachorowań zwanych pospolitą grypą. To, że jest ich łącznie mniej o prawie 40 procent mówi samo za siebie, tym bardziej, że opieranie zaniku grypy na teorii cudownego działania maseczek jakoś w kontekście braku równie nadzwyczajnych wyników w przypadku koronawirusów jest mało przekonujące.                  

Choć przyznać należy, że większa higiena i ograniczenie kontaktów społecznych na pewno wpłynęły na mniejsze rozprzestrzenianie się infekcji wirusowych, to im głębiej w las, tym bardziej widać, że tragiczne skutki wprowadzonych ograniczeń są niewspółmierne do skali rzeczywistego zagrożenia. Niestety rządzący mimo tego, że nie od dziś wiadomo, że grypa wywołuje co roku miliony zachorowań i tysiące zgonów na całym świecie, a koronawirus okazał się nie taki groźny jak go malują, nie zamierzają z raz obranego kierunku na tzw. pandemię się wycofać.             

Opracowanie BC 


Źródło:    

Dodaj komentarz