Ciężka choroba służby zdrowia – centrum medyczne obraziło się na pacjentów

Im dłużej trwamy w narracji rzekomej pandemii, tym więcej zadziwiających incydentów, zachowań czy opinii, z których normalnie, gdyby nie to, że zagrożone jest życie ludzkie i to w dodatku wcale nie koronawirusem, można byłoby się po prostu nieźle uśmiać. Doszło już do takiej sytuacji, że być może niestosowny język, o jaki nietrudno kiedy wszystko stoi na głowie, komunikacji obywateli z pracownikami służby zdrowia może im ograniczyć dostęp do opieki medycznej choć płacą daniny na ubezpieczenie zdrowotne. Coraz częściej zdarza się, że pozostawieni na pastwę losu znerwicowani i zestresowani pacjenci z chorobami jedynie współistniejącymi, które nie cieszą się większym zainteresowaniem systemu skupionego na covid, nie przebierają w słowach.     

     
 Jak donosi portal gazetalubuska.pl kierujący Centrum Medycznym VITA w lubuskim Trzcielu na prośbę kadry medycznej poradni, użerającej się na codzień z przybierającym na sile problemem delikatnie mówiąc gwałtownych uniesień pacjentów, zarządził wpisywanie w ich dokumentacji medycznej notatek ,,dotyczących skrajnie niekulturalnych zachowań”. Biorąc pod uwagę fakt, że agresywne zachowanie chorych włącznie z wykorzystaniem niecenzuralnego słownictwa ,,zaczynającego się na litery k…., ch….,p….”, może świadczyć nie tylko o braku kultury, ale również o zaburzeniach w pracy najważniejszych dla ich życia narządów, jak również o postępującej chorobie całego systemu opieki zdrowotnej, pomysł wydaje się jak najbardziej na miejscu. Zapiski bowiem można wykorzystać do postawienia trafnej diagnozy, a tym samym skutecznego leczenia pacjenta  oraz do natychmiastowego wdrożenia programu naprawczego trawionego od lat nowotworem systemu. 

Okazało się jednak, że nie taki zamysł przyświecał kierującemu placówką. Jak czytamy we wpisie w mediach społecznościowych na stronie poradni, choć zachowanie tych osób wskazuje, że jak najszybciej powinny się znaleźć pod opieką specjalistów, nie mają co liczyć na skuteczne leczenie: ,,w przypadku powtarzających się incydentów agresji osoby takie będą usuwane z listy naszych pacjentów z równoczesnym przekazaniem informacji do NFZ…”. Można by przejść nad tym do porządku dziennego i … znaleźć po prostu inną placówkę, która zajmie się pacjentem, bez względu na występujące u niego niekulturalne objawy, gdyby nie pewne drobne utrudnienie, że jest to najbliższy ośrodek medyczny dla mieszkańców wielu małych okolicznych miejscowości. Tym samym mogą oni być narażeni na ograniczenie dostępu do gwarantowanych przez państwo świadczeń zdrowotnych.            

Co ciekawe jak czytamy w portalu gazetalubuska.pl lubuską przychodnią zainteresował się Rzecznik Praw Pacjenta po sygnale o możliwych nieprawidłowościach dotyczących świadczenia usług zdrowotnych. Jak wynika z wypowiedzi RPP dla Gazety Lubuskiej chodzi o zgłoszenie Lubuszanki dotyczące ,,odmówienia realizacji zaleceń, które pacjentka otrzymała od lekarza Szpitalnego Oddziału Ratunkowego” oraz przymusu ,,ujawnienia personelowi rejestracji informacji, do których jest nieupoważniony, pod groźbą braku kwalifikacji do świadczeń zdrowotnych”. W zgłoszeniu znalazło się również nawiązanie do nowelizacji zasad prowadzenia dokumentacji medycznej pacjentów poradni. Pacjentka dość trafnie zinterpretowała zjawisko agresji u chorych: ,,Lekarze na bieżąco naruszają prawa pacjentów i nienależycie wykonują swoje obowiązki, nic więc dziwnego, że pacjentom zdarza się unosić”.             

  
 Opracowanie BC 

Źródło:    

Dodaj komentarz