Stan polskiej floty (pod)wodnej. Czy mamy czym się bronić?

Podczas gdy rząd skupia całe swoje moce na walce z tzw. pandemią, wiele innych ważnych aspektów bezpieczeństwa państwa zdaje się być całkowicie pomijanych. Biorąc pod uwagę informacje medialne dotyczące polskiej floty (w szczególności tej podwodnej), obszar zabezpieczenia kraju od bałtyckiej linii brzegowej można uznać za właśnie taki pominięty aspekt. Posiadanie ogromnej floty morskiej może nie jest i nigdy nie było takiemu krajowi jak Polska potrzebne, nie mniej według powszechnej opinii nawet niewielka liczba, ale za to w pełni sprawnych i dobrze wyposażonych jednostek, przede wszystkim jednostek podwodnych, może znacząco wpłynąć na bezpieczeństwo w danym regionie.

Polska nie była nigdy krajem, który mógłby się pochwalić dużą liczbą łodzi podwodnych (łącznie nasz kraj w całej historii dysponował dziewiętnastoma tego typu jednostkami), na początku XXI w czynnej służbie mieliśmy 3 takie okręty. Dwa najstarsze jednak dobiegły już kresu swoich dni i zostały wycofane ze służby (mowa o ORP Sęp i ORP Bielik). Tym samym polska marynarka wojenna pozostała z … jednym, być może najbardziej znanym okrętem podwodnym – ORP Orzeł, który w dodatku nie jest w pełni sprawny. Jednostka co prawda przechodziła w ostatnich latach długotrwały remont, ale najwyraźniej nie rozwiązało to jej wszystkich bolączek. Z informacji prasowych wynika, że okręt wojenny w tym momencie jest „bezzębny” – jej jedyne uzbrojenie, czyli 6 wyrzutni torped, wymaga kosztownej kalibracji, co w praktyce może oznaczać, że nie jest w stanie sprostać potencjalnemu niebezpieczeństwu.      

Jeszcze w styczniu portalmorski.pl informował o zakończeniu przez jednostkę 5-dniowego szkolenia morskiego, które miało przygotować okręt i jego załogę do egzaminu dopuszczającego do pełnienia właściwej tej jednostce funkcji, czyli przede wszystkim zapewnienia bezpieczeństwa szlaków komunikacyjnych znajdujących się pod jego „opieką”. Załoga ćwiczyła różne warianty obrony wspomnianych szlaków komunikacyjnych, a także ich patrolowania czy śledzenia wykrytych jednostek. Portal nie podaje dokładnie jakim wynikiem zakończyły się te ćwiczenia, natomiast biorąc pod uwagę informacje o problemach m.in. z wyrzutniami torped, można przypuszczać, że aspekt ściśle obronny w sytuacji rzeczywistego zagrożenia mógłby być trudny do zrealizowania.

Łodzie podwodne mają jedną podstawową zaletę – po pełnym zanurzeniu są niewidzialne gołym okiem i generalnie trudno wykrywalne dla przeciwnika. Z tego względu tego typu jednostki stanowią nieocenioną broń nie tylko w bezpośredniej walce, ale również w zakresie zwiadu czy transportu. Taki niezauważony okręt może bowiem podjąć działania wiele kilometrów od swojej bazy macierzystej. Możliwość pojawienia się wrogiego okrętu podwodnego w danym rejonie wymaga często zaangażowania dziesiątek jednostek nawodnych i powietrznych, służących do zwalczania takich okrętów. Dlatego właśnie posiadanie nawet jednej w pełni sprawnej łodzi podwodnej stanowi strategiczne zabezpieczenie na danym akwenie.

Wygląda na to, że niestety nasz kraj przynajmniej chwilowo takiej zdolności nie posiada. Ogłoszony został przetarg na wykonanie kolejnych prac naprawczych w tej jednostce podwodnej. Naprawa wyprodukowanego w radzieckiej stoczni w Gorki w 1985 roku okrętu wyceniona została na ok. 740 tys. zł. Nieznany jest dokładny czas potrzebny na jej wykonanie i przywrócenie okrętu do służby. Z nieoficjalnych informacji wiadomo jedynie, iż oprócz wspomnianej wcześniej kalibracji wszystkich wyrzutni torped, w okręcie wymagana jest naprawa urządzenia służącego do załadunku (w tym torped) oraz bloku sterującego automatyką uzbrojenia. Reasumując, zakres prac wskazuje na to, iż trzeba przywrócić jednostce funkcje bojowe.

Wpływa to na nasze bezpieczeństwo na Bałtyku. Co prawda w ostatnich latach przy polskim brzegu nie dochodziło do poważnych incydentów, o których rozpisywałaby się prasa i być może nie mamy się czego obawiać, ale całkowity brak rodzimych jednostek podwodnych przy ich wspomnianej wyżej nieocenionej wartości obronnej, może napawać niepokojem. Trudno też odgadnąć plany rządzących dotyczące rozwoju tego sektora obronności, bowiem pojawiły się doniesienia o tym, że również ORP Orzeł ma wkrótce dokonać swojego żywota i zakończyć służbę.    

Opracowanie BC

Zródło:

1 komentarz do wpisu “Stan polskiej floty (pod)wodnej. Czy mamy czym się bronić?”

  1. I enjoy what you guys are up too. This sort of clever work and coverage!

    Keep up the very good works guys I’ve added you guys to our blogroll.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz