„Miałam synka z letalną wadą genetyczną…”

„Miałam synka z letalną wadą genetyczną, o której dowiedzieliśmy się w USG połówkowym. Była to wada genetyczna obu nerek, zdarzająca się raz na 40 tyś. urodzeń.

Od pierwszych chwil pod moim sercem błogosławiłam je i cieszyłam się z każdej sekundy jego życia. Gdy okazało się, że wada jest nieuleczalna, towarzyszyliśmy naszemu maluszkowi. Znalazłam w W-wie klinikę znanej sławy, w której pani doktor robi wewnątrzmaciczne operacje. Niestety również ona nie miała dla mnie dobrych wieści…

Maleństwo rozwijało się i rosło a ja modliłam się, abym mogła jak najdłużej je donosić.

W święto Niepokalanego Poczęcia przyjęłam szkaplerz św. Dominika, któremu tak jak Matce Bożej oddałam moje dziecko.

Do momentu urodzenia nie udawało się sprawdzić płci dzieciątka.

Od wykrycia wady towarzyszył nam w naszym cierpieniu o. Filip Buczyński z hospicjum perinatalnego im. Małego Księcia, przygotowując nas na różne sytuacje po porodzie oraz na ten dzień. Bardzo dziękujemy za to wsparcie i jesteśmy bardzo wdzięczni.

Czekały mnie jeszcze wizyty w klinice leczenia wad płodu, gdzie jeden z lekarzy, wykonując USG, patrząc prosto w oczy mówił: „po co pani takie chore dziecko. Niech pani je usunie”. Powiedziałam, że chcę je urodzić. Lekarz nie oponował ale był już mniej uprzejmy. Bardzo mnie dotknęła ta „propozycja”, z którą jak się okazało musiałam się jeszcze kilka razy zmierzyć, broniąc życia mojego dziecka.

Wówczas 4-letnia córeczka bardzo czekała na narodziny siostrzyczki lub braciszka. Gdy dowiedziała się o jego chorobie, podczas wizyty u nas naszej sąsiadki, powiedziała: „Pani Asiu, czy wie pani, że nasz dzidziuś pójdzie od razu do nieba, do Jezuska? Bo jest bardzo chory”.

Również starsi synowie bardzo to przeżywali, zwłaszcza młodszy pytał: „Mamo, czy dzidziuś naprawdę musi umrzeć? „Odpowiadałam, że według wszelkich badań i wiedzy lekarzy – tak.

Podczas ciąży miałam 3 marzenia, o które prosiłam Matkę Bożą:

– aby jak najdłużej nosić maluszka pod sercem

– aby ważył chociaż 2 kg

– abyśmy zdążyli je ochrzcić.

Modlitwy szły w niebo. Bardzo wiele osób, wspólnot, zgromadzeń modliło się o cud.

Nadszedł dzień porodu. Pojechaliśmy z mężem, który mi towarzyszył podczas całego porodu, jak i przy wszystkich naszych dzieciach.

Rodziliśmy w szpitalu na Jaczewskiego. Od całego personelu medycznego otrzymaliśmy bardzo dużo wsparcia, zrozumienia, szacunku. Przez ciążę towarzyszyła nam też pani psycholog, która pracowała w tej klinice. 22.03.2018 na świecie powitaliśmy synka, którego mąż ochrzcił imieniem Dominik co oznacza „należący do Pana”. Tuliłam nasze dzieciątko do serca, żegnając je i błogosławiąc. Synek odszedł do Pana po 3 godzinach życia.

Pochowaliśmy go na Majdanku w kwaterze dziecięcej.

Mamy naszego osobistego orędownika w niebie. A nawet dwóch (pochowaliśmy też synka który żył 11 tygodni pod moim sercem).

Na pomniku umieściliśmy napis: ” Nie pytamy Cię Boże dlaczego ich zabrałeś, lecz dziękujemy Ci, że nam Ich na chwilę dałeś” oraz fragment z Pisma świętego: „Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami”(2Kor 4,14)

Mimo wielkiego cierpienia, dziękuję Bogu za ten czas, ten trud i to cierpienie.

Mówiąc za Hiobem „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione”.

To dla mnie ważne, że mam miejsce, do którego mogę przyjść, zapalić lampkę i się pomodlić. Cieszę się, że moje łono nie stało się grobem ale miejscem miłości, sacrum, do którego powołał mnie Bóg.

I jeszcze jedno: nie można zrozumieć człowieka bez cierpienia i bez miłości. To miłość kształtuje nasze życie i nadaje mu sens, bez względu na okoliczności życia, w których zostaliśmy postawieni. Życie w zgodzie z prawem naturalnym, wpisanym w ludzie serca oraz w zgodzie z sumieniem przynosi pokój, którego wszystkim życzę.”

pisze Pani Jolanta Wróbel.

Śmiertelnie chore dziecko także jest człowiekiem i zasługuje na miłość. Wbrew temu co się wydaje wielu osobom miłością nie jest przedwczesne skrócenie jego życia.

Zarówno dla dziecka jak i jego rodziców lepiej jeśli śmiertelnie choremu dziecku da się szansę urodzić. Wysłuchałam już wielu podobnych historii, a także historii rodziców, którzy dokonali aborcji. To są zupełnie inne emocje.

Get involved!

Comments

No comments yet