„Ja, Ty, Pani i Pan(demia)” – „W obliczu tego, co teraz się dzieje, ugnie się niejeden twardy kręgosłup”

Gazeta Lubuska zainicjowała społeczną akcję „Ja, Ty, Pani i Pan(demia)”. Na łamach gazety pojawiły się  wypowiedzi lokalnej społeczności na temat tego jak reagujemy na zagrożenie koronawirusem. Czego się obawiamy, co nas dziwi, cieszy i czego się spodziewamy.       

Dziennikarz GL Zbigniew Borek pomysłodawca akcji rozesłał w sieci wiadomość:    

„Cześć/witam/dzień dobry. Próbuję jakoś zapisać ten czas, chciałbym więc Cię/Pani/Pana prosić o współudział i odpowiedzi.

  • Czy epidemia zmieni/zmieniła coś we mnie i w nas, Polakach, Europejczykach, ludziach?    
  • Jaka będzie po koronawirusie społeczność, w której żyję, pracuję, działam?     
  • Jaka będzie Polska, Europa i świat po koronawirusie?  
  • Czy zrobiłem/zrobiłam w epoce koronawirusa coś, o co wcześniej bym się nie podejrzewał(a)?     
  • Czy coś mnie zdziwiło albo rozśmieszyło?      

Poprzez media społecznościowe, kontakt osobisty i telefoniczny z wieloma osobami z różnych grup społecznych udało mu się zebrać bogaty materiał dokumentujący społeczny stan ducha w tym niezwyczajnym czasie. Oto fragmenty wypowiedzi osób, które przyłączyły się do akcji:                 

GORZOWIANKA:     
„Kim jestem? Matką, żoną, córką, pielęgniarką. Kolejność z poczucia odpowiedzialności za bliskich, wykonywany zawód na końcu, ale gdyby trzeba było podjąć wyzwanie w okresie pandemii… Tak, podniosłabym rękawice, mimo frustracji na wszechobecne kłamstwa naszej władzy, złości na nieprzygotowanie szpitali i systemu. Nie jestem bohaterką, ale nie schowam się w mysiej dziurze.

Co zmieniła pandemia? Wywołała poczucie solidarności, ale czy to musi się dziać tylko w obliczu zagrożenia? Niestety też dzieli, zamykamy granice, patrzymy z obawą na mijanych ludzi. Zauważamy zawody, które normalnie mało popularne wynosimy na piedestał. Na jak długo w społeczeństwie zostanie szacunek do siebie nawzajem? Jeżeli sytuacja się przedłuży, obawiam się, że ludzie zaczną skakać sobie do oczu”.    

JACEK KATARZYŃSKI DZIENNIKARZ GL:        

„Jeszcze nie tak dawno śmialiśmy się wspólnie z memów na temat koronawirusa. Ba! Sam na ten temat zrobiłem pierwszego w życiu mema. Ale wszystko zaczęło się zmieniać tak błyskawicznie, że do tej pory ciężko to sobie poukładać. Dramatyczne i tragiczne doniesienia z dnia na dzień, z godziny na godzinę tak nas przytłaczają, że nikt się z tego już nie śmieje.

Ta pierwsza faza epidemii uruchomiła cudowną cechę Polaków – jednoczenie się w walce i wspieranie nawzajem. Nie, epidemia nic w nas nie zmieniła. Ale zmieni. To, z czym się teraz mierzymy, jest wciąż niewyobrażalne. I coraz bardziej dotkliwie odczuwalne. Dla wszystkich. Staniemy się bardziej nieufni, skryci, przybici. Wielu z nas podda się. W obliczu tego, co teraz się dzieje, ugnie się niejeden twardy kręgosłup. Oby skończyło się na przejściowych depresjach.    

Ale to, co zauważyłem jeszcze na początku marca, robiąc materiały o koronawirusie dla „Gazety Lubuskiej” na mieście, napawa jednak optymizmem. Ludzie byli wobec siebie bardziej cierpliwi (!) i spokojni, mili, życzliwi. Rzekłbym nawet, że biło od nich takie specyficzne ciepło.

Boję się tego, że to, co pozostawi po sobie koronawirus, to będą nie tylko jego bezpośrednie ofiary. Ale przede wszystkim ofiary dramatycznych zmian gospodarczych. Nazwałbym ten efekt „odpryskami epidemii”. Po prostu koronawirus pozostawi po sobie gruz w gospodarce. I myślę tu o tych wszystkich ciężko pracujących ludziach, którzy już teraz stoją w obliczu bankructwa. Z każdą dziedziną życia będziemy w stanie sobie z czasem poradzić. Ale jeżeli rząd nie wymyśli czegoś mądrego dla wsparcia małej przedsiębiorczości, i nie mówię tu tylko o restauratorach i hotelarzach, bo choć obecnie oni odczuwają te wszystkie ograniczenia najciężej, to reszta poleci jak klocki domina. I wiele lat zajmie nam podnoszenie się z kolan do poziomu standardów, do jakich przywykliśmy. Przyjdzie czas, kiedy pożałujemy radości z każdego 500+. Uznamy je za przedwczesną rozrzutność. Bo chleb będzie kosztował 20 złotych”.       

PAULINA SIUDA MATKA POLKA:     

„Ja bardzo bym chciała, żeby świat zwolnił. Mam nadzieję, że w obliczu zagrożenia własnego życia ludzie otworzą się chociaż trochę na istotne problemy naszego świata. Być może spowolni to trochę postępujący proces rozkładu instytucji rodziny, która jest przecież podstawową komórką w społeczeństwie. Jeżeli dzielimy się miłością i empatią w rodzinie, to rośnie prawdopodobieństwo, że i tacy będziemy wobec sąsiadów, współpracowników i innych ludzi, którymi jesteśmy otoczeni. Dla mnie to, co dzieje się dzisiaj z przymusu, jest celem, który chcę osiągnąć na przyszłość. Praca z domu, więcej czasu na wychowanie i przyjęcie pełni odpowiedzialności za to, w jaki sposób i w jakim otoczeniu będą wychowywane nasze dzieci. Obawiam się tego, w jaki sposób pandemia dotknie kraje rozwijające się. Nie wiem, czy ludzie mają świadomość tego, jak dużą odpowiedzialność ponosimy jako konsumenci za sytuację, która może się tam wydarzyć. Chciałabym, żeby ludzie bardziej doceniali rękodzieło i wybierali produkty tworzone w kraju, albo i w bliskiej okolicy”.      

MARIA TERESA EMERYTKA ZE STRZELEC KRAJEŃSKICH:      

„Otóż przyszło być może jakieś opamiętanie, ale czy ono coś zmieni? Wątpię. Ludzie są bardzo złośliwi, jakby nie wiedzieli, co w życiu jest najważniejsze. Obawiam się o wszystkich, którzy w tym czasie mogą stracić pracę. O małe firmy, które być może nie udźwigną tego ciężaru. O dzieci, te najmłodsze, które borykają się z tym nauczaniem. Rząd sobie poradzi, a co z nami?”.     

Więcej wypowiedzi na stronie:   

https://gazetalubuska.pl/zdziwienie-i-smiech-strach-i-niepewnosc-jak-reagujemy-na-zagrozenie-koronawirusem-czytaj-w-akcji-gl-ja-ty-pani-i-pandemia/ar/c1-14884579

Na podstawie gazetalubuska.pl 

Oprac. BC

Obraz PublicDomainPictures z Pixabay

Get involved!

Comments

No comments yet