Furgonetka antyaborcyjna, mimo przegranej jej właściciela w sądzie, nie zniknie spod szpitala w Gorzowie

Sprawa furgonetki antyaborcyjnej należącej do działacza fundacji Pro-Prawo do życia, znanego lokalnego przedsiębiorcy Kazimierza S., która od ponad pół roku stoi pod szpitalem wojewódzkim w Gorzowie ma nieoczekiwany ciąg dalszy.             

Na banerach informacyjnych o czterech legalnych zabiegach aborcji przeprowadzonych w gorzowskiej placówce znajdują się również poruszające, drastyczne zdjęcia płodu ludzkiego ciąży przerwanej w 22. tygodniu. Ponieważ trzy osoby, m.in. znany w Gorzowie chirurg dziecięcy Piotr Gajewski zgłosiły sprawę policji, miała ona swój finał w sądzie.                    

Rozprawa przed sądem rejonowym zakończyła się nie tylko podobnie jak w sądowym postępowaniu nakazowym uznaniem, że działacz popełnił wykroczenie, ale co ciekawe nałożona grzywna za, jak orzekł sąd, wywoływanie zgorszenia wzrosła z 1 do 1,5 tysiąca złotych.           

Kazimierzowi S., który ponownie nie zgadza się z wyrokiem sądu przysługuje jeszcze odwołanie. Jedna z osób wspierających gorzowskiego działacza jak czytamy w portalu gazetalubuska.pl nie kryła wielkiego zaskoczenia nie tylko wyrokiem, ale również znaczącym zwiększeniem orzeczonej pierwotnie przez sąd grzywny.                   

Jak donosi portal gazetalubuska.pl gorzowski obrońca życia nie składa broni. Mimo nieprzychylnego wyroku mobilizująco podziałała na niego wiadomość o orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, że aborcja jest niezgodna z konstytucją RP. Teraz tym bardziej uważa swoje dotychczasowe działania za słuszne i nie zamierza zrezygnować z kampanii informacyjnej pod gorzowskim szpitalem, choć dla wielu jej forma jest mocno kontrowersyjna:               

,,Sąd dał wiarę wrażliwości świadków, których gorszy widok zabitego dziecka nienarodzonego, a nie gorszy sam fakt zabijania”.          

Opracowanie BC 

Źródło:     

Dodaj komentarz