W Pasewalku protestują przeciwko ograniczeniom w ruchu granicznym

Ruch obywatelski ,,freie grenze – wolne granice”, który zawiązał się spontanicznie po tym jak władze Meklemburgii Pomorza Przedniego wprowadziły w październiku restrykcyjne przepisy dotyczące przekraczania granicy polsko-niemieckiej obejmujące nawet polskich pracowników transgranicznych i mieszkańców przygranicznych miejscowości, nie daje za wygraną w sprawie wprowadzonego obowiązku testowania.                  

Według przedstawicieli inicjatywy obywatelskiej ,,wolne granice” dotyczącej zniesienia dyskryminujących Polaków obostrzeń, ugoda, którą podpisały ostatnio niemiecka i polska strona co do zwiększenia dostępności i zmniejszenia kosztów obowiązkowych testów, co ciekawe ważnych tylko 4 dni, jest w dalszym ciągu krzywdząca i stawia Polaków w szeregu obywateli unii gorszej kategorii.             

W związku z tym, jak donosi portal radioszczecin.pl, w sobotę 27 lutego zorganizowali w Pasewalku protest przeciwko utrudniającym życie w pasie przygranicznym obostrzeniom wprowadzonym przez władze niemieckiego landu. W takiej niekomfortowej sytuacji jest aż kilkanaście tysięcy Polaków, którzy pracują po drugiej stronie granicy i codziennie ją przekraczają oraz mieszkających na terenie Meklemburgii i pracujących po obu stronach.            

Protestujący skarżą się nie tylko na brak zrozumienia u niemieckich władz landu, ale również wsparcia lokalnych polityków, co dziwi ich tym bardziej, że kiedy wiosną ubiegłego roku spanikowany doniesieniami o tzw. pandemii polski rząd zamknął granice, zarówno niemieccy jak i polscy politycy przyłączyli się do protestów mieszkańców przygranicznych miejscowości organizowanych po obu stronach granicy, przeciwko wprowadzonym restrykcjom.          

Tym razem podczas manifestacji zabrakło niestety lokalnych parlamentarzystów z PO, którzy tak ochoczo udzielali się wówczas podczas przygranicznych protestów, a władze Meklemburgii nie raczyły nawet na petycję inicjatywy obywatelskiej w tej sprawie odpowiedzieć. Jedni i drudzy politycy nabrali wody w usta. Jak twierdzi w wypowiedzi dla Radia Szczecin rzecznik inicjatywy obywatelskiej ,,wolne granice” Bartosz Marosz: ,,(…)zamykają się za drzwiami swoich biur. Do tej pory nie znaleźli czasu by nam odpowiedzieć”.         

A chodzi o ważki problem, jak się okazało unijnej ściemy, dotyczący funkcjonowania w ramach Europy bez granic Metropolitalnego Regionu Szczecin i Euroregionu Pomerania, których wypracowane przez lata zasady prysnęły w oka mgnieniu jak bańka mydlana!         

Opracowanie BC 
Źródło:     

Dodaj komentarz