Tylko koronawirus – a co z innymi niebezpiecznymi chorobami?

Sytuacja wokół nas się zagęszcza, rządzący pomimo tego, że jak pokazują statystyki stwierdzonych zakażeń, coraz bardziej absurdalne restrykcyjne ograniczenia prowadzą jedynie do zwiększenia ich ilości. Szczególnie ostatni zakaz uprawiania sportu i nakaz noszenia masek medycznych, które jak słusznie zauważył na początku koronacyrku były już minister zdrowia ,,nie zabezpieczają przed wirusem”, pokazał, że do niczego dobrego to nie prowadzi. Kilka tygodni po ich wprowadzeniu zamiast zmniejszenia transmisji mamy w kraju rekord za rekordem ilości zakażeń i zgonów.               

Oczywiście to wina … brytyjskiej odmiany koronawirusa, a nie beznadziejnej odporności obywateli, którym wprowadzaniem lockdownu coraz bardziej zaciska się pętlę na szyi, choć już ledwie żyją. I nie jest to wcale wina spędzania większości dnia w masce, która jak wynika z badań jest siedliskiem niebezpiecznych dla zdrowia i życia drobnoustrojów będących przyczyną ciężkiego przebiegu zachorowań, i to nie tylko w przypadku zakażenia koronawirusem. Miało być odważnie, a jest kolejny podszyty strachem unik i uparte stosowanie rozwiązań, które w istocie nie tylko nic nie dają, ale narażają wszystkich na jeszcze bardziej tragiczne w skutkach efekty, zarówno dla zdrowia jak i szeroko rozumianego życia.          

Stąd wniosek, że z powodu wprowadzenia nie do końca przemyślanych obostrzeń, zakażonych z krytycznymi objawami infekcji wirusowych będzie przybywać, a pacjenci z innymi chrobami, których stan z powodu panującego koronawirusowego wariatkowa też się pogorszy nie mają większych szans na ratunek. No chyba, że mają też covid lub po prostu wirusówki jak co roku zresztą o tej porze ze względu na niesprzyjającą im aurę dadzą za wygraną, a rządzący będą mogli wykorzystać nadarzającą się sposobność aby obwieścić … swoje zwycięstwo. Jak donosi portal trojmiasto.pl trójmiejscy neurolodzy jeszcze przed wprowadzeniem ścisłego lockdownu bili na alarm, że ,,pacjenci z objawami udarowymi za późno trafiają do szpitali”. I nie jest to jedyny problem społeczeństwa, choć próbuje się mu wmówić, że jest nim tylko koronawirus i covid.        

Obywatele z problemami zdrowotnymi nie tylko mają problem z dostaniem się do placówek zdrowia, ale po prostu z powodu koronawirusowej propagandy boją się do nich zgłaszać czy wzywać pogotowie. Normalna dotąd wirusówka stała się najgorszym co może się obywatelowi przytrafić, a tak wcale nie jest. Zbyt późna interwencja w przypadku udaru mózgu, który nie przytrafia się tylko seniorom, jest również często przyczyną śmierci. Nie wspominając o innych bardzo dotkliwych skutkach jak paraliż, niepełnosprawność, zaburzenia psychiczne czy niewydolność krążenia. A liczy się czas zgłoszenia, szanse na powrót do zdrowia mają tylko ci pacjenci, którzy trafią w ręce specjalistów najpóźniej 4 do 5 godzin od momentu pojawienia się pierwszych symptomów udaru, którymi mogą być ból głowy czy drętwienie rąk, zaburzenia mowy, opadnięcie kącika ust i niedowład kończyn.        

Jak wynika z wypowiedzi dr Adama Kobayashi z Instytutu Psychiatriii Neurologii w Warszawie zamieszczonej przez portal medonet.pl istnieje szybki test na sprawdzenie czy nie mamy do czynienia z podejrzeniem udaru mózgu. Na wszelki wpadek w tym zwariowanym świecie warto go znać:   
,,Trzeba poprosić chorego, aby uniósł obie ręce przed siebie. Jeśli jedną będzie trzymał wyżej, od drugiej, zachodzi prawdopodobieństwo, że miał udar i trzeba wezwać karetkę. Można też poprosić chorego, aby ścisnął swoją dłoń najpierw jedną ręką, a potem drugą. Różnica w sile ucisku też jest wskazaniem do wzywania pogotowia. Również jeśli chory nie potrafi palcem dotknąć swojego nosa przy zamkniętych oczach, to można podejrzewać udar”.         

Opracowanie BC 
Źródło:    

Dodaj komentarz