Sport to już nie zdrowie?

Do czego prowadzi koronawirusowa paranoja, przekonujemy się codziennie od roku, absurdów na poziomie centralnym i lokalnym nie ma końca, ale zawsze jest wygodne wyjaśnienie najbardziej nawet idiotycznych decyzji – zabójczy covid. Ciekawe, że idąc tropem taktyki ograniczeń i uniku, nie zabroniono jeszcze obywatelom jeździć samochodami, czy nawet przechodzić przez ulicę w ramach nowego trendu ratowania wszystkim za wszelką cenę zdrowia i życia, wszak ofiary wypadków stanowią znaczne obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej, a trup niestety ściele się przy okazji często i gęsto.            


Za to mamy wiele innych ograniczeń utrudniających życie, które zamiast zapobiegać epidemii i ostrym objawom zachorowań sprzyjają im jak mało co. Takich kwiatków nie trzeba szukać daleko. Jak czytamy w portalu rządowym gov.pl nowe mistrzowskie zagranie, oczywiście stosownym rozporządzeniem stojące, zamyka Polakom możliwość dbania o własne zdrowie, a przedsiębiorcom z branży sportowej i ich pracownikom zarabiania na utrzymanie rodzin. Od 2 kwietnia z basenów, siłowni, klubów fitness czy innych obiektów sportowych mogą korzystać jedynie ,,członkowie kadry narodowej polskich związków sportowych w sportach olimpijskich i paraolimpijskich”.              

I nie ma niestety na liście organizacji uprawnionych do uprawiania sportu w ośrodkach sportowych związków amatorskich, które z konieczności chwili wyrastały jak grzyby po deszczu. Członkowie tak modnego ostatnio Polskiego Związku Przeciągania Liny mogą uprawiać sport zdalnie i najlepiej w maseczkach. Jakoś nie można pozbyć się wrażenia, że raczej nie chodzi o zdrowie, ale o to aby doprowadzić naród do ciężkiej choroby. Jak słusznie zauważył prezes Polskiej Federacji Fitness, jeszcze zanim rządzący uszczelnili przepisy, apelując o odmrożenie branży, że uniemożliwia się korzystanie z obiektów sportowych osobom najbardziej narażonym na ciężki przebieg zakażeń koronawirusem, szczególnie z nadwagą czy cukrzycą, których w kraju jest łącznie kilkanaście milionów.          

Według prezesa Szczecińskiego Centrum Treningu Personalnego, który w rozmowie z lokalnym portalem wszczecinie.pl skomentował najnowsze ograniczenia w branży jest to ,,żenująca sprawa”:       
,,Nie wiemy, co dalej, nikt nic nie wie i trwa to od wielu miesięcy. Czujemy się jak przestępcy schodzący do podziemia, bo chcemy ćwiczyć z naszymi podopiecznymi, którzy np. walczą z otyłością. Wiele klubów nadal nie dostało żadnej pomocy, żadnego wsparcia. Pewnie zaraz PZU albo jakieś zagraniczne sieciówki zaczną przejmować małe lokale”.        

Opracowanie BC 

Źródło:    

Dodaj komentarz