„Rozgnieść tę gnidę można tylko przed sądem, jeśli nie chce się ubrudzić rąk.” [Rafał Dudziak – Żywiec]

„Panie Hubercie! Gnidy należy rozgniatać, żeby smród się nie roznosił. Ma Pan do czynienia z wyjątkowo odrażającą gnidą i można by ją zignorować żeby się nie ubrudzić. Jednak rozgnieść tę gnidę można tylko przed sądem, jeśli nie chce się ubrudzić rąk.
Życzę powodzenia i odporności psychicznej, pozdrawiam, jeden z tych 65 tysięcy” (pisownia oryginalna)

Taką wypowiedź Wiesław Augustynowicz pozostawił pod filmem na profilu Huberta Maślanki skierowanym do Jerzego Jachnika. Zastanawia ton, agresja i język – choćby słowo gnida, które zostało użyte trzy razy. Nie jest to jedyna obelga w tych kilku krótkich zdaniach. Szczególnie jednak zdumiewa treść zawarta w tym ataku. Co oznacza owo „brudzenie rąk”? Czy jest to tylko niekontrolowany wybuch nienawiści? Co mogłoby się wydarzyć, gdyby ten sędziwy już człowiek o bogatej karierze politycznej i równie ciekawej historii własnej rodziny, wypowiedział te słowa w okresie PRL? Powodem tak nerwowej reakcji stała się dyskusja między panem Jerzym Jachnikiem, posłem 8. kadencji na Sejm RP a kandydatem na senatora Hubertem Maślanką. W wyniku tej wymiany zdań Hubert Maślanka przyznał, że jego ojciec był oficerem Służby Bezpieczeństwa:

Tak, mój tata był oficerem Służby Bezpieczeństwa. (…)
Nie był złym człowiekiem. Dla mnie jako dziecka, źli jawili się głównie Ci, którzy do niego przychodzili – ludzie, którzy dla paszportu czy kilku prezentów z zachodu sprzedawali swoich sąsiadów, kolegów, czasami rodzinę.
Ja Panie Jachnik wiem doskonale, co reżim komunistyczny robił ze „swoimi” ludźmi, jak ich szkolił, jak tresował (sic!), jak przetrzebiał umysły, niestety uczył również jak walczyć i jak niszczyć. Wiem, bo cała moja rodzina tego doświadczała. Myśli Pan, że u mnie w rodzinie były pieniądze, były pomarańcze, że były jakieś profity? … to niech Pan tak dalej myśli (…)

Z tej wypowiedzi można wnioskować, że Hubert Maślanka nie uważa się za beneficjenta systemu komunistycznego, co więcej – być może w jakimś stopniu odczuł jego negatywne skutki. Co jednak mogą mieć do powiedzenia ludzie, którzy doświadczyli służbowej działalności jego ojca? Przytoczymy fragment prośby o przepustkę internowanego na okres świąt Bożego Narodzenia:

Matka moja … będąc świadkiem internowania mojego męża doznała silnego szoku nerwowego który doprowadził do choroby psychicznej, w skutek czego przebywa aktualnie w szpitalu dla psychicznie chorych w Krakowie Kobierzynie. W chwilach świadomości Matka usilnie prosi o umożliwienie jej zobaczenia zięcia i z tego powodu uważam, że wizyta mego męża u Matki wpłynie dodatnio na stan zdrowotny chorej. Sytuacja moja w chwili obecnej jest bardzo ciężka. Mając dwoje dzieci, najmłodszy 4 lata, częste konieczne wyjazdy do szpitala do Matki, brak pomocy domowej, tak że wszystko wpływa ujemnie na moje zdrowie psychiczne i fizyczne wskutek czego często choruję. Dodatkowo przytłacza mnie widok smutku i tęsknoty moich dzieci za ojcem a szczególnie tego 4 letniego synka…

Prośba została zaopiniowana negatywnie przez ojca Huberta Maślanki, którego rozłąka rodziny internowanego najwyraźniej nie wzruszyła.  Skoro więc – jak dowiadujemy się z coming outu – nie był on złym człowiekiem,  gdzie kandydat Koalicji Obywatelskiej doszukuje się prawdziwego zła? Kim byli ” ludzie, którzy dla paszportu czy kilku prezentów z zachodu sprzedawali swoich sąsiadów, kolegów, czasami rodzinę”? Wiesław Augustynowicz w swoim życiorysie zapisał wiele wyjazdów zagranicznych. Czy mógł należeć do tej grupy? Raczej nie, ponieważ cieszył się zaufaniem Służb Bezpieczeństwa i raczej nie musiał o nie zabiegać:

Odpowiadając na pismo z dn. 20.08.1976r. uprzejmie informuję, że Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej nie wnosi zastrzeżeń w sprawie upoważnienia Ob. Wiesława Augustynowicza do prowadzenia prac tajnych i obronnych stanowiących tajemnicę państwową i służbową.

Wiesław Augustynowicz pracował w wielu zakładach na stanowiskach kierowniczych m.in. jako zastępca dyrektora Odlewni Żeliwa w Węgierskiej Górce, aktywny członek PZPR. Wyjeżdżał służbowo do krajów byłego bloku wschodniego oraz do państw Bliskiego Wschodu takich jak Pakistan i Egipt. Przypomnijmy, że w centralach handlu zagranicznego funkcjonariusze służb specjalnych PRL zbierali kapitał, który wykorzystali po 1989 roku. W PTHZ Varimex, z którą związany był  Wiesław Augustynowicz, działał TW „Marta” – tajny współpracownik SB. CHZ-y na przełomie lat 80. i 90. stały się również elementem procesu uwłaszczania nomenklatury PZPR i osób związanych z tajnymi służbami PRL.

Wiesława Augustynowicza łączą też bliskie związki rodzinne z Adolfem Bielem, działaczem Komunistycznej Partii Polski, PPR i PZPR, który w roku 1946 brał czynny udział w zwalczaniu podziemia niepodległościowego na Żywiecczyźnie.

Z kolei ojciec Wiesława Augustynowicza aktywnie działał w Stowarzyszeniu PAX. Stowarzyszenie PAX było jedną z organizacji katolików świeckich w PRL, której działalność trudno jednoznacznie ocenić. PAX nazywany był państwem w państwie i największym prywatnym imperium gospodarczym na wschód od Łaby. Grupa Piaseckiego będąc członkiem Frontu Jedności Narodu i posiadając swą reprezentację w Sejmie, legitymizowała działania władz, ale też starała się „ugrać coś dla siebie”.  PAX służył komunistom do rozbijania od środka Kościoła katolickiego w Polsce. W latach stalinizmu Piasecki (prezes Stowarzyszenia) odgrywał rolę agenta wpływu. W czasie nasilonych represji wobec Kościoła wielokrotnie namawiał prymasa Stefana Wyszyńskiego do ustępstw wobec komunistów i do podporządkowania się ich żądaniom. W latach 80-tych funkcję prezesa organizacji pełnił Zenon Komender –  ówczesny zastępca przewodniczącego Rady Państwa, członek Prezydium Tymczasowej Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, w 1983 wybrany na wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

W swoich licznych wpisach Hubert Maślanka swobodnym językiem, pełnym wyszukanych przenośni, dokonuje wielu spostrzeżeń i luźnych konkluzji. Ostatnio podzielił polskie społeczeństwo na pasażerów pociągu – pierwszej i drugiej klasy oraz ludzi kierujących pociągiem.

PiS w reformowaniu sądownictwa przypomina pasażera, który uciuławszy drobne na bilet drugiej klasy, wsiadł do pierwszej, po czym stwierdził, że mając bilet, ma również prawo wejść do lokomotywy, zatrzymać pociąg i zmienić kierunek jazdy.
To nic, że w środku siedzą inni podróżni (podróżni – przypisek RD). Ów pasażer wie, że oni są pochłonięci podrożą, wpatrzeni w smartfony, w ciepłym (jeszcze) wagonie, wciąż są przekonani, że ich pociąg jedzie w dobrym kierunku.

Nie mamy złudzeń, że kandydat do senatu wysoko ceni swoich przeciwników politycznych.

A moglibyśmy jednak mieć jakiś cień wątpliwości pamiętając hrabiego Zamoyskiego, który podróżował nawet trzecią klasą pociągu (bo nie było czwartej). Dosyć zagadkowo wygląda grupa pasażerów pierwszej klasy (którzy nie musieli zbierać drobnych na bilet) oraz – domniemane gremium kierujące pociągiem. Kogo można wytypować do tej grupy? Czy przynależność do niej jest zarezerwowana wyłącznie dla protestujących przed sądami?

O ile nie ma jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytania, to jednak można być pewnym pełnego zrozumienia pomiędzy Hubertem Maślanką a Wiesławem Augustynowiczem o czym świadczy odpowiedź Huberta Maślanki na cytowany przez nas komentarz:

Panie Wiesławie, nie mogę dać lajka, bo nie daję, kiedy się pojawiają zbyt moce słowa. Niemniej dziękuję za Pana słowa, a język rozumiem.

Rafał Dudziak

Artykuł przedrukowany z portalu: www.zywiecwsieci.pl

Get involved!

Comments

No comments yet