PiS potrafi cofać się w czasie – za 35 dni uchwali ustawę, która zmieni zasady wyborów które mają być za 30 dni

Pojawiają się coraz to nowe pomysły. A nawet pomysły nowe, ale nieświeże. Jak dowiadujemy się z TVP Info, Pis złożył zerżnięty z projektu Gowina, „swój” projekt zmiany konstytucji. W zamyśle ma to uratować majowe wybory, czyli w taki sposób zmienić ich termin, żeby zneutralizować zarzuty o narażanie zdrowia wyborców, jak i o niemożność prowadzenia kampanii wyborczej. Projekt wzoruje się na rozwiązaniach meksykańskich. W Meksyku prezydenta wybiera się na 6-letnią kadencję bez możliwości reelekcji. Projekt PiS przewiduje jedną kadencję 7-letnią, z przedłużeniem obecnej kadencji Andrzeja Dudy o 2 lata.

Projekt jest taki, że wydłuża się kadencję prezydenta o 2 lata, w związku z czym, majowe, „zarządzone przed wejściem w życie ustawy wybory, przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej stają się bezskuteczne”.

Teraz konkret. Co mówi Konstytucja o procedowaniu zmiany konstytucji.

Art. 235.3. Pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie Konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż trzydziestego dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy.

Projekt datowany jest na 6 kwietnia, zatem pierwsze czytanie może odbyć się najwcześniej 5 maja. Następnie potrzebne jest drugie i trzecie czytanie. W międzyczasie przydałaby się opinia właściwej komisji. Potem ustawa trafia do Senatu po klepnięcie, a następnie do Prezydenta po podpis i pieczątkę. Potem jest już z górki – ustawa wędruje do drukarni, gdzie jest drukowana w dzienniku ustaw i już ok. 20 maja mamy wprowadzone nowe prawo, które stwierdza, że wybory z 10. maja są bezskuteczne. Mówi się też o możliwym nowym terminie pierwszej tury wyborów 17. maja, ale nic to nie zmieni, jeśli w pierwszej turze Andrzej Duda wygra.

Jeśli bowiem nikt nie wygra, to burdello byłoby nieco mniejsze. Wybory przerwano w trakcie trwania – powiedzmy. Ale gdyby wygrał? wtedy wybory są już zakończone, a ustawa późniejsza, dzięki umiejętnościom PiS do podróżowania w czasie, zmienia wyniki wcześniej przeprowadzonych wyborów.

Na szczęście jest to prawdopodobnie jedynie kosztownym blefem PiSu – kosztownym, gdyż do opinii społecznej dociera fakt instrumentalnego traktowania prawa i przepisów przez partię rządzącą. Instrumentalnego, czyli na przykład, jako zamiennika papieru toaletowego.

Drugie na szczęście podpowiada, że chora na impotencję własnych pomysłów i rozwiązań opozycja, jak zwykle wyskrzeczy swoje NIE, co nie da 67% większości kwalifikowanej i cały projekt szybciutko pisany na czyimś włochatym kolanie powędruje do kosza na śmieci.

Jacek Biel

foto

Get involved!

Comments

No comments yet