Koronawirusowy obłęd na pokładzie samolotu

Jak donosi portal gazetalubuska.pl jedna z czytelniczek Gazety Lubuskiej pani Kornelia, z powodu problemów zdrowotnych w czasie lotu (z maseczką w tle), po wylądowaniu, kiedy najbardziej potrzebowała jedynie świeżego powietrza miała wątpliwą przyjemność bliskiego spotkania z … zamaskowanymi antyterrorystami.          

Bezduszne koronawirusowe rozporządzenia i procedury często są wymierzone w zdrowie i życie obywateli, o które to rzekomo chodzi rządzącym. To co z powodu atrybutu koronaświrusa czyli maseczki przeżyła podróżująca liniami LOT-u z Babimostu do Warszawy kobieta z trzyletnią córeczką, obie zapamiętają na pewno do końca życia.         

I nie chodzi wcale o atak terrorystyczny na pokładzie samolotu, tylko o to, że z powodu nagłych dolegliwości choroby lokomocyjnej zdjęła po prostu maseczkę i zasłaniając się szalem (stwarzając oczywiście śmiertelne zagrożenie!) powoli popijała zapobiegawczo wodę. To czym może skończyć się taka dolegliwość wszyscy wiemy i nie byłoby to na pewno zdarzenie porządane przez resort zdrowia histerycznie walczący (niestety po trupach) o rzecz niemożliwą czyli zatrzymanie transmisji wirusa. 

Jak czytamy w portalu gazetalubuska.pl pani Kornelia zgodnie z obowiązującymi na pokładzie procedurami w związku z tzw. pandemią w celu zachowania bezpieczeństwa została natychmiast zmuszona do zaprzestania picia i nałożenia maseczki, a wszelkie próby tłumaczenia zakończyły się groźbami sankcji. I długo nie musiała na nie czekać. Kiedy nadszedł moment przewidzianego w procedurach lotu posiłku okazało się, że pani Kornelii to nie dotyczy!          

Wszyscy pasażerowie mogli teraz zdjąć maseczki i rozkoszować się swobodnym oddychaniem oraz przygotowanym przez obsługę posiłkiem, tylko nie osoba, która najbardziej tego potrzebowała, aby przetrwać lot i zapewnić odpowiednią opiekę malutkiej córeczce. Kiedy pani Kornelia podobnie jak inni pozbyła się kagańca i zamierzała spróbować czy serwowana przekąska nie złagodzi przypadkiem bardzo uciążliwych objawów pojawił się szef pokładu z nakazem natychmiastowego nałożenia przez nią i tylko przez nią … maseczki.            

Szykanowanie bardzo źle znoszącej lot pasażerki i odmawianie jej jakichkolwiek praw przypieczętowała również kapitan samolotu wydając w tej sprawie głośny komunikat z prośbą aby pani Kornelia bezzwłocznie założyła maseczkę, choć inni ich mieć wtedy nie musieli. Pomimo braku jakichkolwiek wyjaśnień pasażerka podporządkowała się jednak poleceniom choć w jej odczuciu godziły w:                        
,,(…)prawa człowieka, dobra osobiste, jak i prawa pasażera(…)”.                 

Ale najgorsze miało się dopiero wydarzyć kiedy ledwie żywą pasażerką zainteresowali się zaraz po opuszczeniu samolotu w dość efektowny sposób zamaskowani funkcjonariusze ochrony lotniska, do tego ,,uzbrojeni po zęby” zawiadomieni przez obsługę lotu o naruszeniu przez nią zasad bezpieczeństwa, na co wystraszone i przerażone dziecko zareagowało histerycznym trudnym do opanowania płaczem. Obiema rękami wypada się podpisać pod opinią pani Kornelii:                  

,,To były środki absolutnie niewspółmierne do sytuacji, w której dodatkowo uczestniczyło trzyletnie dziecko”.          

Niestety wszystko co robi rząd to są środki niewspółmierne do zagrożenia ze strony rzekomo wyjątkowego koronazabójcy!!!                 

Opracowanie BC 

Źródło:       

Get involved!

Comments

No comments yet