Inwigilacja obywateli czyli polityka bezpieczeństwa?

Społeczeństwo w czasach tzw. wielkiej zarazy sprytnie ustawiono na ograniczanie praw obywatelskich. Czym bowiem jak nie zamachem na wolność jest chorobliwa ochrona zdrowia, którą tak intensywnie zajęli się politycy kosztem dotychczas gwarantowanej ochrony prywatności. Jak nietrudno przewidzieć obywatel kierując się instynktem przeżycia, aby nie umrzeć na straszny covid zrobi wszystko, nawet pozwoli się 24 godziny na dobę śledzić oraz udostępni bez mrugnięcia okiem wszystkie swoje dane i kontakty. Jakże proste okazało się złapanie za tzw. „ryj” całego świata poprzez wykorzystanie znanego nie od dzisiaj koronawirusa.          

Politycy powołując się na stan epidemii wprowadzają przy pomocy watpliwych narzędzi prawnych, oczywiście tylko i wyłącznie dla ratowania zdrowia i życia obywateli, przepisy, w których swobody obywatelskie mają za nic, a unijne rozporządzenie RODO gwarantujące prawo do ochrony danych osobowych przestaje w wykreowanej sytuacji kryzysowej funkcjonować, wszak zdrowie jest najważniejsze, kto by się więc przejmował w takiej sytuacji wyciekiem informacji wrażliwych. Najnowsze osiągnięcia techniki takie jak drony, skanery twarzy i tęczówki oraz aplikacje umożliwiające lokalizację czy identyfikację osób stały się w imię ratowania zdrowia narzędziami wykorzystywanymi na porządku dziennym.            

Wielce prawdopodobne jest to, że nawet jeśli pandemia zostanie odwołana, chociaż niestety jej nowa definicja temu raczej nie sprzyja, to wprowadzone na jej fali metody inwigilacji społeczeństwa niestety już na zawsze pozostaną.

Narracja pandemii spowodowała to, że obywatele nie mają nic przeciwko temu co jeszcze niedawno wywołałoby stanowczy opór społeczny i mamy do czynienia z potulną zgodą na inwigilację dla zachowania … bezpieczeństwa. Jak się okazuje funkcjonariusze służb pomimo pandemii i związanych z nią ograniczeń jakoś nie mieli większych kłopotów z kontrolowaniem i szpiegowaniem obywateli w 2020 roku, a nawet pobili w tym zakresie rekord.       

   
Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna w roku ubiegłym ilość wniosków o przeprowadzenie kontroli operacyjnej wykorzystującej podsłuch oraz wgląd w korespondencję czy przesyłki obywateli była jedną z najwyższych w ostatniej dekadzie. Dotyczyły one 6537 osób, co w porównaniu z rokiem 2019 kiedy było ich tylko 5839 może wywoływać niepokój o dziwny wzrost zainteresowania służb obywatelami. Szczególnie, że funkcjonujące regulacje prawne pozwalają na szerokie i dość dowolne stosowanie kontroli operacyjnej obywateli, o czym od dawna sygnalizują przedstawiciele organizacji pozarządowych.        

Jak twierdzi cytowany przez serwis gazetaprawna.pl Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon, która zajmuje się zagrożeniami jakie niesie nadzór nad społeczeństwem przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii, katalog przestępstw dopuszczających inwigilację, a tym samym ograniczenie wolności obywatelskiej jest coraz bardziej rozbudowywany: ,,Co gorsza tendencja jest taka, że z biegiem czasu jest on jeszcze stopniowo poszerzany”. Biorąc to pod uwagę oraz dotychczasowe covidowe poczynania polityków często niekonstytucyjnymi rozporządzeniami stojące, można wyciągnąć wniosek, że inwigilacja może wkrótce dotyczyć obywateli stanowiących zagrożenie dla zdrowia publicznego, i każdy, którego zachowanie nie będzie się wpisywało w politykę prozdrowotną państwa, czyniącej z covid jedyne zagrożenie, będzie narażony na zainteresowanie służb.            

Co ciekawe oprócz rozrastającego się katalogu przestępstw umożliwiających inwigilację, jeszcze inna kwestia może wzbudzać niepokój, bowiem sądy mają nikłe możliwości weryfikacji wniosków dotyczących przeprowadzenia kontroli operacyjnej, i to nie tylko ze względu na brak czasu na dokładną analizę dokumentów do nich dołączonych. Służby bowiem nie muszą przedstawiać wszystkich zgromadzonych w sprawie materiałów operacyjnych co może przyczynić się do nierzetelnej oceny wniosku, a nawet nie muszą wyjawiać imienia i nazwiska osoby, której wniosek dotyczy.              

Jak wynika z wypowiedzi Wojciecha Klickiego dochodzi więc do takich sytuacji, że sędziowie ,,zastanawiają się, czy nie wyrażają wówczas zgody na inwigilowanie samych siebie”.  Do tego jeszcze żeby było mniej zabawnie, zgoda sędziego na przeprowadzenie kontroli nie wymaga od niego uzasadnienia, a obywatel nie może nawet jej zaskarżyć. Z kolei wydanie decyzji odmownej wiąże się z koniecznością jej uzasadnienia i może zostać zaskarżona oczywiście przez … służby. Przepisy są więc tak skonstruowane, że nie można mieć złudzeń jaką opcję sędziowie będą wybierać.                   

Opracowanie BC 


Źródło:   

https://youtu.be/orFvL7QzArk

Dodaj komentarz