Dr Jerzy Targalski: Destabilizacja i chaos służą Konfederacji

Fronda.pl: Wydaje się, że wokół Konfederacji pękają szwy rzeczywistości, mówiąc poetycko, i zaczynamy się przekonywać z jaką formacją mamy do czynienia. Skąd takie pęknięcia w wizerunku i narracjach Konfederacji?

dr Jerzy Targalski, politolog, historyk: Na dłuższą metę nie można utrzymać fałszywego wizerunku grupy, która jest zlepkiem rozmaitych ekscentryków i ludzi niezrównoważonych. Konfederacji nie łączy nic oprócz dwóch rzeczy: pierwsza jest nienawiść do Stanów Zjednoczonych, a drugą uwielbienie dla Rosji. Te dwa punkty są wspólne i są w rozmaity sposób sprzedawane. Jeżeli prowadzi się działalność polityczną to nie można tak ważnych elementów ukrywać, one muszą wychodzić. Uwielbienie dla Rosji, które w rozmaitej formie występuje, czy to polityki wielowektorowej, czy krytyki stosunku Polski do Rosji, która ma być państwem jak każde inne lub nagminnego stosowania symetryzmu: nawet jeśli Rosja nam zagraża, to USA też lub bardziej, pociąga za sobą konieczność atakowania tych, którzy mają do Rosji stosunek właściwy. Podobnie sprawa nienawiści do Stanów Zjednoczonych musi pociągać za sobą atak na te siły, które uważają, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest jedynym wyjściem w sytuacji zagrożenia Polski przez sojusz niemiecko-rosyjski, a w tej chwili tak naprawdę sojusz europejsko-rosyjski.

Krytyka sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi ze strony polityków Konfederacji najbardziej słyszalna jest w kontekście obecności wojsk amerykańskich w Polsce i podpisanej niedawno umowy na zakup samolotów wielozadaniowych F-35. Tu nie ma wątpliwości- Konfederacja mówi jasno: to są błędy, to są złe decyzje polskiego rządu.

To jest oczywiście narracja rosyjska i Konfederacja tę narrację uprawia w takich momentach jak zakup F-35 . Za kilka miesięcy będą ćwiczenia Defender, i założę się, że politycy tej formacji będą te ćwiczenia krytykowali. Już czekam, jak Braun powie, że to jest wstęp do agresji na rozkaz USA na biedną, pokojową Rosję, która Polsce nie zagraża i która chce uszczęśliwić świat. Na razie takie brednie puszcza przez Grygucia. Konfederacja przejmuje się tylko jednym: że Polsce zagrażają Stany Zjednoczone, a Rosja oczywiście nam nie zagraża. Mamy być ofiarą imperializmu amerykańskiego, który jak wiadomo od tysiąca lat nas gnębi, a Rosja przecież niczego od Polski nie chce, nie ma wobec nas żadnych złych zamiarów, co nam Konfederacja przez cały czas tłumaczy.

Konfederacja zyskała tylu zwolenników, bo bardzo celnie punktowała błędy, zaniechania i wadliwą politykę PiS’u – to trzeba przyznać. Była to krytyka punktowa, która służyła do tego, żeby podważyć ogólne zasady tej polityki, czyli właśnie sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Do tego właśnie służyła narracja, że jesteśmy główną ofiarą Waszyngtonu, a Waszyngton jest głównym zagrożeniem dla Polski.

Prawo i Sprawiedliwość niestety popełniało błędy…

I stale je popełnia. W tej chwili przepływ twardego elektoratu z PiS do Konfederacji został zatrzymany, ponieważ PiS stawiło opór dyktatowi Unii Europejskiej, czyli Niemiec. Ale już są balony próbne badające reakcje bazy PiS jak zareaguje, kiedy rząd się wycofa z oporu wobec dyktatu niemieckiego narzucanego nam przez Unię Europejską i w sprawie ustaw sądowych, a jeśli się wycofa to tylko zbuduje popularność Konfederacji.

Konfederacja wchodziła na rynek polityczny z wizerunkiem formacji prawicowej. Dziś jej wyborcy muszą przecierać oczy ze zdumienia, kiedy jeden z jej liderów, Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że jego formacja broniłaby w 2015 roku Bronisława Komorowskiego jak niepodległości.

Oznacza to, że Konfederacja jest zmuszona w sposób otwarty atakować Prawo i Sprawiedliwość, i chce doprowadzić do sytuacji w której tak naprawdę PiS przegra wybory prezydencie,  a potem zorganizowane z konieczności wybory przedterminowe. Z punktu widzenia Konfederacji sytuacja w której PiS nie sprawuje rządów, jest w opozycji, a w kraju panuje chaos, jest o wiele korzystniejsza, dlatego że wtedy mogą oni występować jako „prawdziwa” opozycja wobec rządu i zbierać te głosy, które normalnie zbierałoby Prawo i Sprawiedliwość. Gdyby PiS straciło władzę, poparcie dla Konfederacji uległoby zwiększeniu – nie mają oni szans na zwycięstwo, ale mają szansę na zwiększenie swojej siły i swojej bazy, przelicytowując PiS nierealnymi hasłami.

Konfederacja może poszerzyć swoją bazę  w dwojaki sposób: albo w wyniku kapitulanckiej polityki PiS, a wówczas atakuje PiS za zdradę, tchórzostwo, podporządkowanie się Unii Europejskiej, dewiantom, Niemcom i Stanom Zjednoczonym, albo wówczas, kiedy PiS traci rządy, a Konfederacja ma nadzieję stać się główną siłą opozycyjną wobec partii niemieckiej. 

Obydwa scenariusze z punktu widzenia Konfederacji są korzystne- chodzi tu o zwykła partyjną politykę.

Poseł Korwin-Mikke stwierdził nawet, że dobrym rozwiązaniem kryzysu wokół ustaw sądowych byłby pucz wojskowy i siłowe przejęcie władzy przez armię. Znowu stan wojenny?

To są aberracje Korwina-Mikke i nie nadają się do poważnej analizy. To, że Korwin-Mikke ma problemy z głową i psychiką, że jest egotykiem i chce bez przerwy być w centrum uwagi, więc wymyśla rozmaite, paradoksalne twierdzenia; to, że głosi teorie postawione na głowie po to tylko, żeby zwrócić na siebie uwagę, to nie znaczy, że należy na poważnie analizować to, co on mówi.

Mamy tu jednak do czynienia z oświadczeniami jednego z głównych liderów Konfederację. Jak traktować formację, której jeden z liderów ma problemy psychiczno-emocjonalne, jak twierdzi pan redaktor?

Konfederacja została stworzona na zasadzie ‘bierzemy każdego kto jest na marginesie’; gdy zbierzemy 10 marginesów, to wówczas przekroczymy próg wyborczy. W innym przypadku Korwin-Mikke tkwiłby sobie na marginesie i dalej opowiadał swoje banialuki, mógłby być pokazywany co najwyżej w programach satyrycznych. A tak, niestety, istnieje na scenie politycznej i mamy tego efekt. Jedynym spoiwem tej formacji jest antyamerykańskość i prorosyjskość.

Czy te niedorzeczne wypowiedzi i gesty posła Korwina-Mikke to nie jest swego rodzaju zemsta na Krzysztofie Bosaku za to, że to właśnie nie Korwin-Mikke został kandydatem Konfederacji na urząd prezydenta RP?

Nie należy tego rozważać w kategoriach zemsty. Korwin-Mikke nie może przeżyć, że tak naprawdę został zmarginalizowany. Wszyscy ludzie w Konfederacji, którzy mają choć trochę oleju w głowie widzą i wiedzą, że Korwin-Mikke tej formacji po prostu szkodzi- utrzymywanie koalicji z tym politykiem to jest samobójstwo. On po prostu walczy o to, żeby nie być zmarginalizowanym, w związku z czym będzie wyskakiwał z coraz to bardziej irracjonalnymi i szalonymi wypowiedziami po to, żeby zaistnieć. I oczywiście te wypowiedzi będą szkodziły Krzysztofowi Bosakowi. To tak jakby bez przerwy krzyczał: tu jestem, tu jestem. Taka Jachira Konfederacji.

Konfederacja nie istnieje przecież po to, żeby wygrać wybory, tylko, żeby wprowadzić chaos – to jest główny cel istnienia tej formacji. Wprowadzenie chaosu pojęciowego i destabilizacja sceny politycznej.

Natomiast wyborcy widzą jedynie poszczególne elementy, tam gdzie Konfederacja słusznie krytykuje PiS. Do reszty spraw nie przywiązują już wagi, nie patrzą na całość zachowań polityków Konfederacji, nie analizują tego – każdemu wystarczy tylko jeden element, który właśnie dla niego jest ważny.

Będzie rozłam w Konfederacji przed wyborami prezydenckimi?

Przed wyborami raczej nie, ale później zaczną się procesy dezintegracyjne. Kto będzie kontrolował dotację, ten pozostanie i będzie tworzył formację, reszta zacznie odpadać. Ci, którzy w Konfederacji myślą trochę poważniej o polityce, zdają sobie sprawę, że Korwina-Mikke trzeba jakoś unieszkodliwić. Tylko, że on unieszkodliwić się nie da. I tak odnieśli sukces, bo udało się zapobiec osobnemu kandydowaniu Korwina-Mikke w wyborach prezydenckich. Ale będzie on cały czas o sobie przypominał, i swoimi wypowiedziami szkodził Konfederacji, a jego koledzy będą musieli się tłumaczyć z tych wszystkich jego głupot.

Poza tym przypomnijmy, że Konfederacja jest czymś w rodzaju sekty, i nie ma znaczenia co mówi guru – z definicji guru zawsze mówi mądrze, a wszyscy, którzy go krytykują są głupi i szkodliwi.

Czy Krzysztof Bosak może przekazać swoje poparcie w drugiej turze wyborów prezydenckich kandydatce Platformy Obywatelskiej, Małgorzacie Kidawie-Błońskiej?

Ta plotka została przez Konfederację zdementowana. Ale ta formacja ma wystarczająco dużo za uszami i nie trzeba mnożyć dodatkowych zarzutów posługując się plotkami- wystarczy to co robią i to co mówią- tu nie trzeba nic wymyślać.

Jeżeli założymy, że pani Kidawa-Błońska wygrałaby wybory prezydenckie, to w państwie nastąpiłby jeszcze większy chaos niż dotychczas, a chaos jest sytuacją dla Konfederacji korzystną – w sytuacji chaosu ta formacja będzie mogła zwiększyć swoją bazę wyborczą i przyciągnąć nowych działaczy. To co działa na rzecz chaosu jest dla Konfederacji korzystne.

Czyli teza, że kandydatura Krzysztofa Bosaka w najbliższych wyborach sprzyja jednak Platformie Obywatelskiej i totalnej opozycji nie jest wcale tezą daleka od prawdy?

Każda kandydatura, która odbiera głosy prezydentowi Andrzejowi Dudzie sprzyja przeciwnej stronie.

Dziękuję za rozmowę.

źródło: fronda.pl

Get involved!

Comments

No comments yet