Atak SARS-CoV2 na organizację służby zdrowia…

System ochrony zdrowia nastawiony tylko na pacjenta z covidem, bo to modne i się opłaca, nie bardzo ma na uwadze obywateli, którym dzięki terapii lockdownami oraz nakazowi noszenia szkodliwych masek będących siedliskiem zarazków i powodujących chroniczne niedotlenienie, w zastraszającym tempie przybywa chorób współistniejących. Ale nie ma się co martwić, wszak w większości nie są to choroby śmiertelne, nawet jeśli takimi były przed erą pandemii, bowiem pierwszeństwo w zabijaniu ma bohater emitowanych w mediach strasznych bajeczek dla dorosłych pod tytułem SARS-CoV2.             

Pacjenci z zawałem, perforacją wrzodów czy nawet zwyczajnym zapaleniem wyrostka robaczkowego nie mają szans na szybką pomoc, no chyba, że super test wykaże zakażenie koronawirusem wtedy zostaną szybciutko odtransportowani do szpitala jednoimiennego, które wyrastają jak grzyby po deszczu, gdzie rozpocznie się natychmiastowe leczenie na … covid. Jeśli zejdą więc z tego oszalałego na punkcie wirusa świata, winny będzie oczywiście zabójczy wirus. Tym sposobem mamy do czynienia z wielkim sukcesem rządu i systemu ochrony zdrowia, cudownym spadkiem śmiertelności w narodzie z powodu chorób, które dotychczas zbierały największe żniwo.   

         
Wydawałoby się, że pod specjalnym nadzorem są pacjenci z chorobami neurologicznymi, których po roku lockdownowego koszmaru raczej nie ubywa, ale nic bardziej mylnego. Z nimi też niewydolny system obchodzi się po macoszemu. Wystarczy przytoczyć przykład Szczecina, miasta, w którym żyje 400 tysięcy zestresowanych i zgnębionych sytuacją oraz narodowym ubezwłasnowolnieniem mieszkańców, a mają oni do dyspozycji, i to razem z mieszkańcami okolicznych miejscowości, … 1(!) oddział neurologii szpitala przy Unii Lubelskiej, na którym w dodatku znajduje się … 36 łóżek.        

Od dłuższego czasu pacjentów na oddziale, głównie z udarami mózgu, i to w bardzo ciężkim stanie, jest prawie dwa razy więcej, co przy niezmienionej liczbie pracowników kliniki stało się dla jednych i drugich prawdziwym koszmarem, nie wspominając już o dostępie, a raczej jego braku, do tak potrzebnej w tych zwariowanych czasach pomocy. Jak donosi portal gs24.pl doszło już do tak dramatycznej sytuacji, że oprócz tego, że nie ma miejsc dla kolejnych pacjentów, którzy nie mogą przecież czekać, to jeszcze ci przebywający na oddziale ,,są niedopilnowani”, ,,wypisywani bez podstawowych badań”, a pracownicy mimo wielkich chęci, z przemęczenia po prostu nie są w stanie należycie wykonywać swoich obowiązków.          

Personel medyczny kliniki pracuje w bardzo trudnych warunkach, dyżury lekarzy przedłużają się o kilka godzin, pielęgniarki bez względu na porę dnia czy nocy nie mają chwili wytchnienia, do tego dochodzi brak wynagrodzenia za nadgodziny, a nie płaci się im tak jak za pacjentów covidowych, choć to przez ten koronacyrk właśnie mają takie urwanie głowy. Pacjenci wymagający stałej opieki nie tylko pielęgniarskiej, ale również lekarskiej ,,leżą często na korytarzach, poupychani gdzie tylko można”. W opinii personelu kliniki ,,to są po prostu warunki wojenne”, a jeśli nie znajdzie się wkrótce wyjście z tej chorej sytuacji ,,pracownicy nie dadzą rady i po prostu odejdą”. Niestety pacjenci również!                     

Opracowanie BC 


Źródło:      

Dodaj komentarz