Koronawirus na Podkarpaciu. Mniejsze stawki za żłobki i przedszkola, uczelnie obniżają ceny za akademiki

W przypadku przedszkoli, rodzice z Rzeszowa nic nie zapłacą. Mariusz Kapala / Polska Press

Czy w okresie pandemii koronawirusa, kiedy dzieci nie chodzą do żłobków, przedszkoli, a studenci opuścili akademiki, trzeba będzie ponosić opłaty? Takie pytania otrzymujemy od naszych czytelników. Sprawdziliśmy, jak to wygląda.

Prof. Sylwester Czopek, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego zdecydował, że opłata za zakwaterowanie w domach studenckich uczelni za kwiecień zostanie jednorazowo obniżona o 50 procent. Dotyczy to wszystkich studentów, którzy opuścili akademiki z powodu czasowego ograniczenia zajęć w związku z koronawirusem.

– Jeśli chodzi o miejskie przedszkola w Przemyślu, rodzice oczywiście są zwolnieni z opłat za ten okres, kiedy dzieci pozostają w domach – mówi Agata Czereba, rzecznik przemyskiego Urzędu Miejskiego. – W przypadku przedszkoli niepublicznych, wszystko zależy od decyzji dyrektorów. Podobnie sprawa ma się z prywatnymi żłobkami.

Bronisław Baran, zastępca prezydenta Krosna mówi, że za czas nieobecności dzieci w żłobku samorządowym nie chcą pobierać opłat, co wydaje się logiczne, ale jeszcze analizują to prawnie. W przedszkolach opłaty były niewielkie: 5 godzin za darmo, a dopiero szósta, siódma i ósma godzina po złotówce plus wyżywienie.

– Skoro dzieci nie ma w przedszkolach to rodzice nie będą za to płacić – mówi wiceprezydent.

W Rzeszowie rodzice maluchów w żłobkach na pewno nie będą płacić za wyżywienie. A dzienna stawka to 5 zł. Miesięcznie daje to ok. 100 zł.

– Pozostaje natomiast opłata stała za pobyt w żłobku. Miesięcznie wynosi ona 312 zł, czyli 12 procent minimalnego wynagrodzenia. Z tego na razie nie możemy zrezygnować. Chyba, że będzie w tej sprawie rozporządzenie premiera RP

– mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

W Rzeszowie działa 9 miejskich żłobków.

W przypadku przedszkoli, rodzice nic nie zapłacą. W placówkach prowadzonych przez miasto dzieci mają zapewnione pięć godzin bezpłatnego nauczania, wychowania i opieki w godzinach od 8 do 13. Każda pozostała kosztuje złotówkę. Do tego należy doliczyć wyżywienie. To ok. 4,50 – 5,50 zł.

A jak na Podkarpaciu sytuacja wygląda w prywatnych placówkach?

Zapytaliśmy rodziców poprzez facebooka. Okazuje się, że jest bardzo różnie. Oto odpowiedzi:

  • „U nas dyrektor obniżyła czesne o 30 procent”,
  • „Płacimy od kwietnia 50 procent czesnego”,
  • „50 procent czesnego w przedszkolu. Dodatkowo codziennie dostajemy na grupie fb materiały do pracy z dziećmi”,
  • „Trzeba płacić 100 procent”,
  • „U nas dyrekcja poszła na rękę, jak w większości placówek. Płacimy tylko część, niezbędną do tego, żeby przedszkole przetrwało ten ciężki czas”,
  • „Nasza dyrektor zniosła opłaty. Jesteśmy bardzo wdzięczni”,
  • „Przedszkole zaczęło organizować zajęcia online. O zmianie wysokości czesnego na razie nie było mowy”,
  • „U nas za marzec 100 % plus wyrównanie za wyżywienie, ale kwiecień – jeżeli będzie zamknięte – to nic”.

Pojawiają się też takie głosy:

  • „3/4 czesnego. Mam dwoje dzieci w prywatnym przedszkolu. Według mnie ta opłata jest konieczna. Przedszkole musi się jakoś utrzymać, żeby dzieci po tej epidemii miały gdzie wrócić. Poza tym rodzice dostają codziennie karty pracy dla maluchów , dzięki temu dziecko nie wypada z rytmu a ma kreatywne zajęcia, za co cenię dyrekcję naszego przedszkola, bo 3 i 4 latki nie mają żadnego obowiązkowego nauczania”
  • „U nas w przedszkolu obniżka z 500 na 300 zł, czyli jakby o posiłki. Według mnie opłata jakaś musi być, żeby dzieci miały gdzie wrócić. Dla dwóch stron sytuacja jest ciężka”
  • albo „Bądźmy solidarni także w tym. Zapłaćmy normalne czesne, by panie, które opiekują się naszymi dziećmi, nie straciły pracy”.

Za: Nowiny24

Get involved!

Comments

No comments yet