Czy banderowcy sterują polską prokuraturą? – Konrad Rękas

Pomnik ku czci pomordowanych Polaków przez bandy Banderowców i UPA w Lisznej

Polscy prokuratorzy odkryli nowy naród europejski. I nie tylko go znaleźli, ale od razu wzięli pod ochronę. To Banderowcy.

„Banderowcy” – nowa nacja?

Jak wiemy ze skąpych na razie, ale jak najbardziej oficjalnych doniesień – tajemniczy ten lud żyje chyba głównie w Polsce i to pomimo tego, że cierpi tam nieustające prześladowania, nadto zaś jest nieustannie lżony przez tubylców. Niewiele można powiedzieć o zwyczajach owego nowego narodu, wiemy tylko, że od innych narodowości jego przedstawicieli wyróżniać ma posiadanie ryjów, które z kolei niezwykle udatnie pasują do kijów, uparcie przez Banderowców chyba poszukiwanych, co znalazło odzwierciedlenie w popularnym polskim powiedzeniu „znajdzie się kij na banderowski ryj”. Niejasnym nieco pozostaje tylko jak powiedzenie to może być tak stare i popularne, skoro naród Banderowców odkryto zupełnie niedawno?

Oficerowie UPA – dowódcy kureniów: Aleksander Stepczuk, Iwan Klimczak oraz Nikon Semeniuk w służbie niemieckiej w latach 1941–1942

A dokładniej – w zeszłym roku. To wtedy właśnie prokuratury w różnych miastach Polski zaczęły na szeroką skalę ścigać i oskarżać polskich działaczy kresowych i patriotycznych, zarzucając im przede wszystkim „znieważanie ze względu na pochodzenie narodowe” osób, które czy to same określały się jako banderowcy, czy też np. publicznie eksponowały banderowskie symbole. I na nic zdawały się tłumaczenia, że przecież banderyzm, jak dotąd, w żaden sposób nie stanowił „pochodzenia narodowego”, a zatem i zastosowanie art. 257 polskiego kodeksu karnego nie ma najmniejszego nawet sensu. Nic z tego, zdaniem śledczych każde skrytykowanie banderyzmu – oznacza z automatu skorzystanie z przywołanej sankcji karnej. To zaś prowadzi do logicznego wniosku, że dla organów śledczych polskiego państwa – Banderowcy to dziś odrębny naród!

I prawdę mówiąc przyglądając się temu, co dzieje się dziś Ukrainie – można by się prawie zgodzić… Wszak wyznawcy Bandery zachowują się tam jak w kraju podbitym i okupowanym! Własnej ojczyzny nikt by przecież tak nie niszczył…

Wyrok za przypominanie Rzezi Wołyńskiej

W Polsce zresztą też już czują się jak zdobywcy, choć wciąż wolą udawać ofiary. Zaczynają od narzucania własnych praw i nadużywania praw Rzeczypospolitej – jak w przykładzie z „narodem banderowskim”. I nie koniec na tym. Nie mamy bowiem do czynienia z odosobnionym wyskokiem niekompetentnych i nadgorliwych prokuratorów – tylko z celowym działaniem, organizowanych przez Związek Ukraińców w Polsce, jego prezesa Piotra Tymę, pod bezpośrednim patronatem ambasadora Andrija Deszczycy i samego Petra Poroszenki. To właśnie Tyma i jego ludzie, przez tyle lat nadużywający polskiej gościnności i cierpliwości – składają wszystkie te zawiadomienia do prokuratur, oskarżając kolejne osoby o wspomniane „znieważanie ze względu na pochodzenie”, „pochwałę popełniania przestępstw” (czyli „kijów na banderowców”) i tym podobne zbrodnie.

Wśród już skazanych jest m.in. 65-latek z Radomia (rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 2000 zł grzywny), który na własnym profilu na Facebooku napisał pod adresem banderowców „Won na swój śmietnik majdanowy” – czym znieważyć miał Tymę, Poroszenkę i ex-wicepremiera Ukrainy Pawła Rozenko. Inny straszny przestępca – Robert D. z Olsztyna rozklejał wlepki z wizerunkiem płonącej wołyńskiej wioski i napisem „UPA – ukraińscy mordercy”. Wprawdzie ostatecznie sąd wyższej instancji nie uznał za złamanie prawa samego ich posiadania, jednak i tak wymierzył mu karę 4 miesięcy prac społecznych, bo treść naklejek „obraziła ukraińskie małżeństwo”.

To wszystko były jednak tylko próby przed wielkim uderzeniem. Jego narzędziem nie są tym razem siekiery, jak na Wołyniu – tylko dalsze postępowania prokuratorskie, prowadzone w sposób skoordynowany przez Prokuraturę Rejonową Warszawa – Praga Północ, pod kierunkiem prokuratora Macieja Młynarczyka.  Zlecane przez niego czynności objęły już ok 30 osób – jak szacuje jeden z oskarżonych, Andrzej Łukawski, założyciel i redaktor Kresowego Serwisu Informacyjnego, dokumentującego także historyczne i współczesne zbrodnie banderyzmu. Jego proces rozpocznie się już 9. marca przed Sądem Okręgowym w Warszawie, zaś wśród „poszkodowanych” znaleźli się Deszczyca i Poroszenko. Nie tylko jednak samo oskarżenie za pisanie prawdy o nazistach (oraz ich złodziejskich pomocnikach i naśladowcach) jest kuriozum – ale i sposób prowadzenia śledztwa.

Zastraszyć Kresowian

Red. Łukawski, podobnie jak i Katarzyna Sokołowska, założycielka Fundacji Wołyń Pamiętamy – są w sposób skandaliczny nękani przez policję i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na zlecenie prokuratury działającej jak na ręcznym sterowaniu Związku Ukraińców w Polsce, niestety za wiedzą i akceptacją obecnych władz III RP. Rewizje, najścia na mieszkania Kresowian, zabieranie sprzętu komputerowego i telefonu, dokumentów, nawet pamiątek rodzinnych związanych z Kresami – wszystko to służyć ma zastraszaniu działaczy. Z kolei wobec szerszego grona śledczy stosują metody psychologiczne. Z jednej strony podczas przesłuchań straszą wysokimi wyrokami, problemami w pracy, osoby starsze nawet kłopotami z otrzymywaniem świadczeń emerytalnych – po czym podsuwają gotowe lojalki, z treścią czołobitnych przeprosin wobec banderyzmu oraz zobowiązaniem do zaprzestania wszelkiej dalszej działalności. A chodzi przeważnie nie o polityków, ale o starsze osoby, wspominające tragiczną historię polskich Kresów, pamiętające piękno tej ziemi tak kontrastujące z okrucieństwem zbrodni popełnianych przez ukraińskich szowinistów.

Warto podkreślić, że prawdziwą wściekłość kreatur takich jak Poroszenko, Deszczyca i ich sługusy w Polsce – budzi jednak nie tylko kwestionowanie zakłamanej polityki historycznej Kijowa, ale także samonarzucające się spostrzeżenia bieżące. To środowiska Kresowe wychwyciły podobieństwa Rzezi Wołyńskiej do ludobójczych praktyk stosowanych przez neo-banderowców w Odessie i Donbasie. To polskie kręgi patriotyczne monitorują przenikanie do Polski banderowskiej propagandy wraz z masami imigrantów zarobkowych. To Kresowianie wreszcie stanowią nieprzejednaną opozycję i prawdziwy problem dla banderofili w polskim Sejmie i rządzie, którzy wciąż trafiają pod ogień krytyki za swe ślepe żyrowanie banderowskiego bandytyzmu szalejącego na Ukrainie. Dlatego właśnie ta frakcja polskich władz również stara się Kresowian uciszyć.

Związek Ukraińców w Polsce – banderowska agentura?

Oczywiście jednak – to się nie uda. Po stronie prześladowanych działaczy staje polska młodzież narodowa, radni, działacze organizacji społecznych i politycznych z całego kraju. Organizowania jest publiczna zbiórka pieniędzy na obronę prawną oskarżonych. Pod prokuratorami i sądami organizowane są pikiety protestacyjne. Pierwszego celu – załatwienia sprawy po cichu – już nie udało się inspiratorom osiągnąć. Dalsze zaś oskarżenia i procesy – tylko pomogą w ujawnieniu całego zakłamania banderowskiej propagandy w Polsce. Ponadto zaś w ten sposób wychodzi na jaw skala powiązań między polityką w Polsce, w tym także aparatem państwowym i wymiarem sprawiedliwości – a Związkiem Ukraińców w Polsce.

Organizacja ta od dawna w co lepiej poinformowanych kręgach uznawana jest za legalną przykrywkę dla banderowskiej sieci na terenach stanowiących wg banderowskiej terminologii tzw. Zakierzonie. Nieżyjący już, wybitny znawca tej problematyki, prof. Edward Prus wielokrotnie wskazywał na powiązania między konspiracją Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – a legalnymi strukturami mniejszości ukraińskiej w Polsce, formalnie kulturalnymi czy młodzieżowymi. W ten sposób szerzona była i jest banderowska propaganda, kształtowane antypolskie postawy, tworzone są także podstawy do pełnego ujawnienia i wejścia ukraińskich szowinistów do polskiego Sejmu pod własnym szyldem politycznym.

Na razie jednak z powodzeniem stosowana jest inna taktyka – entryzm. Tak jak wkrótce po II wojnie światowej głęboko zakonspirowani ostatni emisariusze OUN/UPA przedostali się w szeregi partii komunistycznej, w tym aparatu bezpieczeństwa, tak potem oni sami i ich wychowankowie równie sprawnie znaleźli się w szeregach „demokratycznej opozycji antykomunistycznej” i jako jej aktywiści od lat 90-tych z powodzeniem wspinają się na kolejne szczeble władzy i administracji w III RP. To może tłumaczyć zaciekłość niektórych prokuratorów, brutalność policjantów, nieskrywaną agresję dziennikarzy państwowych mediów zaangażowanych w akcje przeciw Kresowianom. Niczym w głośnym filmie „Wołyń”, gdzie ten sam tłusty ukraiński złodziej umie być wójtem z ramienia komunistów, by za chwilę wysługiwać się nazistom – tak i aktywiści ukraińscy w Polsce doszli do perfekcji w przemalowywaniu się, udawaniu a to lojalnych komunistów, a to europejskich demokratów, a to polskich patriotów i lojalnych urzędników, cały czas jednak realizując nadrzędny cel postawiony niegdyś przez Prowyd OUN pod dyktando Bandery Dmytro Doncowa: wytępienie Polaków i wszystkich, którzy bez warunkowo nie poddadzą się władzy ukraińskiego nazizmu.

I ci całkiem oczacedzeni szowinistycznym amokiem, jak i ci cynicznie wykorzystujący banderowskie hasła politykierzy (jak Poroszenko i Deszczyca) – nie pamiętają jednak o jednym. Tak jak już ukraiński nazizm zdechł wraz z truchłem Bandery, tak i teraz jego zombie nie będzie straszyć długo. A tłustych złodziei, fałszywych ukraińskich przywódców i tych, którzy jako polscy prokuratorzy służą naprawdę banderowskiej ojczyźnie – też się kiedyś rozliczy. Wspólnie. Polacy i wyzwoleni w końcu od banderyzmu Ukraińcy.

Konrad Rękas

Autor tekstu również jest wśród osób ściganych przez Prokuraturę na wniosek działaczy Związku Ukraińców w Polsce.

Rosyjskojęzyczna wersja tekstu ukazała się na portalu https://novorosinform.org

Za: Bibula.com

Get involved!

Comments

No comments yet