Promowy przewóz pasażerski w zapaści

Jeszcze rok temu sytuacja państwowego armatora PŻM specjalizującego się w przewozach masowych i promowych, po pewnych zawirowaniach na rynku wydawała się wreszcie ustabilizowana, kiedy jak grom z jasnego nieba spadł na ludzkość koronawirusowy szał i przestało już być tak optymistycznie.            

Jak czytamy w portalu gospodarkamorska.pl na koniec ubiegłego roku operator promowy Unity Line, spółka córka PŻM, której działalność w przychodach tego armatora stanowi ok.15 procent, obsługiwał na Bałtyku ok. 60 procent wszystkich przewozów samochodów ciężarowych i ok. połowę przewozów samochodów osobowych i pasażerów.            

I nie jest to wcale mało, ponieważ konkuruje na rynku przewozów promowych na Bałtyku z jeszcze dwoma innymi armatorami, polskim armatorem PŻB i niemieckim TT-Line, który w związku z inwestowaniem w ekologiczne nowoczesne promy, w dodatku o ponad dwa razy większej długości linii ładunkowej niż w największych jednostkach Unity Line, może stać się wkrótce zagrożeniem dla pozycji polskiego przewoźnika na rynku.         

Narodowy przewoźnik promowy stanął więc przed koniecznością sprostania wyzwaniu rzuconemu przez konkurencyjnego armatora z Niemiec. Jego przyszłość i pozycja zależy, więc od unowocześnienia floty. Na koniec 2019 roku zarząd spółki myślał o przynajmniej jednej nowej jednostce na trasie Świnoujście-Szwecja mogącej stawić czoła wielkim i nowoczesnym jednostkom, które już wkrótce zaczną pływać pod banderą TT-Line.          

Marzenia o nowych promach, których potrzeba przynajmniej czterech, mogą się jednak tak szybko nie spełnić. Choć budowa ich byłaby również wielką szansą dla polskich stoczni, oczywiście pod warunkiem, że spółka skarbu państwa zgodnie z tym co mówi rząd, a nie faktycznie robi, wybrałaby polskie, a nie chińskie stocznie, to sytuacja finansowa spółki Unity Line po koronawirusowej strategii polityków raczej temu nie sprzyja.            
,,To był bardzo ciężki rok dla żeglugi promowej na Bałtyku”, tak w portalu radioszczecin.pl podsumował tegoroczną działalność przewoźnika Unity Line, jego dyrektor Jarosław Kotarski. Najbardziej dotkliwie firma odczuła spadek przychodów w ruchu pasażerskim. Kompletny zastój jeśli chodzi o turystykę, organizację konferencji czy innych wydarzeń i utrzymywanie się przewozów pasażerskich na poziomie tylko ok. 35 procent, nie jest w stanie zrównoważyć trochę lepiej się mający przewóz samochodów ciężarowych, bo w tym sektorze też zaznaczył się, choć nie tak drastyczny, spadek w porównaniu do roku ubiegłego.              

Czy spółka będzie więc w stanie wygenerować środki na budowę nowego promu jeśli nie dość, że przychody drastycznie spadły, to jeszcze urosły koszty działalności z powodu szaleństwa zabezpieczania się przed mikroskopijnym wrogiem. Środki bezpieczeństwa zarówno dla załóg promów jak i pasażerów pochłaniają wcale niemałe pieniądze. Nawet więc jeśli znajdą się środki na nowy prom, to bardzo mało prawdopodobne jest to, że będzie ich tyle aby mogła zbudować go polska stocznia.             

Opracowanie BC 
Źródło:    

Get involved!

Comments

No comments yet