Polityka i fotowoltaika

Dzieje się, oj dzieje na polskiej scenie politycznej. Platforma Obywatelska choć wychodzi ze skóry, żeby pokazać jaki przeciwnik polityczny nie jest cacy, jedyne co uzyskuje, to coraz niższe słupki poparcia wyborców. Jak donosi serwis wp.pl najnowszy sondaż przeprowadzony przez firmę United Survey dla Wirtualnej Polski jest dla Platformy bezlitosny. W tym momencie bowiem na Koalicję Obywatelską zagłosowałoby zaledwie 14 proc. ankietowanych, co przy wyniku PiS ponad 34 proc. może robić kiepskie wrażenie nie tylko na działaczach tej być może kończącej się partii. Jedni więc zawczasu uciekają w popłochu z tonącego okrętu i szukają sobie stabilnej przystani, oczywiście żeby dalej działać dla … dobra obywateli, a są też i tacy, którzy mimo przeciwności tryskają nowymi pomysłami aby naród do siebie i ugrupowania przekonać.        

Na przykład, senator ziemi koszalińskiej Stanisław Gawłowski, który choć niezależny jakoś z Platformą mocno się wszystkim kojarzy, a któremu to problemy Polaków otrzymujących coraz wyższe rachunki za energię elektryczną, w dodatku jedne z najwyższych w Europie, bardzo leżą na sercu, rozpoczął właśnie kampanię ustawodawczą i promuje projekt spółdzielni energetycznych, które będą same wytwarzały, oczywiście ze źródeł odnawialnych, energię na własne potrzeby. Chodzi o projekt ustawy dzięki, której spółdzielnie energetyczne byłyby m.in. zwolnione z opłaty przyłączeniowej i mocowej oraz mogłyby bez trudu pozwolić sobie na nawet wielomilionowe inwestycje w źródła odnawialne energii, a co najważniejsze dla jej członków, generować niższe koszty za energię elektryczną i to aż o 20-30 proc., a to znacznie zwiększy dostęp Polaków do taniego prądu. Tak więc senat, a tym samym trzymająca izbę w swoich rękach Platforma może tym sposobem nieoczekiwanie wyjąć asa z rękawa. Jak czytamy w portalu gk.24.pl senator Gawłowski wierzy, że projekt ustawy się spodoba, tym bardziej, że został dobrze oceniony przez senacką komisję ds. klimatu, i senat skorzysta z przysługującego izbie prawa inicjatywy ustawodawczej.       

 
 Do wyborów parlamentarnych wszystko więc się może jeszcze zdarzyć. Notowania PiS po przedstawieniu Polskiego Ładu nie poszybowały w rankingach w górę, a poza tym rząd przymierza się do zmian w prawie, które niekoniecznie będą cieszyć się uznaniem społecznym. Do tego jeszcze Polska 2050 i Konfederacja, które systematycznie pną się w sondażach i odnotowały w stosunku do wyników badania sprzed miesiąca odpowiednio 3 proc. i 2 proc. wzrost poparcia, nie śpią. Okazuje się, że nawet tak modna ostatnio fotowoltaika, która na pierwszy rzut oka nie jest tematem, który mógłby namieszać w politycznych szykach, może wpłynąć na wyniki sondaży, szczególnie kiedy do gry wejdą planowane zmiany przepisów dotyczących rozliczeń cen energii dla nowych użytkowników paneli fotowoltaicznych. I raczej nie będą oni zadowoleni.            

Jednym z wyznaczników opłacalności montowania paneli słonecznych i wielkiego boomu na rynku źródeł odnawialnych energii, jest to, że wytwarzana w nadmiarze energia trafia do sieci i w mniej sprzyjających okolicznościach, kiedy zazwyczaj jest największe zapotrzebowanie na energię elektryczną, np. zimą mogła być odebrana do wysokości 80 proc. energii wcześniej przekazanej. Jak wynika z doniesień Rzeczpospolitej resort klimatu pracuje nad nowelizacją tych przepisów. Co prawda podpiera się przy tym koniecznością dostosowania się naszego kraju do przepisów unijnych oraz braku w tej chwili możliwości bezpośredniej, bez udziału wielkich wyjadaczy na rynku energii, sprzedaży innym konsumentom nadwyżek energii elektrycznej przez osoby, które wytwarzają ją ze źródeł odnawialnych i nie zużywają całej na własne potrzeby, ale niestety w tym wypadku da o sobie znać i to dotkliwie, mało pożądana różnica pomiędzy ceną sprzedaży, a zakupu energii. Właściciel panelu fotowoltaicznego, który będzie zobowiązany nowymi regulacjami prawnymi sprzedać nadwyżkę pozyskanej energii podmiotowi parającemu się handlem na rynku energii, będzie ją musiał w razie potrzeby kupić za znacznie wyższą cenę. Rozwiązaniem może być magazynowanie wytworzonej energii, ale to kolejny niemały wydatek, a miało być przecież tak pięknie!          

Wielu Polaków zachęcanych dopłatami do fotowoltaiki i bezpłatną energią może, zresztą nie po raz pierwszy, ani nie ostatni, poczuć się nabitymi w butelkę. Internauta podpisujący się ,,ViaColor oszu…” tak skomentował w portalu money.pl planowaną przez ministerstwo klimatu zmianę przepisów:         
,,W Pis du z oszczędnościami. Za chwilę trzeba będzie dopłacać. Krzyczeli zakładaj dostaniesz 5000 zł do tego kredyt 20000 zł. To wszystko musisz spłacić. Przez chwilę cieszyłeś się że masz 80% taniej. Teraz dopłacisz i jak będziesz chciał zdemontować to będziesz musiał zapłacić za recykling kolejne 5000 zł w sumie cała ta Voltaika będzie cię kosztowała 10000 zł na minusie”.      

Jeszcze dalej w analizie tak modnej w unii zielonej polityki skierowanej przeciwko stosowanym od zawsze źródłom energii poszedł internauta podpisujący się ,,cała prawda”:      

,,Panele nigdy nie były opłacalne. Opłacalność to taki tani chwyt reklamowy dla nie zorientowanych.Obliczanie kiedy się zwrócą to zwykłe oszustwo bo one nie zwrócą się nigdy.Wątpliwości i to znaczne budzi też ich ekologiczność zwłaszcza w kraju gdzie większość prądu pozyskuje się z elektrowni węglowych. Od czasu wzrostu liczby paneli fotowoltanicznych wzrosło i to znacznie spalanie węgla w tychże elektrowniach.Jak dodać do tego utylizację zużytych paneli to wychodzi zwykła katastrofa”.      

Opracowanie BC 
Źródło:   

Dodaj komentarz