Na samym dnie słychać pukanie od spodu / Przedmurze obrotowe – Izabela Brodacka Falzmann

31.08.1980, Stocznia Gdańska, Porozumienia Sierpniowe n/z Anna Walentynowicz z doradcami strajku w Stoczni Gdańskiej, od lewej: Bronisław Geremek, Tadeusz Kowalik, Jerzy Stembrowicz, Andrzej Wielowieyski, Jan Strzelecki, Bohdan Cywiński, Tadeusz Mazowiecki. Fot. Fotonowa / Arch. A. Friszke

Na samym dnie słychać pukanie od spodu

Pytałam kiedyś Anię Walentynowicz, Joannę i Andrzeja Gwiazdę i Kołodzieja dlaczego oddali  przywództwo strajku w ręce tak zwanych doradców. Inaczej mówiąc dlaczego pozwolili aby opozycja kontraktowa przejęła oddolną, solidarnościową rewoltę. Odpowiedź nieodmiennie brzmiała: „ Bo to przecież byli ludzie mądrzy, profesorowie, robotnikom bardzo imponowali”.

Piotr Semka we wrześniowym numerze „ Do Rzeczy” ( 37/390 ) opisując konflikt Kuronia z Wałęsą w tekście pod tytułem  „Zapomniany pucz” stawia tezę, że Kuroń przekonany o słabości WZZ (Wolnych Związków Zawodowych ) chciał je poddać nadzorowi i kontroli  KSS KOR. W nocy z 3 na 4 września w mieszkaniu adwokata Jacka Taylora mieli spotkać się bez Wałęsy Bogdan Borusewicz, Joanna Duda-Gwiazda, Lech Kaczyński, Jerzy Kmiecik, Andrzej Kołodziej, Bogdan Lis, Helena Łuczywo, Jacek Kuroń i Anna Walentynowicz.

Okrągły stół. Tadeusz Mazowiecki, Lech Wałęsa, Lech Kaczyński, Jacek Kuroń. Fot. Aleksander Jałosiński, Forum.

Zmowę milczenia wokół tego spotkania przerwał Krzysztof Wyszkowski w wywiadzie dla pisma IPN „ Pamięć i sprawiedliwość”. Zdaniem Wyszkowskiego Kuroń wypomniał Wałęsie ( pod jego nieobecność) współpracę z SB i domagał się jego usunięcia z WZZ. Tak czy owak fakt współpracy Wałęsy z SB był doskonale znany wymienionym osobom. Jak mówiła mi Ania Walentynowicz dysponowali oni nagraniem przyznania się Wałęsy do donoszenia na kolegów, ale dali taśmę na przechowanie Borusewiczowi a on ją  gdzieś zgubił. Kiedy ubolewałam nad jej naiwnością, twierdząc, że zgubił nagranie celowo powiedziała oburzona: „ Borsuk – nigdy”. Była dobra i w swej dobroci święcie naiwna.

Sala BHP Stoczni Gdańskiej, 08.07.1990; n/z Lech Wałęsa, Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Foto: Tomasz Wierzejski Źródło: Fotonova.

Kuroń podzielił zadania pomiędzy tak zorganizowane Wolne Związki Zawodowe rezerwując dla siebie rolę członka zespołu doradców, choć jak pisze Semka można się było domyślić, że chciał w tym zespole pełnić wiodącą rolę.

Nie wiem czy to prawda, nie byłam przy tym, historycy powinni wydusić z żyjących jeszcze świadków historii najnowszej ich wspomnienia na ten temat. Pamiętam za to bardzo dobrze dyzgust ( trudno inaczej nazwać tę atmosferę) w środowisku „warszawki” gdy w grudniu 1970 roku wybuchły strajki na Wybrzeżu. Opozycja kontraktowa nie była jeszcze gotowa do przejęcia przywództwa ludowej rewolty, ale czuła się wyraźnie zawiedziona, że „ ciemny lud” potrafił podnieść głowę bez jej światłego przywództwa. „ Wielka rewolucja w sprawie ceny kiełbasy zwyczajniackiej” – mówiło się pomniejszająco w warszawskich salonach złośliwie przekręcając nazwę kiełbasy zwyczajnej.  Nie wiem czy smak tej kiełbasy był elitom znany. Nie kupowało się jej przecież w Peweksie ani w sklepach za żółtymi firankami.

W tym samym ciekawym numerze „Do rzeczy” Rafał Ziemkiewicz stawia tezę, że osiągnęliśmy (my społeczeństwo polskie) dno jakim jest zaangażowanie liberalno- lewicowej elity w kampanię solidarności z  facetem żądającym nazywania go Margot. To dla liberalnych elit przecież nic nowego. Był inny facet, który kazał nazywać się Anną Grodzką i nawet dostał się z tego tytułu do parlamentu. Gdzież jest teraz pani Ania? Gdzie podział się niejaki Palikot? To są polityczne jednorazówki. Odchodzą w polityczny niebyt  jak każdy Murzyn (przepraszam Afroamerykanin, a może Afropolak) który zrobił już swoje.

Wracając do tezy Ziemkiewicza.

Przypomnę fraszkę Stanisława Jerzego Leca: „kiedy znalazłem się na samym dnie usłyszałem ciche pukanie od spodu”.

Otóż osoby ze świata nauki i sztuki, które zwróciły się do międzynarodowej opinii aby spowodowała uwolnienie pospolitego chuligana o pseudonimie Margot, jeżeli nawet jak chce Ziemkiewicz znalazły się na samym dnie, słyszą teraz bynajmniej nie ciche lecz  całkiem głośne pukanie od spodu. To pukanie z dna piekieł. Czy ksiądz Adam Boniecki, który podpisał poręczenie za Margot naprawdę popiera sprofanowanie figury Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu? Tej samej figury, która zwalona przez Niemców wskazywała oskarżycielsko ręką w niebo? Tej samej figury, która zdobi katedrę w Grodnie odremontowaną z pietyzmem przez Łukaszenkę? Czy teraz ksiądz Boniecki poprze żądanie aborcji bez ograniczeń?

Na marginesie – w naszym paternalistycznym stosunku do Białorusi, w naszym poczuciu wyższości wobec Białorusinów pozwalamy sobie używać określenia „ poziom Białorusi” jako symbol brudu, nieładu społecznego, głupoty czyli symbol samego dna kulturowego. To określenie słyszałam w polskim Sejmie, używają go a raczej nadużywają dziennikarze. Zauważmy jednak, że wyprowadzone na ulice, protestujące przeciwko Łukaszence dzieciaki wchodząc na ławki zdejmują grzecznie buciki. Nie chcą niszczyć i brudzić ławek. Niosą transparenty z napisem „Уходи” ( Odejdź) zamiast jak nasze małolaty „Wyp….j.”.

Nie rzucają kamieniami i nie profanują kościołów i cerkwi. Nie zamierzają też palić kościołów ani mordować księży. A takie hasła słychać przecież w naszym kraju. Hasła, które powinny być potraktowane przez władze z całą surowością  jako groźby karalne.

To banał ale to napiszę.

Elity polskie zostały wymordowane przez Niemców i Rosjan. Zastąpiły je elity przywiezione na sowieckich tankach.

Wśród nich byli ludzie niegłupi jak choćby Stanisław Jerzy Lec, który zgrzeszył jak oni wszyscy wiernopoddańczym uwielbieniem Stalina. Elity sowieckiej władzy stopniowo ewoluowały, każąc nam podziwiać kolejne etapy ich brzydkiej choroby lewicowości wywołanej podobno pokąsaniem przez Hegla. Szkoda że nie znano wówczas odpowiedniej szczepionki. Pokąsani chcieli żebyśmy jak lekarz podziwiali ich  piękny (to znaczy okazowy) szankier twardy, szankier miękki a w końcu paraliż postępowy.

Ale społeczeństwo polskie ma dość bawienia się w lekarza. Szczególnie, że obserwujemy groźny nawrót choroby. Lewica polska nie paliła kościołów nawet za czasów Stalina. Pamiętam zdjęcia Bieruta niosącego w procesji Bożego Ciała wstęgi od baldachimu.

Lewica nie domagała się aborcji na żądanie choć czasy były ciężkie. Lewica zmutowała jednak w agresywne  lewactwo.

Najważniejszym objawem choroby lewactwa jest zidiocenie. Zidiocenie artystów, zidiocenie naukowców, a nawet zidiocenie duchownych.

A my musimy nauczyć się z tym żyć.

Izabela Brodacka – Falzmann

Źródło:  NASZEblogi.pl , 14.11.2020.

Przedmurze obrotowe

Wspominałam niedawno o profesorze Nowaku, który został skarcony przez władze własnej uczelni za odmowę przyznania, że  Uniwersytet jest przeznaczony przede wszystkim dla osób niesprawnych umysłowo. Historyczna rola uniwersytetu jako miejsca gdzie poszukuje się prawdy została jak się okazuje zmieniona i ma on odtąd pełnić rolę czegoś pośredniego pomiędzy szkołą specjalną gdzie uczy się dzieci zapinać buty, a izbą wytrzeźwień. Słysząc kilka dni temu w mediach panią profesor doktor habilitowaną Ingę Iwasiuw ( zapisałam sobie jej nazwisko dla mnie nie do zapamiętania ) wykrzykującą publicznie j…ć i wy….ć uznałam, że uniwersytet osiągnął dno, poziom latryny w jednostce wojsk stacjonujących w miejscowości Борне-Сулиново. Profesor Nowak zdecydowanie nie przystaje do poziomu swojej koleżanki po fachu. Można się o tym przekonać słuchając prowadzonego przez profesora programu Kronos w TVP Kultura co z najwyższą przyjemnością robię.

Świat współczesny w tym świat uniwersytecki przestał poszukiwać prawdy. Rządzą nim najprymitywniejsze emocje i adekwatne do tego środki wyrazu. Podobnie jak tłumem na ulicy, podobnie jak parlamentarzystami. Dlatego nie dziwi już poseł Kotula wymachująca w sejmie drucianym wieszakiem, którym jak można się domyślić ma zamiar dokonywać aborcji po zaostrzeniu obowiązującego obecnie prawa. Nie dziwi również poseł  Nitras popychający na Sali sejmowej kolegę, jak pijany żulik.

Ideał sięgnął bruku. Kobiety walczą o prawo do zabijania własnych dzieci. Zabijania dzieci – a nie terminacji ciąży jak chce współczesna nowomowa. Zabijania dzieci – a nie usuwania płodów jak jakiegoś złośliwego guza. Nie sposób jest ustalić prawnie granicy pomiędzy płodem a istotą ludzką, której niezbywalnym prawem jest prawo do życia. Wszelkie terminy prekluzyjne i zawite mogą dotyczyć wyłącznie rzeczy a nie ludzi. Jeżeli nie dostarczysz w terminie stosownych dokumentów możesz stracić pieniądze czy nieruchomość lecz nie życie, jeżeli jesteś niewinny. Nawet najcięższe winy i zbrodnie są poza tym w większości krajów karane dożywociem  nie śmiercią,  a dzieci przecież są niewinne.

Jeżeli liberalna ustawa dopuści aborcję do 60 dnia życia dziecka można zapytać dlaczego nie do 61, jeżeli do 61 to dlaczego nie do porodu? I faktycznie w niektórych stanach USA  dopuszczona była tak zwana późna aborcja. Jeżeli do szpitala zgłosiły się dwie matki w tym samym stadium ciąży , jedna do porodu a druga do aborcji to dziecko zgłoszone do porodu umieszczano w inkubatorze i ratowano za pomocą wszelkich dostępnych środków medycznych natomiast dziecko zgłoszone do aborcji wrzucano do kubła czekając aż umrze. Dwoje dzieci w tym samym wieku, jednakowo zdolne do życia różnił tylko zapis w izbie przyjęć. Widać doskonale jak rządzi litera prawa zamiast ducha prawa. Ten paradoks świetnie ilustruje opowiadanie SF Rafała Ziemkiewicza, w którym w lesie ukrywa się grupa dzieci objętych „ późna aborcją” dozwoloną do 12 roku życia.

Na ulice polskich miast wypełzły hordy barbarzyńców rzucających kamieniami, niszczących posagi, atakujących fizycznie księży i przechodniów, profanujących nabożeństwa. Domagają się swego podstawowego ich zdaniem prawa jakim jest zabijanie istot słabszych przeszkadzających im w życiu.

Proponuję eksperyment myślowy- wyobraźmy sobie, że ustawodawca pozwala bezkarnie zabić każdego kto nam przeszkadza. Ja na przykład chętnie zamordowałabym sąsiada, który o 7 rano w niedzielę puszcza muzykę techno, sąsiad natomiast zamordowałby mnie gdyż nie znosi muzyki klasycznej. Sąsiad jest niewątpliwie silniejszy i chętnie przy okazji wybrałby sobie coś z mego mieszkania.

Każda rewolucja opierała się na pozwoleniu silniejszym na zabijanie słabszych i czerpanie z tego korzyści. Lenin przywieziony do Rosji w opancerzonym pociągu potrafił zachęcić biednych niegramotnych chłopów do wyżynania ziemiaństwa i arystokracji i rabowania dworów i pałaców. Ci  sami biedni niegramotni chłopi zdychali potem z głodu pod sowiecką władzą i także byli mordowani i okradani. Rewolucja jak wiadomo pożera własne dzieci.  Rewolucjoniści francuscy nie poprzestali na gilotynowaniu znienawidzonej arystokracji lecz mordowali się nawzajem pod byle pretekstem.

Każda rewolucja szuka swego mięsa armatniego swoich proli, których można wyprowadzić na ulice. Tymi prolami są obecnie kobiety i dzieciaki manifestujące na ulicach polskich miast. Przykro to przyznać ale takimi prolami podczas solidarnościowej rewolty byliśmy my wszyscy, którzy pozwoliliśmy się obrabować komunistycznej nomenklaturze żeby potem stwierdzić, że „nie o taką Polskę walczyliśmy”.

Można obrazowo powiedzieć, że kiedy po  zwycięstwie Solidarności doszło do podziału tortu dostaliśmy z tego tortu kandyzowany tatarak.
Polska została kiedyś nazwana „ przedmurzem obrotowym”. Taki już nasz los, że naszym wartościom zagraża zarówno Wschód jak i Zachód. To z tego mitycznego dla nas kiedyś Zachodu docierają obecnie do nas przetworzone pomysły Marksa i Engelsa, Lenina i Stalina. To w Paryżu spłonęła katedra Notre Dame, esencja kultury chrześcijańskiej Europy a nasze durne dzieciaki wrzeszczą „ dym w kościołach”. To we Francji sprowadzeni wbrew zdrowemu rozsądkowi przybysze mordują niewinnych ludzi, a nam chciano narzucić ich kontyngent.

Kamieniem obrazy dla marksistów, rewizjonistów i innych komunistycznego chowu historyków był i jest sarmatyzm. Przez całe lata karmiono nas nienawiścią do sarmatyzmu. Tymczasem wbrew obiegowym poglądom sarmatyzm nie oznaczał bynajmniej że Polska była „ pawiem narodów i papugą”. Sarmata wybierał z oferty otaczającego zewnętrznego świata to co mu odpowiadało, co mu się podobało.  Dotyczyło to zarówno strojów, stylów architektonicznych jak i modeli zarządzania krajem.
Sarmatyzm współczesny polegałby nie tylko na czerpaniu ze Wschodu i Zachodu tylko tego co nam się podoba lecz przede wszystkim na odrzucaniu tego co nam się nie podoba.

Nie podoba nam się na przykład implantowanie w Polsce  obyczajów Pussy Riot inspirowanych amerykańskim ruchem Riot Grrrl(link is external).

Izabela Brodacka Falzmann

Źródło:  NASZEblogi.pl , 6.11.2020.

Podkolorowanie fragmentów tekstu pochodzi od redakcji PCO.

Zdjęcie tytułowe: Izabela Brodacka Falzmann. Fot. Inter / wybór zdjęć wg.pco

Więcej felietonów pani Izabeli Brodackiej Falzmann na naszym portalu   >   >    TUTAJ .

Za: Polish Club Online (14/11/2020)

Za: Bibula.com

Get involved!

Comments

No comments yet