Ludzie boją się bardziej koronawirusa czy utraty środków do życia?

Branża gastronomiczna tym razem nie przyjmuje lockdownu z pokorą. Bunt wynika nie tylko z odcięcia jej od źródeł utrzymania i braku należytej pomocy od państwa, ale również z powodu niesprawiedliwej dyskryminacji tego sektora gospodarki, który jak żaden inny musiał wdrożyć często absurdalne procedury sanitarne i został bez logicznych przesłanek ku temu, bezpodstawnie zamrożony.                  

Przedsiębiorcy i pracownicy branży gastronomicznej słusznie przeczuwają, że na dwutygodniowej kwarantannie się nie skończy. A do końca jesienno-zimowego sezonu covidowego, bo grypowy to już w Polsce wcale nie występuje, pozostało prawie pół roku. Nie pozostaje im więc nic innego jak przyłączyć się do ogarniających cały kraj akcji protestacyjnych.              

Jak donosi portal dziennikbaltycki.pl w Gdańsku pod fontanną Neptuna 3 listopada odbył się protest pomorskich restauratorów. Żądają przywrócenia możliwości prowadzenia gastronomicznej działalności gospodarczej, a dotychczasowe oferowane przez rząd wsparcie uważają za niewystarczające.     

W czasie happeningu głos zabrali restauratorzy i szefowie kuchni, którzy krytykowali zarówno nieprzemyślane decyzje rządu doprowadzające do zguby polską gastronomię, jak i przewidziane rekompensaty dla firm z branży gastronomicznej w wys. 5 tys. zł bez względu na ilość zatrudnianych pracowników. Są rozżaleni tym co ich spotkało mimo utrzymywania w lokalach wysokiego reżimu sanitarnego. Chcą wiedzieć na jakiej podstawie rząd zdecydował, że są ogniskiem zarazy.             

Protest branży gastronomicznej w Gdańsku wsparł Paweł Tanajno, od początku trwania tzw. pandemii podważający strategię rządu, który walczy z wiatrakami po trupach przedsiębiorców (każdy choć trochę myślący człowiek, oprócz superekspertów doradców premiera wie, że wirus nie zniknie i trzeba z nim po prostu żyć):   

,,Stoimy przed decyzją egzystencjalną: czy my chcemy z tym koronawirusem żyć, pracować i zarabiać, czy chcemy się zamknąć i czekać aż ludzie będą umierali z głodu i popełniali samobójstwa z przyczyn ekonomicznych”.         

Na ręce wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha trafiła petycja, w której walczące o przetrwane środowisko gastronomiczne z całej Polski zebrało swoje postulaty. Wśród nich m.in. wskazanie podstaw prawnych na mocy, których ograniczono przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej, zniesienie ograniczenia działania lokali gastronomicznych, przedstawienie planu wychodzenia z wywołanego kryzysu, obniżenie podatku VAT na wszystkie produkty i usługi, wprowadzenie form pomocy umożliwiających przetrwanie najbliższych miesięcy.          

Z bardzo ciekawą inicjatywą wystąpił internauta komentując w portalu trojmiasto.pl artykuł zapowiadający protest pomorskich restauratorów w Gdańsku:     

,,A może by tak wszystkich polityków pozamykać w domach, zabrać im pensje dodatki itd. i kazać tak siedzieć do przyszłego lata?”.       

   
Pomysł internauty wydaje się ze wszech miar słuszny. Musimy przecież chronić naszych wyjątkowych mężów stanu przed zakażeniem i niechybną śmiercią, którą obywateli ciągle straszą!                  

Opracowanie BC 
Źródło:     

Dodaj komentarz