Koszmar z ulicy Miodowej powraca. Niedzielski drugim Szumowskim

W siedzibie resortu zdrowia przy ulicy Miodowej panuje panika. Miała być strategia walki z koronawirusem a jest chaos. Miała być nowa jakość, a powracają dawne porządki. Miał być rozsądek a dominuje głupota. Jak długo trwał będzie ten chaos?

Miało być inaczej. Odszedł pogubiony Łukasz Szumowski, a w jego miejsce powołany został „człowiek rozsądku”, sprawny manager, przed którym postawiono zadanie uporządkowania chaosu, jaki powstał na skutek szkodliwej działalności poprzednika. Kilka tygodni temu, gdy Niedzielski obejmował rządy w resorcie zdrowia pisałem, że warto poczekać na efekty jego działań, ale najważniejsze pytanie, jakie należało wówczas postawić brzmiało: czy zmieni się strategia rządu w podejściu do walki z koronawirusem? Czy nowe dane dotyczące niskiej śmiertelności z powodu choroby COVID-19 wpłyną w jakikolwiek sposób na rządowy plan opanowania pandemii? Czwartkowa konferencja prasowa pokazała, że nie zmieniło się nic: ministerstwem zdrowia nadal rządzą lekarze. Może nie tak radykalni jak słynny – niestety – prof. Krzysztof Simon, który niedawno wszystkich mających odmienne zdanie na temat przeciwdziałania pandemii wyzywał od naćpanych, ale jednak zdeterminowani, by spełnić sen ich niedawnego szefa: wypłaszczyć, wypłaszczyć, wypłaszczyć.

Co ciekawe, niewiele zmienia się też w kulturze prawnej wprowadzanych obostrzeń. Zamiast w jakikolwiek sposób uporządkować prawnie kolejne nakładane na nas zakazy i nakazy, rząd po prostu… rozszerzył sobie wymyśloną w ministerialnych gabinetach żółtą strefę na cały kraj, rozstawiając nas po kątach kolejnymi obostrzeniami. Doprawdy, wierzę – być może naiwnie – że premier Mateusz Morawicki, były minister Łukasz Szumowski a wraz z nim obecny szef resortu zdrowia, Adam Niedzielski, zostaną kiedyś uczciwie osądzeni za to, w jaki sposób niszczą de facto polskie państwo.

Nie tylko poddano destrukcji sam proces legislacyjny na niespotykaną w III RP skalę, ale także skutecznie zablokowano służbę zdrowia, wprowadzając się w stan nie tyle chwilowego rozedrgania, ile permanentnego kryzysu. Jeśli tak mają wyglądać menedżerskie porządki Adama Niedzielskiego, wypada jedynie nisko się ukłonić i pogratulować, bo znakomicie wchodzi w buty swojego poprzednika.

Nie sposób znaleźć jakąkolwiek metodę w tym, co proponuje resort zdrowia, a z nim premier Morawiecki. Maseczki w miejscach publicznych przerabialiśmy w marcu i w kwietniu. Trudno dostrzec sensowność ich zakładania na chodnikach, na otwartej przestrzeni i w miejscach gdzie nie gromadzi się większa liczba ludzi. Podobnie trudno zrozumieć, dlaczego knajpy mogą być otwarte w godzinach między 6 a 22? Uzasadnienie ministerstwa jest co najmniej niemądre: oto po 22 ludzie zaczynają tańczyć, co stwarza niebezpieczeństwo, że zwykła knajpka zamieni się koronadyskotekę. Kolejna sprawa: limit ludzi na siłowniach. Na jakiej podstawie akurat tam wprowadzane są limity? Bo komuś w resorcie zdrowia „wydaje się”, że siłownie stanowią potencjalne niebezpieczeństwo czy też przeprowadzano jakąś rzetelną analizę zakażeń w klubach fitness? A jeśli przeprowadzono, to jakie dała wyniki?

Z obietnicy punktowych obostrzeń pozostało, jak sami państwo widzicie, niewiele. Wprowadzane są niby najmniej dotkliwe zakazy z punktu widzenia gospodarki, ale niewydolność sanepidu w śledztwach epidemicznych – kto ma znajomych zakażonych wirusem ten wie, jak te pseudośledztwa wyglądają w praktyce – świadczy o tym, że wirusa nikt już nie kontroluje. Ludzie się zakażają a wszelkie obostrzenia sprawiają wrażenie sankcjonowania prymitywnych rytuałów, mających jedynie przypomnieć Polakom, żeby przypadkiem nie poczuli się lepiej i nie uznali, że wirusa nie ma. Epidemia jest, proszę szanownych państwa, śmiercionośny wirus szaleje i należy stosować się do zaleceń. Pozostaje tylko czekać, aż na ulice miast wyjadą słynne policyjne „szczekaczki” ogłaszające stan epidemii i wzywające do szczególnej ostrożności. Byłoby to dopełnienie paranoi, trwającej od miesięcy.

Ale przecież, obruszycie się państwo, tu chodzi o nasze zdrowie. A czy zastanawialiście się, w jaki sposób resort zdrowia troszczy się o tych, którzy nie są leczeni na poważne choroby z powodu blokady służby zdrowia lub trwającej permanentnej paniki, nakręcanej przez powtarzane w kółko przez rządzących teksty o widmie braku respiratorów czy o ciężarówkach z trumnami? Otóż nie troszczy się wcale. Na pytanie jednego z dziennikarzy czy ministerstwo zdrowia liczy ofiary śmiertelne wśród osób, które nie otrzymały pomocy na skutek blokady służby zdrowia, padła krótka, ale wymowna odpowiedź: nie. I tyle.

Tomasz Figura

Źródło: Bibula.com

Get involved!

Comments

No comments yet