Czy ratowanie polskiego przemysłu stoczniowego to tylko polityczne kłamstwa?



W porządku obrad Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy MSR Gryfia pojawił się dodatkowy punkt dotyczący uchwały w sprawie sprzedaży zakładu produkcyjnego w Świnoujściu. Czy to już koniec stoczni w Świnoujściu?!           

Minister gospodarki morskiej wreszcie wysłuchał głosu związków zawodowych pracowników stoczni Gryfia z zakładu w Świnoujściu, których ważą się losy i obiecał spotkać się z nimi 9 września w Szczecinie. I tę wyjątkową inicjatywę można byłoby politykowi uznać na plus, gdyby nie pewien (mało znaczący?) fakt, że na … 10 września zaplanowano Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy MSR Gryfia i jak donosi portal iswinoujscie.pl na żądanie jednego z nich przyjęto dodatkowy punkt obrad dotyczący … wszczęcia procedury sprzedaży świnoujskiego zakładu.         

Jak czytamy w portalu gs24.pl w opinii Bartłomieja Szmyta szefa stoczniowej Solidarności, który jak większość stoczniowców i wielu innych obywateli stracił zaufanie do władzy PiS:                      

,,To spotkanie z ministrem Gróbarczykiem to jakieś mydlenie nam oczu. Oni tylko udają, że z nami rozmawiają , a za plecami robią co chcą”.      



Chyba rzeczywiście trochę za późno zebrało się ministrowi Gróbarczykowi na dialog ze stoczniowcami w sprawie wypełnienia przedwyborczych obietnic o odbudowie polskiego przemysłu stoczniowego, którego Świnoujście zawsze było filarem, tym bardziej, że stoczniowcy dla ratowania świnoujskiego oddziału i swoich miejsc pracy w ciągu ostatnich 5 lat wielokrotnie zwracali się zarówno do zarządu stoczni jak i resortu gospodarki morskiej, parlamentarzystów i premiera  Morawieckiego:   

 ,,Ze względów ekonomicznych i strategicznych, z racji swojego położenia i bliskości do morza, to Zakład Produkcyjny w Świnoujściu powinien być rozwijany, modernizowany, stając się oczkiem w głowie Państwa Polskiego i dając pracę wielu pokoleniom. To tu powinien być rozwijany przemysł Stoczniowy, oraz marka rozpoznawalna na całym świecie”.          



Niestety apele o obiecaną restrukturyzację, którą byli mamieni od dawna, pozostały bez odpowiedzi. Żadne przedwyborcze obiecanki według związkowców nie zostały spełnione. Co ciekawe zamiast zwolnienia źle wypełniających swoje funkcje polityków, którzy pracują podobno dla obywateli, będziemy mieli jak zwykle zwolnienie pracowników przedsiębiorstwa, o które politycy nie umieli albo nie chcieli zadbać. Wobec tych niezaprzeczalnych faktów jak najbardziej na miejscu wydają się słowa w liście otwartym związkowców do premiera RP:              

,,Wyborcy zaufali tym słowom i obietnicom, zagłosowali. Słowa okazały się pustymi sloganami. Mieliśmy wstawać z kolan, tymczasem sięgnęliśmy dna”.              
,,My, pracownicy stoczni, mamy przeogromny żal do was, rządzących, za to, że na nas się wypromowaliście, potraktowaliście nas, stoczniowców jak trampolinę aby dostać się do Sejmu”.                 

Na tereny stoczniowe w Świnoujściu jest już chętny. Zarząd Portu Szczecin Świnoujście złożył ofertę i zamierza rozbudować terminal promowy oraz prowadzić tam składowanie ładunków. Co ciekawe oficjalnie przyczyną sprzedaży terenów w Świnoujściu jest pozyskanie środków na budowę nowego doku w Szczecinie, który to rzekomo ma być symbolem rozwoju stoczni i przemysłu stoczniowego, tylko, że według stoczniowców, którzy sporządzili bilans zysków i strat jest pewien mały szkopuł, bowiem koszt budowy doku to ok. 250 mln zł, a po odliczeniu od kwoty uzyskanej ze sprzedaży terenów w Świnoujściu wszystkich pożyczek i zaległości, na inwestycję pozostanie zaledwie … 10 mln zł!     

            
Nie dziwi więc dylemat szczecińskiego posła Jarosława Rzepy, jak ma się wyprzedaż majątku firmy do jej rozwoju?! Tym bardziej, że wiąże się to z utratą środków do życia przez wiele świnoujskich rodzin. Co prawda zarząd stoczni złożył wcześniej pisemną deklarację, że każdy z 1500 tamtejszych pracowników ma zapewnioną pracę w Szczecinie. Ale wygląda to raczej jedynie na zabieg pro forma, udający dbałość o świnoujskich pracowników i rozwiązanie sprawy, bo jak mieliby dojeżdżać do pracy codzienne ponad 100 km w jedną stronę?!

Tym bardziej, że prezes Krzysztof Zaremba nie był w stanie nawet jeden raz pokonać tego dystansu aby odwiedzić swoich pracowników wtedy kiedy tego naprawdę potrzebowali.          

Opracowanie BC 
Na podstawie gs24.pliswinoujscie.plhttps://gs24.pl/rzad-tylko-udaje-ze-rozmawia-z-nami-a-za-plecami-robi-co-chce-mowia-zwiazkowcy-z-gryfii/ar/c1-15168448

https://iswinoujscie.pl/artykuly/67205/Obraz

Obraz Michael Drummond z Pixabay

Get involved!

Comments

No comments yet