Czy odblokowanie hoteli zatrzyma lawinę bankructw pralni chemicznych?

Zmanipulowana covidem część społeczeństwa ma wielkie pretensje do przedsiębiorców, którzy wbrew zakazom otwierają swoje biznesy. Padają zarzuty, że przez nich tzw. pandemii nigdy nie będzie końca i grubszego kalibru, że biorą na swoje sumienie śmierć wielu osób. Według nich życie jest ważniejsze niż pieniądze i firmy. Najczęściej w tej grupie znajdują się oczywiście ci obywatele, którzy przez rządową obsesję, pracy jeszcze nie stracili i głód w oczy im nie zagląda, a covidowe klapki na oczach uniemożliwiają im spostrzeżenie, że tu też chodzi o ludzkie życie.              

Zamknięcie części gospodarki dotknęło przez efekt domina tak wiele innych podmiotów świadczących usługi dla zamrożonych branż, że skala problemu bankructw lada moment będzie porażająca. Co prawda wspaniałomyślny rząd zgodził się wreszcie, warunkowo i nie na pełną moc, na odblokowanie niektórych sektorów działalności, ale jednak ciągle igra z życiem firm, przedsiębiorców, zatrudnianych przez nich pracowników i ich rodzin. I nie chodzi tylko o branżę gastronomiczną, hotelarską, rozrywkową i sportową, ale ich dostawców, podwykonawców i producentów, oni wszyscy tracą życie. Portal trojmiasto.pl przyjrzał się bliżej jednemu z bardzo poszkodowanych polityką rządu sektorów działalności gospodarczej, o którym się wcale nie mówi, a takich jest znacznie więcej.        

Jak czytamy w portalu trojmiasto.pl dłużej trwającego lockdownu mogą nie przetrwać również pralnie chemiczne. Jak wynika bowiem z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA znajduje się w nim w tej chwili już prawie 250 podmiotów zajmujących się takimi usługami, a ich łączne zadłużenie wynosi blisko 6 mln zł i w stosunku do stycznia roku 2020 wzrosło aż o 1,4 mln zł. Przyczyniło się do tego zamknięcie hoteli, uzdrowisk, ale również obywateli w domach. Praca zdalna i zakaz organizowania imprez, oficjalnych spotkań biznesowych czy rodzinnych uroczystości spowodował również brak popytu na usługi pralni chemicznych.                    

Choć więc odgórnego zakazu działalności pralni nie ma, to jedynie pralnie odzieży roboczej i świadczące usługi dla szpitali nie straciły dobrej passy, a nawet w przypadku tych drugich można mówić o pewnym ożywieniu gospodarczym, reszta generuje coraz większe straty. Obroty pralni chemicznych w galeriach handlowych, świadczących usługi indywidualne, od kiedy stroje wizytowe zostały odwieszone na lepsze czasy spadły w wielu przypadkach o nawet 80 proc., a współpracujących z hotelami nawet o 100 proc., wyjątek stanowią te, które obsługują hotele wynajmujące pokoje cudzoziemcom, ale w tym przypadku spadek obrotów jest też znaczny, bo przekracza 60 proc.           

Trudno się dziwić więc, że średni dług przypadający na jedną pralnię urósł w ciągu koronawirusowego szaleństwa do prawie 24 tys. zł! Co prawda pralnie mają też swoich dłużników, ale ponieważ w większości są nimi zamknięte hotele trudno liczyć na szybki zwrot długów, o ile to wogóle będzie możliwe. Ale tych wszystkich ogłupionych koronazarazą mających stałe źródło zarobku wcale to nie obchodzi, szczególnie, że z mediów wylewa się propaganda wielkiej pomocy i troski państwa.          

Opracowanie BC 

Źródło:  

Dodaj komentarz