Bardzo trudna sytuacja przedsiębiorców w przygranicznych miastach lubuskich



Lubuskie miasta przygraniczne, które przez lata budowały swoją gospodarkę w oparciu o współpracę z sąsiadem zza zachodniej granicy znalazły się w wyniku decyzji rządów demolujących wypracowany wieloletni ład w sytuacji nie do pozazdroszczenia.  Słubice, Gubin czy Łęknica w grudniu kiedy Niemcy wprowadzili ścisły lockdown po prostu zamarły.           

I nie jest to jedynie problem ich mieszkańców nastawionych głównie na usługi dla klientów z Niemiec i topniejących coraz bardziej przychodów tych miast, ale również wielu podmiotów gospodarczych w całej Polsce, bez których obsługujące tam sąsiadów zza Odry firmy takie jak zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, dentystyczne i protetyczne, naprawcze oraz sklepy czy targowiska nie mogłyby funkcjonować. Ożywiały w ten sposób całą polską gospodarkę napędzając dynamiczny rozwój wielu producentów, zaopatrzeniowców, dostawców i podwykonawców.           

Samorządy tych miast pomimo, że w ich kasie też coraz bardziej pusto nie pozostawiają przedsiębiorców, którzy z dnia na dzień prawie całkowicie stracili przychody bez pomocy, ale zmniejszanie czynszu dzierżawnego czy nawet całkowite umorzenie na czas zastoju opłat za grunt na niewiele w tym przypadku się zdaje. Wiele podmiotów gospodarczych kryzysu po prostu nie przetrwa, co jest wielkim dramatem nie tylko przedsiębiorców, ale również ich pracowników.                  

Wypowiedź Beaty Bieleckiej rzeczniczki prasowej urzędu miasta w Słubicach dla Gazety Lubuskiej nie pozostawia złudzeń co do dramatycznej sytuacji Słubic czy innych miast podobnie żyjących z turystyki zakupowej czy medycznej: ,,Trzeba pamiętać, że w takim przygranicznym mieście, jak Słubice, gdy nie ma ruchu na granicy stoi niemal wszystko. Sklepy z papierosami, fryzjerzy, gastronomia, a nawet markety, których na potrzeby miasta, bez gości zza Odry, jest stanowczo zbyt dużo”.   

        
W najgorszej sytuacji znajdują się handowcy z przygranicznych targowisk, którzy odczuli kolejny spadek koniunktury już w październiku, kiedy to w Polsce według rządu roszalała się znowu zaraza, i co najgorsze w wyniku koronawirusowych ograniczeń stracili w ubiegłym roku oba przedświąteczne sezony, które są tradycyjnie dla handlowców czasem najlepszej prosperity. W tej chwili ich obroty spadły o nawet 95 proc. Niektóre bazary z powodu całkowitego zastoju i bez rządowych pandemicznych nakazów się zamknęły. Jak na przykład w przygranicznym Gubinie, w którym z powodu tak złej sytuacji, brakuje w budżecie do zrównoważenia wydatków już czterech milionów złotych.                

Oracowanie BC 
Źródło:     

Dodaj komentarz