Nie chcą własności, krytykują konsumpcjonizm. Oto pokolenie „Z”

Pokolenie „Z” to osoby urodzone po 1995 roku. Nie wyobrażają sobie świata bez ekranu i łączności z internetem. Często sprzeciwiają się etyce pracy, konsumpcji i dążeniu do posiadania własności. Antykonsumpcjonizm młodego pokolenia budzi pewien szacunek. Czy jednak paradoksalnie nie oznacza on „ładowania się” w jeszcze większą niewolę?

Pokolenie „Z” to ludzie urodzeni po 1995 roku – nieznający już świata bez internetu, WiFi i smartfona. Socjologowie i specjaliści od marketingu ukuli dla nich własne określenie: „pokolenie C”. Wywodzi się ono od angielskich słów connect, communicate, change – zauważa Marta Rojewska [interviewme.pl].

O odejściu pokolenia „Z” od kultu posiadania świadczy też nacisk na tak zwaną ekonomię współdzielenia. Jej efekty widzimy wszędzie – od elektrycznych hulajnóg, przez rowery po „auta na minuty”. Dziś własność prywatna nie stanowi bowiem przedmiotu pragnień najmłodszych grup społecznych. Dochodzenie do niej kojarzy się bowiem z koniecznością ciężkiej pracy i zaciągania długoletnich zobowiązań. Choćby kredytów hipotecznych na 20-30 lat. O ile części młodych po prostu nie stać na taki kredyt, o tyle inni po prostu nie chcą go brać. Zdają sobie sprawę, że to poważne zobowiązanie i niekoniecznie chcą je brać na siebie.

Do tej drugiej grupy zaliczyć warto niektórych pracowników wielkich, globalnych korporacji. Dziś pracują i bawią się w Warszawie, jutro w Londynie, pojutrze gdzieś na drugim końcu świata. Obywatel międzynarodowego konsorcjum bywa bardziej związany z przedsiębiorstwem niż z własnym narodem.

Bunt wobec rodziców?

Pokolenie „Z” – do tej pory stosunkowo słabo zbadane – trafiło pod lupy politologów. Dr Joanna Wardzała w rozmowie z Joanną Podgórską [„Polityka” 13-19.11] zauważa, że pokolenie „Z” dostrzegało powiązanie między sukcesem zawodowym rodziców a długimi godzinami pracy, stresem i kredytowym niewolnictwem. Dlatego też zdecydowało się zmienić priorytety. Ciężka praca? Po co, skoro konsumpcja nie daje szczęścia? Kredyt? A przecież prościej o wynajem. Własność? A dlaczego, skoro istnieje współdzielenie?

Jak zauważa John Horvat II [returntoorder.org] rezygnacja z posiadania, a nawet wynajmowania mieszkania na dłuższy okres, to najbardziej skrajny przejaw ekonomii dzielenia. Co w zamian? Młody członek globalnej wioski nie zamieszka przecież „pod mostem”. Z drugiej strony nie potrzeba mu wcale luksusów – może zamieszkać nawet w kapsule mieszkalnej i niekoniecznie sam (wszak wówczas płaci się więcej!), a na to szkoda pieniędzy, które lepiej wydać w pobliskiej gastronomicznej „sieciówce”.

Młody delikwent należący do pokolenia „Z” niekoniecznie posiada nawet gry komputerowe. Niekiedy „współdzieli” dostęp do nich z kolegami – zauważa dr Wardzała. Pełne półki w sklepach nie wywierają na tych ludziach wrażenia. Wszak znają je od dzieciństwa. Obfitowanie w dobra materialne nie stanowi już powodu do przechwałek. Przeciwnie to konsumpcjonizm jest powodem do wstydu. Wszak młodzi już wiedzą, że korporacje potrafią wycisnąć i wypluć, banki wyzyskać, a drogie i reklamowane jako doskonałe produkty psują się nader szybko. Oczywiście, jak zauważa dr Wardzała, nie ma reguły i nie wszyscy „Z-owcy” podzielają te przekonania. Niemniej jednak trudno nie zauważyć, że w tę właśnie stronę zmierza wielu z nich.

Ową niechęć młodych do własnego lokum trudno pogodzić z dążeniami do założenia własnej rodziny. Ta bowiem wymaga stabilnego dachu nad głową. Tymczasem wielu przedstawicieli pokolenia „Z” (choć nie tylko) preferuje nomadyczny styl życia.

Mniej sprytni niż „subskybodawcy”

Nie chodzi tu o to, by przedstawicieli młodej generacji potępiać w czambuł. Ich sprzeciw wobec pogoni za symbolami bogactwa, statusu, władzy wynika z przesadnego materializmu starszych. Z drugiej jednak strony niewykluczone, że „antykonsumpcjonizm” młodego pokolenia okaże się po prostu inną, płytszą formą konsumpcjonizmu. Konsumpcjonizmu skupionego już nie na dobrach trwałych, lecz tych zapewniających chwilowe doznania i wymagających następnych płatności. Zauważmy bowiem, że gdy nabywamy coś jednorazowo, płacimy za to na ogół jeden raz. Opłata ta wystarcza raz na zawsze – daje prawo własności do danej rzeczy. Nawet jeśli rozkłada się na raty, to one w końcu się kończą. Tymczasem, jeśli decydujemy się na wynajem albo subskrypcję, musimy potem tę subskrypcję jednak odnowić – jeszcze raz, a potem kolejny. Tego typu płatności bywają zazwyczaj o wiele niższe niż za tradycyjny zakup. Sęk w tym, że nigdy się nie kończą – chyba że zdecydujemy się zerwać z produktem. Nieraz jednak na to już za późno – od subskrybowanych produktów nietrudno się bowiem uzależnić.

Niechęć młodego pokolenia wobec własności prywatnej niepokoi, tym bardziej, że przecież własność od wieków stanowi zaporę przed zakusami władzy i zapewnia niezależność osobistą. Wymaga też dbałości, roztropności, siły woli. Człowiekowi nieposiadającemu nic trwałego prędzej grozi wykorzenienie, a tym samym podatność na manipulację możnych tego świata. Zatem w efekcie naiwny konsumpcjonizm, zamiast stać się narzędziem wyzwolenia, prowadzi do czegoś zgoła innego.

Za: Pch24 – Marcin Jendrzejczak


Get involved!

Comments

No comments yet