G. Kucharczyk: Nauka reglamentowana. Przypadki ks. Guza i min. Gowina

Grzegorz Kucharczyk: Nauka reglamentowana. Przypadki ks. Guza i ministra Gowina

https://www.pch24.pl/grzegorz-kucharczyk--nauka-reglamentowana--przypadk...

Tego można było się spodziewać. Przynajmniej od czasu (ponad rok temu), gdy szeregi rządu PiS opuścił ostatni minister całkiem poważnie dopuszczający do siebie możliwość, że dorośli ludzie i w dodatku posiadający nieruchomości są w stanie podejmować racjonalne decyzje bez wszechobecnej „opieki” urzędników.

Mowa o prof. Janie Szyszko autorze najbardziej „wolnościowej”, acz o nader krótkim żywocie, ustawy przyjętej przez obecną ekipę rządzącą – chodzi o słynne „lex Szyszko”, które zezwalało właścicielom działek, na których rosną drzewa, na ich wycinkę bez konieczności wcześniejszego uzyskania zgody urzędników. Jazgot, który podniósł się przeciw ustawie połączył „totalsów” z PO z wrażliwymi ekologicznie członkami partii rządzącej, czuwającymi nad dobrostanem nie tylko drzew, a i zwierząt futerkowych. W tej sytuacji ustawa została wyrzucona do kosza, a i jej autor w stosownym momencie musiał pożegnać się z urzędem ministra środowiska.

Koalicja przyjaciół Drzewca zwyciężyła, a wraz z nią sposób myślenia, który suponował, że po wejściu w życie „lex Szyszko” tysiące właścicieli działek i innych nieruchomości, na których rosną drzewa, utracą zdrowy rozsądek i zabiorą się do masowej wycinki. Puścić takich „na żywioł” bez troskliwej „opieki” urzędnika, który lepiej będzie wiedzieć, co należy robić z ich (obywateli) własnością – nie sposób.

Obecnie wchodzimy na kolejny „level”, gdzie w roli głównej występuje wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Polityk, który jako minister sprawiedliwości w gabinecie D. Tuska roztaczał wokół siebie aurę wielkiego deregulatora, „otwierającego” kolejne zawody. Faza otwierania jest już passe. Teraz będzie zamykanie. Konkretnie zaś zamykanie możliwości kariery naukowej dla młodych ludzi. Taki bowiem będzie skutek czekającej na ogłoszenie ministerialnej listy wydawnictw, której sens sprowadza się do tego, że odtąd o naukowości książki (za czym idzie premia w postaci odpowiednio wysokiej ilości punktów, a obecnie w polskie nauce punkty są przecież najważniejsze) decydować będzie nie jej treść, warsztat, źródła, założenia metodologiczne, a miejsce jej wydania.

Wyobraźcie sobie Drodzy Czytelnicy, gdybyście swojemu dziecku powiedzieli, że wypracowanie, które napisze w swoim pokoju będzie lepsze, od tego samego wypracowania, które powstało by na przykład w kuchni. Dokładnie taka sama sytuacja będzie miała miejsce w polskiej nauce po ogłoszeniu przez urzędników (ministra i jego współpracowników) listy wydawnictw z oficjalną „pieczątką” naukowości. Ta sama treść opublikowana w jednym z „ministerialnych” wydawnictw to 200 punktów, a ta sama treść opublikowana w wydawnictwie spoza listy to punktów zero. Mniej punktów zdobytych przez naukowca, to gorsza ewaluacja i parametryzacja jego uczelni. Gorsza zaś ewaluacja i parametryzacja, to mniejsza subwencja rządowa i odebranie uprawnień akademickich (np. prawa do nadawania doktoratów czy habilitacji). Mniejsze pieniądze i cofnięte uprawnienia, to wcześniej czy później zamknięcie takiej uczelni, choć liczba pojedyncza jest w tym przypadku myląca. Taki los dotknie mnóstwo uczelni i ośrodków naukowych zlokalizowanych w średnich i mniejszych ośrodkach w kraju.

Minister Gowin tyle razy powtarzał przy okazji forsowania nowej ustawy o szkolnictwie wyższym (szumnie zwanej „Konstytucją dla nauki”, teraz już wiemy czemu Lech Wałęsa chodzi z t-shirtem z napisem „konstytucja”), że „otworzy” ona młodym ludziom perspektywy awansu naukowego. Habilitacja już nie będzie konieczna, aby zostać profesorem. Tyle, że zamiast habilitacji i jawnie powoływanej komisji habilitacyjnej, będzie istnieć w całym kraju sieć sądów kapturowych pt. rady wydawnicze, które już na etapie podejmowania decyzji (bądź nie) o dopuszczeniu do druku książki w wydawnictwie „ministerialnym”, będą tym samym decydować o naukowej karierze młodego człowieka. Dodajmy, że kryteria selekcji wydawnictw zakwalifikowanych na ministerialną listę są owiane tajemnicą, no może poza „krewnymi i znajomymi królika”.

Niegdysiejszy „wielki deregulator” przymierza się więc do opublikowania listy monopolistów, wszak planowane zestawienie wydawnictw mających urzędowy placet naukowości, jest niczym innym jak ustaleniem grona tych, którzy będą mieli monopol na rynku książki naukowej w Polsce. Nie tylko mamy więc w tym przypadku do czynienia z deliktem konstytucyjnym (ograniczenie równości dostępu do rozwoju naukowego), ale również ze sprawą dla Urzędu Antymonopolowego.

Niestety zjawisko reglamentowania badań i kariery naukowej nie tylko dotyczy ministra Gowina ścigającego się na absurdy (dla zmylenia przeciwnika zwane „reformą nauki”) z minister Kudrycką. Gdybyż tylko o takie zawody i takich zawodników chodziło! W szranki stanął jednak w roku stulecia swojego istnienia Katolicki Uniwersytet Lubelski św. Jana Pawła II, który ostatnio poddaje systematycznym szykanom jednego ze swoich najwybitniejszych naukowców, ks. prof. Tadeusza Guza.

Zadziwia skwapliwość i szybkość z jaką władze tej uczelni, bądź co bądź mającej w nazwie słowo „katolicki”, dołączyły do nagonki na osobę księdza profesora. Inkryminuje się mu zadanie „niepoprawnych” pytań podczas jednego z wygłaszanych w Polsce nieakademickich wykładów. Dzisiaj słyszymy, że rzecznik dyscyplinarny KUL zarzuca ks. prof. Tadeuszowi Guzowi postępowanie nielicujące z „godnością pracownika naukowego” katolickiej uczelni.

Wychodzi więc na to, że poszukiwanie prawdy za pomocą stawiania pytań, narusza godność akademickiego powołania. Warto więc w tym kontekście przytoczyć słowa, które w 1997 roku podczas spotkania z wykładowcami Uniwersytetu Jagiellońskiego wypowiedział św. Jan Paweł II. Patron lubelskiej uczelni mówił wtedy, że „powołaniem każdego uniwersytetu jest służba prawdzie: jej odkrywanie i przekazywanie innym. […] Jeżeli dzisiaj jako papież, jestem tutaj z wami – ludźmi nauki – to po to, aby wam powiedzieć, że współczesny człowiek was potrzebuje. Potrzebuje waszej naukowej dociekliwości, waszej wnikliwości w stawianiu pytań i uczciwości w szukaniu na nie odpowiedzi. Potrzebuje tej swoistej transcendencji, jaka jest właściwa uniwersytetom” (Przemówienie św. Jana Pawła II z okazji sześćsetlecia Wydziału Teologicznego UJ, 8 czerwca 1997).

Jeśli popatrzeć na postępowanie władz KUL wobec ks. prof. T. Guza, to nie sposób nie odnieść wrażenia, że naukowców dociekliwych, stawiających wnikliwe pytania i uczciwie poszukujących na nie odpowiedzi, lubelska uczelnia nie potrzebuje. A co najwyżej traktuje ich jako zło konieczne (dlatego ksiądz profesor został już wcześniej „zesłany” na Wydział Matematyki). Mamy więc reglamentowane pytania badawcze. Za niedługo nastąpi odgórna reglamentacja wydawnictw uważanych za naukowe. Chyba następnym krokiem będzie co roczne - najlepiej już w styczniu, bo po co ludzie mają stresować się na zapas – publikowanie przez ministra nauki listy osób, które w danym roku otrzymają doktoraty, habilitacje i profesury. Wszystko rzecz jasna w imię przejrzystości procedur, deregulacji i zrównoważonego rozwoju. Panie Profesorze Szyszko, niech Pan wraca!

Grzegorz Kucharczyk

Read more: http://www.pch24.pl/grzegorz-kucharczyk--nauka-reglamentowana--przypadki...